Szukaj:Słowo(a): Londyn Praca Praca za granicą




a jesli olejesz szkole i nie bedziesz do niech chodzila to masz male
szanse
na powtorny wjazd gdzyz potem juz sprawdzaja jesli chcesz koniecznie
jechac
to zrob to turystycznie ale nie sama ... jedz z kims bo blado cie widze .



M

A ja cię tam w ogóle nie widzę. Londyn to nie jest miejsce dla samotnych
egzaltowanych panienek.
Znajdź sobie najpierw pracę w Polsce, za rozsądne pieniądze i utrzymaj się w
niej pół roku.
Jak ci się to uda, to możesz spróbować szukać pracy za granicą.
Jak ktoś nie radzi sobie w kraju i myśli, że gdzie indziej będzie łatwiej,
to się może ciężko rozczarować

Ania


| a jesli olejesz szkole i nie bedziesz do niech chodzila to masz male
szanse
| na powtorny wjazd gdzyz potem juz sprawdzaja jesli chcesz koniecznie
jechac
| to zrob to turystycznie ale nie sama ... jedz z kims bo blado cie widze
.
M

A ja cię tam w ogóle nie widzę. Londyn to nie jest miejsce dla samotnych
egzaltowanych panienek.
Znajdź sobie najpierw pracę w Polsce, za rozsądne pieniądze i utrzymaj się
w
niej pół roku.
Jak ci się to uda, to możesz spróbować szukać pracy za granicą.
Jak ktoś nie radzi sobie w kraju i myśli, że gdzie indziej będzie łatwiej,
to się może ciężko rozczarować

Ania
latwiej jest to niestety gorzka prawda sam tu nie trafilem dla wlasnej



przyjemnosci a jesli chodzi o "radzenie " to sie z toba nie zgodze ja sie
staralem w polsce przez 10 lat zwiazac koniec z koncem i mi to nie wyszlo
jedynie moge miec do siebie zal ze wyjechalem tak pozno
Pozdrawiam M

Planuje wyjechac do Londynu aby ukonczyc kurs jezykowy. Wiem ze planujac
taki wyjadz na dluzej niz na 6 m-cy dostane pozwolenie na prace. Chcialabym
sie dowiedziec np.
-jaka szole wybrac?
-gdzie zalatwiac formalnosci zwiazane z pozwoleniem na prace?
-kiedy i gdzie szukac pracy (czy jest szansa aby dostac prace np w biurze)
-gdzie i jak szukac mieszkanie lub pokoj aby nie wydac pieniedzy bez
potrzeby? Czy jest to mozliwe jeszcze przed przyjazdem do Anglii?
-i co zrobic aby przepuscili mnie przez granice :)

Anka

Prawo pracy nie bedzie ci potrzebne. Na wizie studenckiej bedziesz
miala prawo pracowac na pol etatu, tzn. do 20 godzin tygodniowo.
Szkole musisz wykupic na 15 godzin w tygodniu, 3 godziny dziennie,
kurs dzienny, konczacy sie nie pozniej niz o 18.  Dobre szkoly moga ci
zalatwic mieszkanie, nie jest to tanie, na np. pierwsze 2 tygodnie, to
jest dobry pomysl zeby miec zalatwiony adres na granicy, a potem
mozesz sobie znalezc cos tanszego juz na miejscu.
Polacy lubia szkoly: Callan, Brudenell School of English, The London
Skills Institute, Evendine College, Avalon School of English.  Jest
tam tradycyjnie mnostwo Polakow, i polecaja dana szkole znajomym.  Z
wyjatkiem Callana szkoly te sa tez bardzo tanie, np. TLSI, £640
za caly rok akademicki.

Ania
www.aniaspoland.com

Cześć Ania
Przepraszam za reklamę na forum ale nie ma Twojego adresu.

Właściwie na wszystkie "techniczne" pytania odpowiedziała Ci Ania W
Chciałem Ci polecić szkole której jestem agentem.
Szkoła przeznaczona jest dla osób dorosłych (średnia wieku 25 lat)
Zajęcia prowadzone SA w bardzo małych grupach, maksymalnie 5 osób.
Koszty SA natomiast nie większe jak dla grup 10+ osobowych.

Szkoła znajduje się w Bournemouth, jest to nadmorski kurort wypoczynkowy

Polecam polska stronę szkoły
Planuje wyjechac do Londynu aby ukonczyc kurs jezykowy. Wiem ze planujac
taki wyjadz na dluzej niz na 6 m-cy dostane pozwolenie na prace.
Chcialabym
sie dowiedziec np.
-jaka szole wybrac?
-gdzie zalatwiac formalnosci zwiazane z pozwoleniem na prace?
-kiedy i gdzie szukac pracy (czy jest szansa aby dostac prace np w biurze)
-gdzie i jak szukac mieszkanie lub pokoj aby nie wydac pieniedzy bez
potrzeby? Czy jest to mozliwe jeszcze przed przyjazdem do Anglii?
-i co zrobic aby przepuscili mnie przez granice :)

Anka



:: o ile UK nie wprowadzi przez 1.V.2004 okresu przejściowego na dostęp do
:: rynku pracy, to od tego dnia każdy Polak będzie mógł pracować
:: legalnie w UK (i to bez załatwiania żadnych pozwoleń, po prostu
:: przyjeżdżasz i podpisujesz umowę o pracę).

Aby pracowac w dowolnym kraju UE nalezy, jak to mowia, "przeniesc papiery"
(podatki, ubezpieczenia etc.) z np. Polski do Wielkiej Brytanii. Zeby podjac

migracji nie oznacza braku biurokracji.

Przy okazji: Polak mieszkajacy na stale w Portugalii nie bedzie mogl ot, tak
sobie, korzystac np. z opieki zdrowotnej w "starym kraju". Przekonala sie o
tym moja znajoma, kupiwszy dom w Hiszpanii. Gdy przyjechala do Londynu do
swojego dentysty, ten wystawil jej - bylej pacjentce NHS - rachunek.
Zebyscie slyszeli, jak ona przeklinala system...

A dwuletni okres przejsciowy, o ktorym mowa wyzej, obowiazuje w calej Unii -
tyle tylko, ze poszczegolne kraje moga zen zrezygnowac - jak np. UK. Moga
tak postapic, po czym wycofac sie z danej obietnicy - Dania. Pojecia nie mam
tylko do kiedy
(do 30 kwietnia do polnocy? ;) ) Moze ktos wie?

Tak czy inaczej obostrzenia na granicy beda mniejsze, jesli nie znikna.
Milych wakacji, piszcie na priva jak potrzebujecie informacji o samym
miescie.

Pozdrawiam

M.

Witam
Co sadzicie o takiej formie wyjazdu...
- wykupuje bilet autobusowy powrotny (termin powrotu z tygodniowym
opoznieniem)
- rezerwuje hostel w centrum londynu na tydzien.
- na granicy powiem ze jade sobie pozwiedzac.
- znam dobrze angielski
- mam okolo 150-200 funtow

Jak duze jest prawdopodobienstwo tego ze mnie nie wpuszcza do anglii??
Jaka jest obecnie sytuacja z praca w londynie (na czarno)?
Czy łatwo jest tam znalezc jakies tanie mieszkanko?

mef wstukał w klawiaturę:

| Na poczatku sierpnia ruszamy z Foxerem na podboj Londynu i poszukujemy
| taniego dachu nad glowa. Jesli ktos z Was moglby dac jakies namiary na
| noclegi nad Tamiza, to byloby git...

powodzenia chlopaki :)



...znaczy Amina z nami jedzie, ale dzieki! ;)

moja siostra wlasnie stamtad wrocila po ponad 2 tygodniach
pobytu, bo nie znalazla zadnej pracy a kasa jej sie
konczyla. :(



No bywa - pracy to chyba trzeba szukac raczej przed sezonem... Ja tam na
biznes sie nie nastawiam - biore gitare i moze uda mi sie zwabic kilku
przechodniow to cos wrzuca ;).

Moglbys sie ewentualnie spytac siostry (lub moze ktos na grupie wie) jakie
sa wymagania finansowe urzednikow na granicy?... Bo podobno istnieje jakis
limit, minimalna ilosc funciakow ile trzeba miec na kazdy tydzien
zadeklarowanego pobytu.. Ktos wie?

kosztowala tylko funciaka w jakims szmatexie :P



Niniejszym dopisuje szmateksy do planu wycieczki. ;)

mef

Witam
Czy orientujecie sie może w jakim banku można uzyskać pożyczkę bez
weryfikacji w Biku ?
Jestem zadłużony w kilku bankach na ok.15.000 zł , należności sporo
przeterminowane ( jedna nawet z komornikiem na karku  ) - odpada więc
mozliwosc wziecia kredytu konsolidacyjnego.
Czy jakiś bank jest w stanie udzielić mi kredytu na taką sumę abym mógł
pospłacac wszystkie swoje zaległosci i miec jedną stała ratę ?
Próbowałem w kilku bankach uzyskać kredyt gotówkowy - wszędzie mam
odmowę...Proszę o ew. podpowiedź co mogę w tej sytuacji zrobić...
Pozdr.



Ugoda z wierzycielami. Jeśli jeszcze nie próbowałeś - poczytaj na necie,
popytaj o radę - i spróbuj. Może odroczą płatności albo rozłożą na mniejsze
raty.

Jeśli nie, pozostaje praca za granicą - wynajęcie łóżka w Londynie i praca
na budowie czy przy roznoszeniu ulotek (tzn. za płacę minimalną), co przy
skromnym życiu wystarczy na względnie szybkie spłacenie długów. No chyba że
zaczniesz pić - to zapomnij o normalnym życiu.

k.

http://wyborcza.pl/1,75248,5758202,Kryzys_prezydencki.html

"
Kryzys prezydencki

Prezydent Lech Kaczy ski straszy Polak w, e kryzys stoi ju u naszych
granic. Z broni w r ku
[...]

Prof. Stanis aw Gomu ka,

wyk adowca London School of Economics, b. wiceminister finans w, g wny
ekonomista Business Centre Club:

Prezydent jest specjalist od polityki i prawa pracy, ale od ekonomii i
finans w - nie. Powinien powo a si na jakiego specjalist albo si
nie wypowiada . Nie rozumiem wypowiedzi prezydenta, sk d ona si wzi a.
Prezydent jest chyba le poinformowany. Przecie prezes NBP S awomir
Skrzypek wyra nie stwierdzi , e w Polsce nie ma tych aktyw w tzw.
toksycznych, jest du a ilo depozyt w, ma a - kredyt w, bardzo dobrze,
od lat, dzia a nadz r bankowy. Te wszystkie elementy na plus r ni
Polsk od USA. Zagro enia nie ma, Polska jest oaz stabilno ci na tym
wzburzonym morzu i jest praktycznie niemo liwe, by Polacy mogli straci
ulokowane oszcz dno ci.

Nie rozumiem, o co mo e chodzi prezydentowi Kaczy skiemu, g owa pa stwa
nie powinna tak straszy , powi ksza zagro enia. Bo to akurat mo e
doprowadzi do tego, e to, co na razie jest minimalnym ryzykiem, pod
wp ywem takich wypowiedzi si zwi kszy.
[...]
"

No w a nie panie prezyd cie... Straszysz pan, a ..... si na tym
znasz... Trzeba wiedzie , kiedy otwiera dzi b, a kiedy macha
skrzyde kami... Chce pan dobrej rady? Sko cz wa , wstydu oszcz d !


[..]

paszport i byc powitanym przez panow w mundurach...



Niestety tu Ci nie pomogę - jest bowiem taka możliwość.
Pytanie czy można ustanowić pełnomocnika do odebrania paszportu?

Na razie jeszcze nie moge.




Prawde mowiac interesuje mnie legalna praca w
Londynie, a na razie z tym jest zbyt duzo formalnosci. Chce wiec



Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że w W. Brytanii JUŻ możemy
pracować legalnie.

A nie robi tego wlasciwy urzad miasta po tym, jak sie wymelduje? Gdybym



Jeżeli jesteś w wieku poborowym to prawo nakazuje Ci samodzielne zgłoszenie
się w nowym miejscu zamieszkania.
Inaczej popełniasz przestępstwo zagrożone karą bodaj do 3 lat.
Przykro mi - takie są konsekwencje bycia niewolnikiem :(

Ech, nic nie mow. To jest chore. Jestem gosciem, ktory ma prace, jest z
[..]
zacofanie. Przeciez to chore! Chory system tu panuje!



A coś zrobiłeś żeby się zmienił? Sam się nie zmieni.

No, wlasnie... Ale chcialbym pozniej tez bez problemow wyjechac za
granice. I nie chcialbym sie rozczarowac tym, ze ktos mnie zatrzyma na
lotnisku...



Jak rodzicie powiedzą, że jesteś narkomanem, albo że jesteś na stałe za granicą,
  to jest duża szansa, że Twoje papiery wylądują na dnie szuflady.
Wątpię w każdym bądź razie by puszczali za Tobą list gończy po takim stwierdzeniu.

pozdrawiam
Arek


| Prawde mowiac interesuje mnie legalna praca w
| Londynie, a na razie z tym jest zbyt duzo formalnosci. Chce wiec

Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że w W. Brytanii JUŻ możemy
pracować legalnie.



Na razie jeszcze nie. Ale po wejsciu do UE ma nie byc zadnych okresow
przejsciowych i bedziemy mogli tam normalnie pracowac. Obecnie trzeba
starac sie o wize oraz pracodawca musi zalatwiac pozwolenie o prace.
Troche z tym klopotow.

| No, wlasnie... Ale chcialbym pozniej tez bez problemow wyjechac za
| granice. I nie chcialbym sie rozczarowac tym, ze ktos mnie zatrzyma na
| lotnisku...

Jak rodzicie powiedzą, że jesteś narkomanem, albo że jesteś na stałe za granicą,
  to jest duża szansa, że Twoje papiery wylądują na dnie szuflady.
Wątpię w każdym bądź razie by puszczali za Tobą list gończy po takim stwierdzeniu.



Chyba tak zrobie :-) Poprosze rodzicow, aby do nich zadzwonili, albo

bo tam latwiej o towar :-)

Ach , Londyn...

Bylem 2 razy , polecam do zwiadzania, ale (juz nie) nie do pracy - teraz
strasznie ciezko znalezc cokolwiek - angole sie boja "nowego" prawa, ze jak
sie zlapie bez pozwolenia , to pracodawca placi 2000 funtow bez dyskusji.

Co do Cyganow - wiekszosc jest odrazajaca, ale zdazaja sie uczciwi , ceny -
od 25 -40 funtow za osobe za tydzien, jak mieszkalem z kumplem w 2osobowym
pokoju za 30 od osoby, ale to bylo na granicy 2-3 strefy metra.

Polecam dobry punkt poszukiwania pracy i pokoju,
na skrzyzowaniu  Ravenscourt Road i King Street ,metro Ravenscourt Park , na
District line - zielona linia ,jest tam sklep hindusa, na szybie pelno
ogloszen , najlepiej byc tam juz ok 7.30 - 8 , i dzwonic kazde ogloszenie -
szczegolnie szybko kazde nowe , majatek na telefony , ale mozna cos znalezc,

Poza tym jest taka wneka przy Earls Court , tam tez sa ogloszenia , mozna
tez o prace sprobowac chodzac po pubach i barach w centrum - w Soho ,
WestEnd , i wrecz sie pytac.

Uwazac na cyganow - to prawie mafia...

jest jeszcze kilka agencji szukajacych prace - w barach i tp.
ale trzeba za to zaplacic 30-40 funtow - tzn,. za prace jak juz bedzie.

W celach bardziej mieszkalnych niz turystycznych? Interesuje mnie jakies
niezbyt drogie miejsce do spania na jakis miesiac...

Foczka



Dobrze, ze Geant wycofuje sie z Polski. Mam nadzieje, ze po przejeciu Real
zmieni czesc pracownikow na bardziej kulturalnych. Chodzi mi o chamskich
kierowcow bezplatnej linii. Taki burak mial czelnosc wyzwac mnie od leni, bo
wysiadlam na przystanku blizej mojego domu, czyli gdy autobus juz wracal, a
nie na dalszym, za to wczesniej!!! Gęba mu się nie zamykała od bluzgania na
mnie, za to mnie zatkało, bo co go to obchodzi? W glowie mi sie nie miesci, ze
taki cham ma prace. A mowi sie, ze jest duze bezrobocie... Oczywiscie zloze na
niego skarge, ale polska mentalnosc nie przestaje mnie zadziwiac. W Dublinie
czy Londynie takie zero nie smialoby pisnac. Czy to specyfika naszej Warszawy,
czy kulturalni kierowcy wyjechali za granice, a nam zostali wychowani w ci
socjalizmie, co to łaske robią, ze pracują?

Dobrze, ze Geant wycofuje sie z Polski. Mam nadzieje, ze po przejeciu Real
zmieni czesc pracownikow na bardziej kulturalnych. Chodzi mi o chamskich
kierowcow bezplatnej linii. Taki burak mial czelnosc wyzwac mnie od leni,
bo
wysiadlam na przystanku blizej mojego domu, czyli gdy autobus juz wracal,
a
nie na dalszym, za to wczesniej!!! Gęba mu się nie zamykała od bluzgania
na
mnie, za to mnie zatkało, bo co go to obchodzi? W glowie mi sie nie
miesci, ze
taki cham ma prace. A mowi sie, ze jest duze bezrobocie... Oczywiscie
zloze na
niego skarge, ale polska mentalnosc nie przestaje mnie zadziwiac. W
Dublinie
czy Londynie takie zero nie smialoby pisnac. Czy to specyfika naszej
Warszawy,
czy kulturalni kierowcy wyjechali za granice, a nam zostali wychowani w ci
socjalizmie, co to łaske robią, ze pracują?



 -http://www.gazeta.pl/usenet/

"W Dublinie

czy Londynie takie zero nie smialoby pisnac." a dlaczego zero, bo jezdzi
autobusem?



pzdr

Udowodnij :)

MM



Proszę bardzo:

troskę o swój kraj rozumie poprzez szorowanie londyńskich kibli twierdząc,
że Polska nie jest już jego
ojczyzną, bo prezydentem został ten brzydszy?"

1. Szoruję kible na obczyźnie więc źle troszczę się o swój kraj - naprawdę
tak uważasz? Obraziłeś wielu patriotów za granicą czy chodzilo Ci konkretnie
o Londyn.
2. ilu znasz szorowaczy londyńskich kibli troskę o swój kraj rozumiejących
poprzez szorowanie londyńskich kibli i twierdzących, że Polska nie jest już
ich ojczyzną, bo prezydentem został ten brzydszy?Żadnego? ojej...a to klops.
Więc następnym razem pomyśl jak coś napiszesz.
3. Czy uważasz, że kible szorują tylko wyobrcy kandydata który przegrał?
4. Czy wyborcy Kaczyńskiego zajmują się w Londynie czymś wznioślejszym, a
może oni nie wyjeżdżają co?
5. Czy uważasz że szorowanie kibli na obczyźnie to coś uwłaczającego
godności? (przecież żadna praca nie hańbi)
6. Czym według Ciebie róźni się gówno obcokrajowców od naszego z chemicznego
punktu widzenia? Bo psychologicznie rozumiem jest to dla Ciebie bariera. Na
to nie musisz odpowiadać.

EOT bo i tak NTG
Pozdr,
Radek

Poszukuje ludzi z Wrocka wybierajacych sie w tym roku do Londynu w celu
nauki jezyka polaczonego z praca. Sam mam zamiar wyjechac pod koniec maja i
pomyslalem sobie, ze wymiana informacji odnosnie szkoly, srodka transportu,
potrzebnych dokumentow na granicy itd. nikomu nie zaszkodzi.

Tomasz P.


Poszukuje ludzi z Wrocka wybierajacych sie w tym roku do Londynu w celu
nauki jezyka polaczonego z praca. Sam mam zamiar wyjechac pod koniec maja i
pomyslalem sobie, ze wymiana informacji odnosnie szkoly, srodka transportu,
potrzebnych dokumentow na granicy itd. nikomu nie zaszkodzi.



Nigdy now na granicy, ze jedziesz do pracy, bo na 100% cie nie wpuszcza !

Cześć!
Tak się składa, że ja pracowałam poza granicami naszego "pięknego" kraju.
Byłam w Wielkiej Brytanii przez 5 miesięcy, pracowałam nielegalnie.
Pracę załatwiałam sobie przez jednego frajera z Kutna, który nabił mnie w
butelke! Przyjechałam do Londynu i niestety sama musiałam sobie szukać pracy,
mieszkania itd.
Mogę się z Tobą podzielić szczegółami z tego wyjazdu.

Tak się składa, że ja pracowałam poza granicami naszego "pięknego" kraju.



dlaczego slowo pieknego jest w cudzyslowie? przeciez nasz kraj jest naprawde
piekny - tylko czasami nasi rodacy postepuja jak swinie :-(((

Pracę załatwiałam sobie przez jednego frajera z Kutna, który nabił mnie w
butelke! Przyjechałam do Londynu i niestety sama musiałam sobie szukać
pracy,
mieszkania itd.



co zrobilas temu frajerowi z Kutna? darowalas przewalke???

pozdrawiam! zbisa

Hej!

okolic kto pracował, lub jedzie w tym czasie w "tamtym" kierunku? Ktos kto
moze pomoc jakimis radami, kontaktami? Szkoda, ze praca dla studenta
Ekonomii jest tak ciezka za granica :(



Tylko nie zapuść studiów. Ile Ci zostało?

Była a przykład Chani, teraz jest Rafalski. Chani pojechała do Londynu
i znalazła tam pracę we Wrocławiu (ale dla specjalisty), Rafalskiego
wyrzuciło do Irlandii - nawet nie wiem której. Jako specjalista tez znalazł
tam pracę - i już szaleje, wydając kase na aparaty i inne takie. ;-)

A co do Chani - to bądźcie grzeczni i posłuszni Wielkiemu -ZED-owi, bo jak
tam szukała pracy, to jej przepowiedziałem, że będzie pracować w konkretnej
firmie we Wrocławiu. I tam - w Londynie ją znaleźli. I tak się stało. Wielka
jest moja moc. ;-)

5000Ł netto to jakies 7000Ł brutto miesiecznie czyli 84.000Ł rocznie.
Jesli
piszesz o lekarzach lub top inzynierach to tak ale Polak zarabia tam
25.000Ł w
maxie.




W Londynie często z napiwków można mieć 100-200L / noc
( i bynajmniej nie w jakiejś niemoralnej pracy ;-) )
wcale nie trzeba być top inżynierem, ale fakt
większość moich znajomych zagranicą to IT


... sorry - lamerskie, ale nie wiem :(

--

Dziekuje. Pozdrawiam.          < < <   JackT   |
... "bo wicie, jest taki trynd..."



Pre Market Indicator-szczegóły na www.nasdaq.com -jest to
indeks nasdaq100 w handlu przedsesyjnym notowany wg naszego
czasu od 14:15 do 15:30 czyli otwarcia sesji Nasdaqa.
GDR-Global Depositary Receipts tzw kwity są namiastką akcji
naszych asów, które dzięki tym właśnie kwitom mogą nabywać
inwestorzy zagraniczni.
W rzeczywistości akcje są zdeponowane i de facto posiadane
przez bank depozytariusz( np mityczny Boney M czyli Bank of
New York), ale dzięki tej sztuczce z kwitami nasze papiery
można nabywać zagranicą:
Londyn, Frankfurt oraz NY. Są jeszcze ADR.
pozdr
cri

Witam,

Czy ktoś z Was pracuje w branży reklamowej za granicą jako grafik?
Interesują mnie aktualne stawki, wymagania co do pracowników i ogólnie
szanse na znalezienie pracy np. w Londynie (ale niekoniecznie tam) - z
pierwszych poszukiwań widzę, że jest tam kilkaset mniejszych, większych
firm reklamowych, studiów projektowych, domów mediowych itd.
Jakie są Wasze doświadczenia?

grafik



Czy ktoś z Was pracuje w branży reklamowej za granicą jako grafik?
Interesują mnie aktualne stawki, wymagania co do pracowników i ogólnie
szanse na znalezienie pracy np. w Londynie (ale niekoniecznie tam) - z
pierwszych poszukiwań widzę, że jest tam kilkaset mniejszych, większych
firm reklamowych, studiów projektowych, domów mediowych itd.
Jakie są Wasze doświadczenia?



Szukam od kilku tygodni. Mam niezłe referencje, spore doświadczenie itp.
Wysłałem kilkadziesiąt aplikacji, dostałem dosłownie kilka odpowiedzi +
kilkanaście wizyt na stronie + 1 weryfikacja referencji u wystawiacza.
Ale - nie tracę nadziei.

Pzdr
F


Witam,
Mam pytanie do grupowiczów (grupowiczek) dot. otwarcia firmy w
Londynie. Od pewnego czasu zastanawiam się nad możliwością otwarcia w
stolicy Anglii sklepu-galerii z polskimi produktami. Jestem ciekawy
jak wygląda sprawa od strony formalnej (prawo, przepisy), technicznej
(np. lokal) no i oczywiście finansowej. Jeżeli ktokolwiek mógłby mi
udzielić informacji - będę b. wdzięczny.
T. Dąbrowski



Ostatnio rowniez interesuje sie tym tematem ale ilosc informacji b. skapa. W
ramach podpisanych porozumien Polak moze otworzyc swoja dzial. gosp. bez
przeszkod nie tylko w Anglii. W tym akurat przypadku otrzyma wize biznesowa.
Jest to praktycznie najlepszy sposob na zalegalizowanie pobytu i pracy za
granica. Zeby dostac pozwolenie na prace robia milion problemow - gdy
zalozysz wlasna DG i pracujesz na siebie jest znacznie lepiej. Jak sie to
zalatwia niestety nie wiem. Rodacy na forach polonijnych milcza :(
Z tego co wiem w Twoim przypadku moze byc klopot gdyz uslugi koncesjonowane i
handel detaliczny sa wylaczone z tej procedury.
Jakie formy dzialalnosci mozna tam otworzyc (spolka, nasza KPiR, ryczalt,
karta) niestety nie wiem. W Niemczech ponoc bardzo trudno otworzyc cokolwiek
innego niz odpowiednik sp.z o.o. - do tego potrzeba kapitalu zal. ok. 20 tys.
Euro.
Z innych zrodel wiem, ze posrednicy w PL za pomoc w zalatwieniu formalnosci w
Anglii kasuja ponad 1000 funtow.

Powodzenia.
Janusz

A to za granicą nie można czytać newsów ?
No coz.

Na sam wpierw :-) chcialbym sie pozegnac z grupowiczami (2 miesiace
wspolnego bytowania na grupie) i podziekowac za okazana w tym czasie pomoc
(szczegolnie za pomoc przy wyborze samochodow sluzbowych do firmy i
dyskusje
na temat spalania SC ).

Musze przyznac, ze przyzwyczailem sie do codziennego, relaksujacego
czytania
postow i nawet nie przerazala mnie ich liczba :-) Niestety juz w sobote
zmuszony jestem wracac do pracy i na razie zakonczyc moj pobyt w Polsce.
Za
bardzo mi sie nie chce bo podoba mi sie w kraju (z wyjatkiem stanu drog i
epidemii kradziezy sprzetu audio) ale pracowac od czasu do czasu tez
trzeba,
a i rodzina juz teskni.

Gdyby ktorys z grupowiczow zamierzal wybrac sie z wizyta do Genui, Londynu
lub Geteborga to juz dzis vzapraszam na piwo do pubu, a i zawsze jakos
postaram sie jakos pomoc. Prosze tylko o wczesniejszy kontakt pod adresem

Jeszcze raz pozdrawiam i do zobaczenia za jakis rok

Wojtek G.
SAAB 900 T

Ps. Prosze o uwage na drodze i nie rozbijanie bordowego SAAB-a 900, ktory
zostaje w Polsce bo to najpiekniejszy samochod na ziemii i szkoda by mi go
bylo :-) Niestety jest bez naklejki ale jak tylko juz dotre do domu to
obiecuje, ze wydrukuje kilka sztuk i obkleje wszystkie samochody -
sasiadom
tez :-))



(..ciachu demagogia...)

Odpowiedzi na te pytania jest podstawą mojego poglądu, że to, iz ludzie
muszą wyjeżdżać za pracą jest tragedią, marnotrastwem środków i źle
rzutuje
na przyszłość kraju niezależnie od tego, że część z nich wraca do Polski z
ułamkiem zarobionych na obczyźnie pieniędzy.



Jesli potrafią zarobić znacznie więcej niz w kraju to niech wyjedżają.  Nie
ważne gdzie zarobia te pieniądze. Londynie, Belinie, Moskwie czy Timbuktu.
Nie ważne jest czy je zarobią zbierając truskawki czy budując satelity
(aczkolwiek budowanie satelit daje większą wiedzę i kontakty że o
pieniądzach nie wspokmnę). Ważne jest gdzie je wydadzą i gdzie je
zainwestują. Na szczęscie przeważnie wracają z zarobnionymi pieniedzmi (oraz
wiedzą i kontaktami co jak widzę starasz sie usilnioe ignorować) i wydają je
tutaj. Kupuja produkty (vat) domy (vat, rynek nieruchomiści) zakladają firmy
(miejsca zatrudnienia) przywożą wiedzę (technologia). Chyba lepiej by
zarabiali pieniądze za granica i przywozlili je do kraju niż siedzieli w
kraju i nie robili nic ?


(..ciachu demagogia...)

| Odpowiedzi na te pytania jest podstawą mojego poglądu, że to, iz
| ludzie muszą wyjeżdżać za pracą jest tragedią, marnotrastwem środków
| i źle rzutuje na przyszłość kraju niezależnie od tego, że część z
| nich wraca do Polski z ułamkiem zarobionych na obczyźnie pieniędzy.

Jesli potrafią zarobić znacznie więcej niz w kraju to niech
wyjedżają.  Nie ważne gdzie zarobia te pieniądze. Londynie, Belinie,
Moskwie czy Timbuktu. Nie ważne jest czy je zarobią zbierając
truskawki czy budując satelity (aczkolwiek budowanie satelit daje
większą wiedzę i kontakty że o pieniądzach nie wspokmnę). Ważne jest
gdzie je wydadzą i gdzie je zainwestują. Na szczęscie przeważnie
wracają z zarobnionymi pieniedzmi (oraz wiedzą i kontaktami co jak
widzę starasz sie usilnioe ignorować) i wydają je tutaj. Kupuja
produkty (vat) domy (vat, rynek nieruchomiści) zakladają firmy
(miejsca zatrudnienia) przywożą wiedzę (technologia). Chyba lepiej by
zarabiali pieniądze za granica i przywozlili je do kraju niż
siedzieli w kraju i nie robili nic ?



Widzę, ze nawet specjalnie uproszczonych pytan nie zrozumiałeś, więc EOT

| Niemcy rowniez moga miec ciekawe pomysly.
| Ale moze na to nie wpadna.
| Na to liczymy, co?
| Oni przeciez gupi sa.

Coś nie tak
Czy wy naprawdę nie zauważyliscie, że Europa sie otworzyła?
Chcesz kupić dom i ziemie  w Hiszpanii? To jedziesz i kupujesz - taniej
niz pod Warszawą
Chcesz pracowac w Londynie? Nie ma problemu. Chcesz tam kupic mieszkanie -
to kupujesz.
Na dowód osobisty byłem od domu 4500 km. Mogłem kupic co chciałem,
fotografowac co chciałem, chodzic gdzie chciałem
Możecie w końcu wyjść z zascianka?



Można.
Praca, kupno domu, pięknie.
Ale nadal kupujesz do w HISZPANI, pracujesz w Zjednoczonym Królestwie.
To są dwie różne sprawy nie mające nic wspólnego z zaściankiem.
A granice mogą się zmieniać, nowe państwa mogą powstawać ale DOBROWOLNIE, a
nie pod przymusem

Użytkownik "Ryszard Rączkowski"
[ciach]
A'propos zamiłowania do siłowej ochrony krajowych firm, to mam też inny
przykład, z gatunku otwarte niebo:
Pewien cheap-carrier zadzwonił ostatnio do mnie i zaproponował darmowy

klientowi.
No mówię Wam, skandal! Skandal! Państwo nie broni monopolu krajowego
przewoźnika! Przecież to leżało w głęboko pojętej polskiej racji stanu,
gdy
za bilet do Londynu przed laty płaciłem 1600 złotych a teraz w obie strony
lecę za 600 z groszami. Powinni tego zabronić, przecież przeze mnie
Panowie
Stasio, Józio i Polmos, zatrudnieni w PLL LOT stracą pracę. Klienci
przechodzą do tanich linii, tak nie może być! Przecież takie linie to
wytransferują cały zysk za granicę, menedżerowie będą przepijali cash w
gronie kompanów, kupowali futra kochankom i wypłacą akcjonariuszom a
Panowie Stasio, Józio i Polmos przeznaczali pensję na utrzymanie siebie i
rodzin. Tak nie może być! Trzeba chronić interes Polski, Polaków i dać się
wzbogacić naszym a nie obcym. Polak ma wydawać pieniądze w Polsce, kupując
polskie produkty, w polskim sklepie! Przecież nacjonalistyczne regulacje
muszą być!
Rico



No tu juz popisales sie jak malo kto.Bardzo ciekawe w jaki sposob ladowaly
by samoloty tych jakze "tanich" i konkurencyjnych lini gdyby nie inwestycje
w wybudowanie lotniska. Bardzo, bardzo ciekawe.
AM

BTW: Berling winien dla Polaków pozostać PUŁKOWNIKIEM, gdyż nominację
generalską dały mu radzieckie, nie polskie władze i to ztcp poza
terytorium II RP.
Prezydent Rzeczypospolitej przebywał wówczas w Londynie, co nie zmienia
faktu, że tylko on mógł wręczyć nominację, zatem Berling nie był
generałem polskiego wojska,



Widzę że czeka cię tytaniczna praca. Proponuję przestudiować historię Polski
od Mieszka I i zdegradować wszystkich dowódców,  którzy zdobyli swoje szlify
za granicą lub otrzymali je z "niepolskich rąk" (np. kapitan Kościuszko,
podchorąży Haller itd.).
Trzeba będzie chyba wszystkie dotychczasowe podręczni wysłać na przemiał.
Powodzenia.

Pozdrowienia
Roman K.

z tego co piszą to przyszedł LK w odwiedziny do znajomej i zaczął robić
zadymę, a pielęgniarka tylko zwróciła mu uwagę że się źle zachowuje...
no i krótkie spieprzaj dziadu i było po krzyku... ale to pewnie nieprawda
bo ponoć wszystkie media kłamią... ja nijakich poltyków nie bronie bo dla
mnie to jedna rasa... jak śpiewał Bartek Kalinowski chcesz umoczyć swoje
kwity idź to Tuska o Rokity... ale obłudy to nie cierpię chronicznie... mi
zwisa dokłądnie kto będzie rządził... ale biedni jak zwykle dostana po
głowach... ale tak być chyba musi... mam przeświadczenie silne że gdyby
jakaś sensowna ekipa rządziła to sparwy by szły dużo lepiej...
przerażający jest ten odpływ najlepszych, najoperatywniejszych ludzi za
granicę... to największa fala emigracyjna w historii i wszystko na to
wskazuje że się nasila... to oczywiście nie jest zarzut dla rządzących,
ale jak się nie zrobi czegoś by to powstrzymać to czarno to widzę...



Nie wiem jak było, pewnie Kaczyński też ma trochę za uszami, jak prawie
każdy, ale wkurza mnie jak robi się z niego zupełnego idiotę, coś jednak w
życiu osiągnął.
Z tym odpływem ludzi masz rację, ale jak bym miał na siłę szukać dobrych
stron to powiem tyle, że teraz po studiach łatwiej znaleźć pracę, a kiedyś
to nie było takie proste, a część jednak woli pracować w zawodzie niż zmywać
naczynia w Londynie.

pzdr.
Mariusz

nawet jesli do konca nie wiemy czego sie czepiamy?



Jesli juz sie czepiamy, no to wiemy czego. Tu akurat nie czepiamy sie.
To jest proste...mnie sie bardzo, bardzo nie podoba, gdy do naszej pieknej mowy wplata sie róznego rodzaju obcojezyczne wtrety (np street-ball, goal keeper, meeting, no i chocby lunch). cPrzeczytalem jeszcze raz moje posty i nigdzie nie znalazlem sladu szufladkowania kogokolwiek, a Ciebie w szczególnosci. Zupelnie nie rozumiem, po co mialbym to robic...
.
bo shift i skad ja mam wiedziec ze ktos mieszka za granica...


...ano shift.. i z amiast duzego "P" wyszlo male "p" - zbrodnia ?. Jesli tak bardzo nie lubisz malego "p", to oczywiscie wyrazam z tego powodu ubolewanie i obiecuje prace nad soba.. .
..no wlasnie skad mam wiedziec, ze Ty akurat nie mieszkasz w Polsce ?
...a co do tego "nieszczesnego" lunchu, to oczywiste, ze inaczej brzmi w ustach mieszkanca Londynu, a zupelnie inaczej w ustach mieszkanca...no powiedzmy Koleczkowa (bardzo lubie te miejscowosc) O ile ten posilek w Londynie to norma, to w Koleczkowie niekoniecznie....
Gratuluje Ardaniss korzystnego rozwoju sytuacji.Przeczytalem twój post pt."Zerwanie,nic do ciebie nie czuję".I moja historia jest niemal identyczna,rozstalismy się bo ona twierdzi że nic nie czuje...a ja zakochany w niej po uszy.I też jak u ciebie nie pozwoliła na zerwanie zupełnego kontaktu ze mna,chociaż to proponowalem.

W dzień rozstania,a raczej wymuszonej rozłaki na okres 2-3 miesięcy, w ostatniej chwili pozyczyła ode mnie ksiązki,bo jak powiedziała "chce mieć cos do poczytania"-pretekst do spotkania będzie na pewno.w przeddzień wyjazdu za granice (już nie bylismy razem) towarzyszyła mi przy obronie pracy magisterskiej a później jeszcze przyjechała do domu.Widziałem jak jej ciężko było...

Teraz rozmawiam z nia tylko przez telefon raz na tydzień......i jest fajnie.Może przyjedzie do mnie do Londynu(bo jest w Szkocji).

Podbudował mnie twój post bo zauważam bardzo wiele podobieństw do swojego związku,a chcę żeby cała ta historia podążała w jednym kierunku-powrotu do siebie.Mam nadzieję że doczekam się happy endu:)pozdrawiam
Mam pytanie do was czy kiedykolwiek pozaliście dziewczynę która lubi sado maso?



ja znam taka dziewczyne:D heheh oooj ale ona to jakis jest dziwny przypadek..ostatnio byla wlasnie na jakims BDSM party i wrocila z calym sinym tylkiem.pomine fakt ze przekluwali jej piersi jakimis iglami dlugimi..masaaakra.przeraza mnie ona troche..ale mieszka w londynie i tam masa jest takich ludzi wiec sie odnalazla;)

ja osobiscie nie mam nic przeciwko jakiejs dominacji..w granicach rozsadku..jakis klaps czy cos...ale w zyciu na zadne ponizanie typu wyzywanie i inne nie pozwole.zadne pejcze i lateksy mnie nie kreca..choc np w fotografii podoba mi sie klimat..fetish :d fajne fotki sa czasami ale w zyciu nie podnieca ani nie wzbudza jakis zainteresowan glebszych
- Bo to nasza ojczyzna, synku.

Owszem, ale to, że Polska jest moją ojczyzną nie znaczy, że muszę się kurczowo trzymać Polski. Od wielu lat jeżdżę po świecie - tak, nie ze swojej kasy, rodziców, ale oni nigdy na to pieniędzy nie żałowali - i chcę skończyć studia za granicą. Tutaj studiuję po angielsku, ale nigdzie nie ma na magistwrce czegoś takiego, co chcę robić. Taką opcję mam chociażby w UK. Tak, to będzie kosztować, ale wiem, że znajdę po tym pracę bez problemu. I jak będę mieć pracę, to nie rzucę tego w cholerę, żeby wracać do swojego mieszkania w Warszawie i szukać pracy. No chyba, że bym coś dobrego miała "nagrane" wcześniej...

Co do kwesti innych narodowości, innych ras. Jestem tolerancyjna, akurat z hindusami - choć nie z Pendżabu albo np Tamilnadu - niebawem się dogadam w ich języku (moje hobby ), poza tym, hidnuskie okolice przy Temple w Londynie to świetne knajpy
Cyt.:
W naszym kraju w głównej mierze jest tak, że pracę na utrzymanie znajdziesz w każdym większym mieście, lecz jest to kasa, która na niweiele pozwala. Stąd exodus młodych Polaków na np. Wyspy
No i co to jest?
Nie w każdym "większym" mieście tak jest. Jeżeli masz na mśli Bielsko-Białą, tudzież Katowice, to ,To nie są miasta uznawane za większe.
Większe są Katowice wtenczas , kiedy maaja być uznawane za większe!
A Bielsko-Biała? NIkt w kraju o nazwie POLSKA nie wie czymże jest Nsze miasto. Są tego inne przyczyny.
I nie jest ważne gdzie pracujesz w Polsce, ważne abyś miał kompleks.
Jezeli maz komplesk w Polsce to może , może zostaniesz rozważony jako kandydat na pracownika.
Prawda jest taka, że Miasta typu Wrocałw, Kraków Poznań , i takie mniejsze MIASTA Bielsko-Biała, Zielona Góra, Płock, Słupsk i inne itp, są traktowane jak zaścianek nie tylko tzw. Europy. Ale i..
Pamiętajmy, że w pewnym miejscu jest zawsze decyzja. Zawsze, KTOŚ musi zdecydować.
A czym On się musi martiwć, jak wiadomo, że NIE MUSI?
A i dodam, Dzisiaj rozmawiałęm z Dublinem w Irlandii, a wczoraj w Londynem .
NIe ma się za co wstydzić. Polacy-Bielszanie dają sobie bardzo dobrze radę- różni znani i nieznani. Pytanie jest takie:
Jakie pojęcie o pracy za granicą mają ludzie w Bielsku?
Moim zdaniem pojęcie jest takie, zę wszędzie jest lepiej, a MOIM ZDANIEM NIEPRAWDA! potem jakie jest odniesienie do tego ludzi z innej części Polski?
Co do luksusów, metrażu itp. Nie wiem, to pewnie ja tak mam, ale mnie najmowanie pokoju nie interesuje. Poprostu mi to nie pasuje. W PL bedę się starał kupić mieszkanko takie 40m^2 typu sypialnia plus pokój z otwartą kuchnią. Uważam, że taki standard życia dla jednej osoby jest jak najbardziej odpowiedni. Jeżeli mam za granicę jechać do pracy to nie mam ochoty z tego powodu się zamęczać najmując tylko pokój czy jakieś malutkie niewiadomo co. Ja lubię mieć komfort psychiczny życia i własne mieszkanie mi taki komfort ma dać. Tak jak samochód. Stąd moje pytanie o poziom zarobków w porónaniu z kosztami utrzymania.



Generalnie jest dobrze a nawet bardzo dobrze. Mieszkania do kupienia w kosmos drogie (Londyn), poza ceny sensowniejsze, samochod tak ale niekoniecznie w Londynie, wielkosc mieszkan zdecydowanie mniejsza w stosunku do zarobkow (poporstu mniej mniejsca tu jest (przynajmniej Londyn), jest niezle nackane, i standardowe mieszkanie jak na polskie (chodzi o metraz) czyli np. 3 pokoje, to tu juz duzy luksus (tak okolo 200k - 300kF). Podobnie z wynajmem - dominuja jedno i dwupokojewe mieszkania oraz studioflat`y (pokoj z laczana kuchnia). Warto zdecydowanie pomyslec o np. mieszkaniu pod londynem i komutowaniu.

Dodatkowo - jak w pytaniu - stosunek zarobkow do wydatkow jest wedlug mnie bardzo przyzwoity. Jak nie szalejesz a odkladasz na cos, nie ma wiekszego problemu.

Jak wspomnial wyzej frontier nie ma co powielac innych forow. Ta garsc informacji powinna dac wyobrazenie jak jest i czego sie spodziewac oraz na co zwrocic uwage przy ewentualnym przyjezdzie takze temat chyba wyczerpany z grubsza.
co do tych referencji to moze z tym byc roznie.
faktycznie zazwyczaj sie je "lyka", ale nie zawsze...

ja jako rekruter wole czasem referencje od kolegow bo to oni zawsze wiedza jaka jest ta dana osoba. prezes to marny kontakt na referencje - najlepiej jesli jest to wasz bezposreni przelozony bo on zna was najlepiej, a do tego czesto bywa kolega.

jezeli prezes da ci marne referencje po 3-4 latach pracy to kazdy zada sobie pytanie "to dlaczego on tak dlugo tam byl?"

a tak troche z innej beczki, gdyz temat jest o pracy w Londynie (ogolnie zagranica).

ja pracuje w Irlandzkiej firmie rekrutacyjnej CPL (jeszcze przez 3 dni w Du(m)bline). Zeby wam troche ulatwic poszukiwania w Irlandii to podpowiem, ze tu wiekszosc ludzi uzywa agencji. Dobrze jest przetrzepac strony internetowe (np. irishjobs.ie recruitireland.ie jobserve.com) i zamiescic swoje CV na monsterze (www.monster.ie).

jesli chcielibyscie zobaczyc jakie nasza agencja ma w tej chwili oferty, to mozecie zerknac na nasza strone www.cpl.ie
lub pisac bezposrenio do jednego z moich kolegow tu na miejscu (prosze o info na priva to podam kontakt).

jesli ktos ma jakies aktualne pytania dotyczace rynku irlandzkiego to niech pyta. moze uda mi sie pomoc.

Pozdrawiam
ja jeszcze nie jestem po maturce , kończę 26 czerwca
w tym roku wyjeźdam do londynu, wbrew pozorom lepszego świata za granicą nie jest tak kolorowo, ciężko znaleść prace szczególnie w okresie wakacyjnym,
proponuję ci popracowac w firmach pośredniczących, typu work service, stokrotka (czy tam jakiś inny chwast) ja tak zaczynałem. Jedyną rzeczą która mnie wkurzała to to ze płacili w połowie następnego miesiąca, ale przynajmiej miałem z czego spłacać długi które robiłem nie mając wypłaty. Póżniej prawie rok pracowałem na giełdzie komputerowej , troszkę lepiej się powodziło, jednak w wakacje robota jest kiepska.
obok mnie jest firma forpłyt, zajmują się wycinanim płyt wiórowych ,, słyszałem że potrzebują pracowników , pojedz daj cv moze się pofarci.
Wracajcie wszyscy do Polski, bo ja zamierzam wrocic do Londynu

yry,

Jakie nerwy?

Jesli wszyscy dostaja podwyzke to tajka tez MUSI. To jest jej prawo.

A potem Polacy zagranica sie dziwia ze malo zarabiaja, a Angole psiocza ze Polacy zanizaja stawki na rynku pracy.

Od tego masz kupe instytucji zeby Cie wsparly jesli nie umiesz sie dogadac z szefem zeby nie pracowac za byle jakie pieniedze.

Jesli zarabiasz powyzej 10 funtow za godzine to moze dla Ciebie podwyzka jest do d... ale trudno mi uwierzyc ze komus zarabiajacemu polowe mniej jakakolwiek podwyzka jest obojetna.
... z tobą ja... z całym szacunkiem

Tecman - przecie ty macz czipa, więc masz paramatry jak w 2.0 TDCi
I te motory moga spalić tyle, co podajesz.



Tyle ze mi po chipsie spalanie spadlo srednio o 1L w miescie i ok 0.5 na trasie...
wiec nadal sie nie zgadzam...:P

Trasa Londyn-Krakow ze srednia predkoscia ok 110km/h do granic PL (gps), czyli utrzymywanie predkosci 150-160km/h(od Dunkierki w 3h zrobilem cos kolo 470km) to wydatek paliwowy rzedu 7.1-7.3L/100km.
Trase te przejechalem juz 3 razy, a w sobote bedzie 4ty...wiec zobaczymy jak tym razem bedzie.
Od 1 stycznia 2007 r. Polacy pracujący w Anglii nie będą musieli opodatkowywać w kraju dochodów tam osiąganych (metoda wyłączenia z progresją).

W dniu 20 lipca 2006 r. w Londynie została podpisana Konwencja między Rzeczpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i od zysków majątkowych. Nowa Konwencja zastąpi umowę z 16 grudnia 1976 r. Wejdzie ona w życie po ratyfikacji dokonanej przez parlamenty obu umawiających się państw.

Obecnie dochód uzyskany za granicą należy opodatkować także w Polsce, jednak podatek zapłacony za granicą jest odliczany od podatku należnego w kraju, przy czym odliczenie to nie może przekroczyć kwoty podatku polskiego przypadającej na dochód uzyskany za granicą.

„Portal FK” to serwis umożliwiający indywidualne konsultowanie swoich wątpliwości w zakresie podatków dochodowych, VAT, rachunkowości i ZUS. Możesz zadać pytanie z danej dziedziny.

źródło : Portal FK
"Dziennik": Nasi budowlańcy w Irlandii i hydraulicy we Francji mogą pakować walizki i rezerwować bilety na powrót do kraju. Nie dość, że od wielu miesięcy polska gospodarka pędzi jak szalona, to teraz wygraliśmy rywalizację o organizację mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Ekonomiści nie mają wątpliwości: najbliższe 5 lat oznacza dla nas czas niespotykanej dotąd prosperity. Tysiące nowych miejsc pracy powstaną w budownictwie, usługach, handlu i turystyce. Razem z nimi pójdą w górę płace, bo przedsiębiorcy nie będą mieli wyboru - albo dołączą do ogólnonarodowego placu budowy, albo wielkie zyski przejdą im koło nosa. Razem z tym zmieni się polska wędrówka ludów: Polacy już nie będą tak tłumnie wyjeżdżać do Anglii czy Hiszpanii. Wręcz przeciwnie, część z tych, którzy już są poza granicami, zatęskni za krajem - bo i tu będzie się można dorobić.

- Minimum dla powracającego z Wysp niewykwalifikowanego robotnika to 2,5 tys. zł na rękę - mówi Marek Wołyniec z firmy Accept Group rekrutującej polskich budowlańców do pracy przy inwestycjach związanych z olimpiadą w Londynie w 2012 r. W przypadku fachowców jest to nawet dwa razy więcej. Na budowlańcach jednak się nie zakończy. Tysiące nowych, młodych pracowników znajdzie przecież zatrudnienie w hotelach, restauracjach i pubach.

info :Dziennik
Zespół Sistars znika ze sceny. W opublikowanym przez artystów komunikacie napisano, iż przerwa potrwa minimum sześć miesięcy
Na stronie fanów zespołu Sistars znalazło się oświadczenie muzyków, w którym można przeczytać: "W związku z Waszą reakcją na publikacje prasowe na temat rozpadu Sistars, postanowiliśmy poinformować, że nastąpi przerwa w działalności twórczej i koncertowej zespołu na czas nieokreślony, nie mniejszy niż pół roku - licząc od października. Jest to związane z wyjazdem Natalii za granicę oraz trwającymi pracami nad solowym albumem Pauliny. Pozostała część zespołu szanuje decyzje dziewcząt i kontynuuje prace nad własnym projektem. Serdecznie pozdrawiamy i zapraszamy na nasze koncerty".

Dziennik "Fakt" napisał, że Natalia Przybysz wyjedzie do Londynu. W informacji zamieszczonej w gazecie znalazło się również stwierdzenie, iż powód zawieszenia działalności jest inny i ma związek z kłótniami, do jakich dochodziło między Natalią i jej byłym chłopakiem, Bartkiem Królikiem.
źródł:onet.pl
Wyjazdy za granicę kraju "za chlebem" najlepszych i najbardziej aktywnych pracowników zakładów usług leśnych, są już faktem. Niestety jako ostatni dowiadują się o tym właściciele firm, którzy niewiele mogą wówczas już zrobić, by proceder ten powstrzymać. Problem narastał wiele lat, długi czas nie zrobiono nic, aby temu zapobiec. Teraz zakłady usług leśnych, nie tylko w przypadku pilnych, większych prac, mają problem z organizacją własnej siły roboczej, ale boją się też o realizację przyszłorocznych zadań...
http://www.lasypolskie.pl/sekcja-463.html
Ze spraw które mnie zdumiały ostatnio. Byłem na wycieczce w Austrii na dwóch koncertach. Wyszło mi taniej niz gdybym udał sie na dwa koncerty z Gillingham do Londynu. Anglia jest pojedbana.

Jesli kiedyś jeszcze wybiorę się do roboty za granicę to nie wcześniej niż Austia otworzy swój rynek pracy. Najpiekniejszym miejscem jakie widziałem był Innsbruck i już długo nic tego nie potrafi przebić.

LOL - naprawdę ? Coś mi się nie chce wierzyć. Znam relacje z około 20
kursów autokarowych przez granicę i za każdym razem było zawracanych
od 0 do max. 10 osób. Na pewno nie 50.



Moich znajomych tez sporo tam jechalo. I rzeczywiscie zdarzylo sie tak ze
caly autobus zawrocili.

    Co do wielkiego farta - wielkim na pewno nie, ale sporym: tak.
Poza tym afaik formalności wizowe da się załatwić tu, w Polsce, w
ambasadzie brytyjskiej, co znacznie ułatwia sprawę. Najgorzej na pewno
jest wjechać za 1 razem - wtedy przesłuchania wizowe w ambasadach
USA/Kanady wydają się kaszką z mleczkiem i kojarzą się tylko
superprzyjemnie (tak miałem ja). Ogólnie 1 przekroczenie granicy jest
najtrudniejsze, bo oni i tak zakłądają, że jedziesz wyręczać ich z
najbrudniejszej roboty - nie chcą po prostu, żebyś został tam na
dłużej (ja na szczęście wziąłem ze sobą legitkę, indeks, stary
paszport etc.). Celnicy są do tego stopnia pogięci, że z 5 minut z
każdej strony pytali się mnie dlaczego jestem teraz tutaj (Dover), a
nie w USA, skoro dostałem wizę do USA. Ile lat mają dzieci osoby nie
zapraszającej etc. - popierdoleni są - ot co (na przykład ptanie się
mnie jak ma na imię najmłodsza córka mojego ojca chrzestnego, skoro
mówię wyraźnie, że jej nigdy nie widziałem).
    A co do niby łatwego przekroczenia granicy na lotnisku. Otóż ponoć
wcale nie ... - celnikom podejrzane wydały się jedne gorsze spodnie
mojego znajomego, które to niby świadczyły o tym, że jedzie do pracy.

| Aha i jeszcze jedno 50% sukcesu to jest zachowanie na granicy. Już
to
| kiedyś opisywałem na tej grupie.
Po części. Ale ważne są też wszelkie papierki, na które zwracają uwagę
bardziej, niż to ma miejsce we wspomnianych wcześniej ambasadach
US/Can.



Wjezdzalem tam 2 razy oba samolotem nie zadali mi nigdy wiecej niz 3
pytania.
ostatnio wracal do Londynu moj kumpel ktory pracuje tam juz kilka lat.
lecial samolotem do Manchesteru nie mial najmniejszych problemow.
ogolnie w Dover Imigration jest nastawione bojowo do turystow z Polski.
Na Lotniskach mniejsza uwage na to zwracaja a wlasnie najlepiej jest na
wszystkich innych niz Londynskie.

Zgodze sie z tym ze wszystko trzeba miec opracowane w najdrobniejszych
szczegolach.
Ja mialem rezerwacje zrobiona na dosc drogi hotel karty gotowke i w karcie
na pokloadzie samolotu wpisalem sobie b. dobry zawod oczywiscie wymyslony.
a firme podalem kolegi ktory w razie co potwierdzil by moja bajke.

Jechałam w połowie lipca do Londynu (w celach turystycznych na 3 tygodnie).
Podobnie jak Ty obawiałam się, że pieczatka odmowna w moim paszporcie może
mi przeszkodzić przy odprawie w Dover.
Dodam nawet, że została mi przybita w marcu tego roku.

Muszę jednak powiedzieć, że Immigration Officer raczej nie oglądał
mojego paszportu, tzn. nie sprawdzał pieczątek.
Może i zauważył przez przypadek tą odmowną, ale nic nie komentował.
Pytał mnie o inne sprawy, o to czym się zajmuje, po co tam jadę,
gdzie mam zamiar się zatrzymać, itp - i w zasadzie ta rozmowa
jest najwazniejsza, dobrze, żeby przebiegała po angielsku (po obu stronach
;-) ),
no i w miarę płynnie.

A jesli chodzi o USA - to, że się nie dostało wizy, to nie znaczy, że jest
się już przekreślonym dla innych krajów. Amerykanie lubią wszystkich
traktować z góry, dostanie wizy to po prostu loteria.
To widać na moim przykładzie - byłam w Londynie, pozwiedzałam, zrobiłam
sobie jakieś zakupy i wróciłam. Nie podejmowałam tam pracy, ani też nawet
nie myślałam, żeby zostac tam dłużej.
Takie same plany miałam co do Nowego Jorku, ale niestety nie dano mi wizy,
bo według jakiejś chamskiej urzędniczki nie spełniałam kryteriów.

Podsumowując, jesli zapytają Cię o te odmowę, powiedz np. że nie wziąłeś do
ambasady zaświadczenia o zarobkach, czy o studiowaniu, a o nie cię właśnie
poproszono. Potem zmieniłeś plany i nie starałeś się po raz drugi. - to taki
przykład, nie wiem czy dobry, czy nie, ale na wszelki wypadek wymyśl jakieś
rozsądne wytłumaczenie.
Pamiętaj tylko, że najważniejsza jest rozmowa z IO i ona zadecyduje czy
zostaniesz wpuszczony czy cofnięty z granicy.
Często pomaga wykupienie kursu językowego, no i koneicznie jakaś rezerwacja
hotelu lub zakwaterowanie u rodizny, znajomych (czasem sprawdzają dzwoniąc
pod ten adres i pytając czy spodziewają się tam gościa).

Pozdrawiam !

to ja mam takie pytanie, co ze stemplem odmowy wizy usa? bo ja mam taki a
chcialabym poleciec do Anglii na pare dni. nie mam szans?



| Wjezdzal i dostal. Mozesz o tym przeczytac w polonijnej prasie: wizy
| studentom wbijaja do 31 kwietnia.

| Zadzwonilem do pierwszego z brzegu znajomego "studenta"
| z prosba o popytanie w szkole wsrod "nowych". Nawet to okazalo sie
| niepotrzebne: wlasnie przyjal do pracy Polaka, ktory wjezdzal po
| Nowym Roku i dostal wize studencka do konca kwietnia (szkola jest na
| 9 miesiecy).

Niestety z kilku zrodel mam informacje ze daja tylko krotkie wizy
studenckie do konca kwietnia, wiza bez mozliwosci podjecia pracy
nawet w ograniczonym wymiarze czasu. Niestety nie mam potwierdzenia
z zadnego zrodla tego co pisze Mare{c}k(i). Choc mam nadzieje
ze to on ma racje. Czego wszystkim i sobie zycze.



Ciekawy jestem, czy mozesz sie w takim przypadku z nimi klocic, czy
przekonywac urzedasa ... (probowal ktos?). Albo wprost powiedziec, ze
jedziesz do szkoly, ale chcesz tez popracowac na pol etatu, bo:
1. chcesz lepiej poznac kraj i ludzi go zamieszkujacych.
2. skonczyles zajebiste np. computer science, masz doswiadczenie i ogolnie
jestes na tyle samowystarczalny, ze Blair nie musi do ciebie doplacac w
pracy.
3. jestes mlody, silny, zwarty i gotowy, a przeciez na starzejace sie
spoleczenstwo zachodnie musi ktos pracowac ;-)
4. jakas inna tania sciema, wymyslona na poczekaniu ...

Probowal ktos? Jestem niepoprawnym optymista i mam cicha nadzieje, ze pan
oficjer nie popukalby sie w czolo i nie pokazal, na tablice lotow z
najblizszym powrotnym samolotem ... Nie przekraczalem nigdy tej granicy,
zrobie to za tydzien-dwa i zastanawiam sie czy wprost nie zastosowac takiej
taktyki, jesli nie dostane studenckiej.... Jaka jest szansa, ze przejade sie

btw. Chyba przeforwarduje pytanie na emigracja.londyn


Witam,

Chciałbym się dowiedzieć jak jest różnica kosztów życia między
Dublinem a Londynem? Czy opłaca się za różnicę 5 tys. funtów
rocznie więcej (brutto oczywiście) pracować w Londynie, czy lepiej w
Dublinie za trochę mniej?
Jakie są Wasze odczucia z tych miast - gdzie się lepiej żyje? Może
ktoś mieszkał w obu miastach i może to porównać?

Leszek



Kilka lat mieszkalem w Londynie, rok temu przeprowadzilem sie do
Dublina.
W Londynie zawodow jestem kilkanascie razy w roku.
Mysle, ze wszystko zalezy od tego na jak dlugo sie wybierasz za
granice.
Czy traktujesz ten wyjazd jako dorywczy i chcesz oszczedzic mozliwie
jak najwiecej zaciskajac zeby, czy raczej planujesz wyjazd na lata.
Co do roznic w zarobkach, nie sa one az tak wielkie. W UK teoretycznie
zarabia sie wiecej, jednak income tax jest tez inaczej skonstruowany i
procentowo podatek dochodowy jest wyzszy. Warto to miec na uwadze.
Co do reszty cen, to zeby zyc na przyzwoitym poziomie, tyle samo
(procent z miesiecznej pensji) kosztuje w obu miastach.
Jeszcze jedna rzecz, Londyn ma (nieoficjalnie, jak sami mowi
Londynczycy) 9-10 milionow miszekancow, a Dublin ma populacje ponizej 2
milionow. To jest juz inna skala. W Londynie kazdy znajdzie cos dla
siebie: praca, rozrywka, sklepy i tysiace innych dziwactw. W Dublinie,
znajdziesz tylko to co niezbedne do codziennego zycia.

Co do cen to powiem, ze 300e za pokoj brzmi wyjatkowo optymistycznie.
Nie wiem, czego sie konkretnie spodziewasz, jednak jako rozsadne
przyjalbym 400-500euro za pokoj w dzielonym domu. W Londynie ostatni
moje lokum kosztowalo w okolicach 400 funtow na miesiac (pokoj25m2
dzielonym domu). Benzyna kosztuje bardzo podobnie, ubezpieczenie
samochodu tez.

Jezeli jestes mlody, szukasz wrazen, nie dokonca wiesz co chcesz robic
w zyciu albo dopiero zaczynasz swoja kariere zawodowa, to wybralbym
Londyn (o wiele szersze mozliwosci wyboru pracy i rozwoju). A jezeli
jestes juz specjalista w konkretnej dziedzinie (z doswiadczeniem na
karku), wiesz ze na Twoja wiedze i umiejetnosci jest wlasnie duze
zapotrzebowanie w Irlandi, to wybierz Dublin.

Pozdrawiam

Magic


| Podejrzewam, ze gdybys tam byl i z jakiegos powodu
| nie mogl nic zrobic, byloby ci tak samo glupio.

Zawsze można coś zrobić!



Nie zawsze. Czasami rozsadniej jest oddac komorke
i nie narazac siebie i przyjaciela. Albo jesli wolisz przyjaciela
i siebie. Granica pomiedzy odwaga a brawura jest plynna,
tyle ze brawura jest po prostu objawem glupoty.

| stalbym sie jak ten facet z filmu, ktoremu kot przynosi
| jutrzejsza gazete. To SF albo Fantasy, a nie zycie.

W życiu też mamy takie gazety. Nazywają się "intuicja"...



Kobieca intuicja? Owszem wydaje mi sie, ze cos takiego
zaposiadam, tylko ze jakies rozregulowane, albo co.
No bo niby mege przeczytac te gazete, ale nie do konca

| A w ogole czuje sie podle i po raz pierwszy
| od dosyc dlugiego czasu mam dola giganta.

Co się stało? Ktoś coś zrobił czy tak po prostu, ogólnie?



Mam cholernie duzo pracy, prawie zadnych szans na urlop
w tym roku, duze szanse na to, ze od stycznia bede szukal
nowej pracy, a poza tym kiedy to pisalem spotkalem
chwile wczesniej mojego bylego na ircu... tego, ktory
"nic do mnie nie czul" przez dwa lata, kiedy bylismy razem.
Ciagle jeszcze reaguje na niego nerwowo. Poza tym spotkalem
nasza wspolna znajoma, ktora bardzo lubie. Strasznie mila
dziewczyna, przyjechala wlasnie na tydzien z Londynu
i udaje, ze mnie nie zna. Tak mi wyszlo, ze do tej pory
spotykala sie ze mna itd. tylko dlatego, ze bylem z nim.
Teraz najzwyczajniej mnie olewa. To nie jest mile, tym
bardziej, ze nie zrobilem nic co mogloby zmienic nasza
znajomosc. Sam nie wiem. Wyprowadza mnie to z rownowagi.
Dla wyjasnienia dodam, ze dol mi juz minal. Tyle tylko
ze po raz kolejny trace zaufanie do ludzi. Oni nieraz
zachowuja sie zbyt dziwnie, jak na moj gust.

| Zaczynam i wydaje mi sie, ze pisze straszne glupoty.

Eee, przesadzasz. Nie widziałeś głupot...



Heheh widzialem. Niestety najczesciej we wlasnym wykonaniu :-)

Pozdrawiam

Kuba

| | | | | | | | Pierwotna wiadomość <<<<<<<<<<<<<<<<<<




temat Re: rozumienie ze sluchu - sorry, dlugie!:

Dlugie - wcale. Tylko o 17 słow przekracza streszczenia, które pisałem na
studiach. Jak ktoś pisze, że długie, zawsze mierzę :)

| Chcialbym zapytac sie wszystkich ,ktorzy znaja bardzo dobrze jezyki obce
| .Np. takie osoby ,kotre sa tlumaczami lub przebywaja w krajach ,gdzie
| obowiazuje dany jezyk.Jednak najbardziej interesuje mnie opinia osob
,ktore
| opanowaly perfekt jezyk przebywajac w Polsce, jezeli jest to w ogole
mozliwe :-(
Zapewniam Cie, ze to JEST mozliwe. Znam 2 przyklady - nieskromnie siebie,



i moja kolezanke ze studiow. Obie uczylysmy sie angielskiego od malego (ok.
5 lat) i nieustannie. Ja mialam to szczescie ze chodzilam do III LO w
Gdyni, wykladowy angielski; ona miala b. dobry anglik w liceum plus
prywatne lekcje. Zdarza sie nam, ze Amerykanie dopytuja sie z jakiego to my
stanu jestesmy? bo ten akcent troche macie dziewczyny dziwny ;-))))

To ja zapominając o skromności dorzucę jeszcze siebie. Na początku mej
pracy etatowego tłumacza, robiliśmy interview z Amerykaninem, którego
zakład chciał zatrudnić. Facet powiedział mi, że mówię jakbym był z
Londynu. A wcale tam nie byłem. :)

Jednak, po kilku latach pracy z Amerykanami, Brytyjczyk powiedział mi, że
mówię jak Amerykanin. :) Chociaż z Ameryką to różnie bywa, inaczej mówią
w Bostonie, inaczej na południu.

Przed pożegnaniem się z pracą etatową testowałem Amerykanów na zdolność
powtarzania polskich wyrazów. Niektórzy łapali w lot - i wcale nie byli
potomkami polskich emigrantów. Czyli powtwierdza się to, że trzeba mieć
słuch.

Zreszta, u nas na studiach bylo sporo osob naprawde perfekt znajacych



jezyk. A raptem kilkoro uczylo sie za granica. Ja osobiscie do kraju
anglojezycznego wyjechalam dopiero sluzbowo jako tlumacz.
To jest mit i legenda i mydlenie oczu, ze nie mozna sie perfekt nauczyc



jezyka nie wyjezdzajac za granice. Trzeba trafic na dobrego nauczyciela,
sporo pracowac samemu i miec odrobine talentu do jezykow.

Pod czym podpisuję się "oboma ręcyma" :)

Piotr

MP nie byla w Anglii zakazana przez jakies wladze, tylko wycofana z
kin przez Kubricka. Kubrick umarl, to spadkobiercy sie zgodzili na
wyswietlanie...



"Wycofanie filmu przez Kubricka" mialo dokladnie taki sam efekt jak zakaz
nakladany przez BBFC w stosunku do video nasties - w Anglii byl zakaz
rozpowszechniania filmu w dowolnej wersji; nawet kopie wideo konfiskowano na
granicy. Gwoli scislosci - Kubrick nie mogl po prostu wycofac filmu z kin, bo nie
byl jego wlascicielem. Po premierze i ponad roku wyswietlania filmu, w Anglii
zaczely sie przestepstwa kopiujace film i powolujace sie na Kubricka, zatem w 1974
roku Kubrick zwrocil sie do Warner Bros. z prosba o wstrzymanie dystrybucji filmu
w Anglii. Warner na tyle cenil sobie umowe z Kubrickiem, ze sie zgodzili.

Od tego momentu rozpowszechnianie filmu w Anglii w dowolnej wersji bylo
przestepstwem sciganym przez FACT (Federation Against Copyright Theft). A trzeba
wiedziec, ze FACT wypelnial swoje powinnosci w tej kwestii bardzo sumiennie. Znane
sa tylko dwa powazne przypadki zlamania zakazu: (1) Channel 4 sadzilo sie o prawo
do pokazania w TV filmu dokumentalnego o Mechanicznej pomaranczy, zawierajacego
dokladnie 12 minut i 30 sekund filmu Kubricka (zaskarzyl ich Warner na wniosek
samego Kubricka, sprawe wygral Channel 4); i przypadek (2) w 1993 roku film zostal
pokazany w kinie Scala Cinema w Londynie - na wniosek Kubricka Warner zaskarzyl
menedzera programowego i operatora projektora o prezentowanie pirackiej kopii
filmu. Sprawa byla zreszta dosc zabawna, bo w trakcie sprawy operator projektora
rzucil prace w kinie i zaczal pracowac dla ...Warnera, co znacznie ulatwilo
uzyskanie zeznan na temat zrodla kopii filmu. Kopia miala pochodzic z prywatnej
kolekcji i, jak twierdzil operator, byla pokazywana wczesniej co najmniej 2 razy w
tym samym kinie w ramach zamknietych pokazow.

Rzeczywiscie dopiero po smierci Kubricka Warner zmienil podejscie, ale trudno sie
dziwic - glowna przeszkoda w prezentacji filmu, czyli niechec Kubricka, zniknela.

Kochany Zdzisiu!

mamusi wszystko po staremu. Co prawda mój dom się ostatnio zawalił, bo wobec
braku właściciela nie było komu go wyremontować ale lato jest u nas upalne w
tym roku wiec co najmniej do zimy dotrwam. Na szczęście działka pod domem
jest moja, więc jest gdzie rozstawić namiot. Mam też trochę kłopotów
finansowych... Pamiętasz może jak przez kilka lat pracowałam we Francji?
Okazało się, że ten okres nie wlicza się do mojej emerytury, bo Białoruś nie
ma takich umów z UE :-(
Do tego ta kolejna reforma finansów publicznych - dlaczego zawsze oszczędza
się na emerytach?
Ale nic to... Ja tez kupiłam sobie kolorowy telewizor! Nasz, rodzimy!
Białoruski! Niestety działał tylko dwa dni. Ale i tak było fajnie...
Próbowałam zareklamować ale podobno fabryka już padła (wykończył ją napływ
taniej, chińskiej elektroniki).
U taty wszystko w porządku. Trochę się złości na konieczność wykupywania
wizy za każdym razem gdy jedzie na piwo do Słowacji ale już się
przyzwyczaił. Martwi mnie jego wątroba. Niestety Białoruski Fundusz Zdrowia
nie jest w stanie pokryć kosztów jego operacji. Ktoś mi powiedział, że gdyby
była konkurencja w ramach tzw. unijnego przepływu towarów i usług to może
ceny operacji poszły by w dół. Ale ja myślę, że to unijna propaganda.
Romuś, Twój brat :-) , próbował znaleźć pracę w Anglii. Nagrał sobie jakąś
robotę w Londynie ale cofnęli go z granicy, bo podobno nie był obywatelem
UE. Faszyści. A u nas bezrobocie wciąż rośnie...
Z tą eutanazją i aborcją to mnie przeraziłeś. Ale też o tym słyszałam.
Podobno mają wprowadzić przepis, że po 60 roku eutanazja w UE będzie
obowiązkowa! Dzięki naszej prawicy aborcja i eutanazja nam nie grozi. Co
prawda trochę szkoda mi tych dzieci wyrzucanych na śmietnik ale mimo
wszystko to lepsza śmierć niż na skutek aborcji.
Kończę synku, bo komornik puka do drzwi (wiesz, elektrownia ostatnio
podniosła koszty prądu - podobno to na skutek braku jakichś mechanizmów
wolnorynkowych czy czegoś takiego). Muszę go wpuścić.

Pozdrawiam,
Twoja Mamusia.


I jeszcze jedno - wojewodztwo to obszart na ktory duzy wplyw ma stolica
wojewodztwa (I ten wplyw musi byc uksztaltowany realiami ekonomii i
geografii a nie polityki). Mam taki przyklad - miasto Brzeziny odlegle od
Lodzi o 20  kilometrow jest z Skierniewickim, Koluszki - 20 km od Lodzi i
9 od Brzezin - w Piotrkowskim. Codziennie setki osob jada do Lodzi do
pracy ale zeby zalatwic jakis papierek urzedowy - musza do Skierniewic
lub Piotrkowa. Przeciez to bez sensu. Mieszkam w Lodzi (nie w centrum) a
do granicy wojewodztwa na rowerze jade 25 minut (a nie nazywam sie
Szurkowski :). Czy to ma sens ? Ten sam problem jak mysle ma np Warszawa
czy Krakow - male wojewodztwo a wielki osrodek miejski. Przeciez taki
podzial jak teraz jest sprzeczny ze zrowym rozsadkiem (moim oczywiscie
zdaniem)



Mowimy o demokracji lokalnej, ktora jest Polsce niezbedna do zycia.
Zarzadzane centralnie i hierarchicznie panstwo nie ma racji bytu
w nowoczesnej Europie. Dodatkowy szczebel administracji jest sprzeczny
z duchem samorzadnosci i jeszcze pogorszy zacofanie Polski wobec Europy.
Oczywiscie, ze granice wojewodztw powinny byc uzasadnione geografia i
historia. Brzeziny i Koluszki sa na tyle blisko Lodzi, ze byc moze
rzeczywiscie powinny byc jej czescia. Do Brzezin, o ile pamietam, jezdzi
nawet tramwaj z Lodzi? Jednak watpie, aby mieszkancy np. okolic
Piotrkowa
cokolwiek zyskali na polaczeniu z Lodzia. Komasacja wojewodztw w wielkie
regiony w zadnym wypadku niczego nie usprawni. Wielkie
miasta, takie jak Lodz i Warszawa sa organizmami samymi w sobie i nigdy
nie beda sprawnie zarzadzac peryferyjnymi regionami i innej specyfice i
innych potrzebach.

Z cala pewnoscia nie jest zgodne ze zdrowym rozsadkiem
wymaganie jezdzenia do siedziby wojewodztwa, gdziekolwiek by ona
nie byla, aby zalatwiac papierki. Przeciez wielokrotnie
taniej jest korzystac z poczty i telefonow. Nigdy nie musialem udawac
sie do siedziby rady swojego hrabstwa (County Council) w jakiejkolwiek
sprawie osobistej. Natomiast jestem w posiadaniu obfitej
korespondencji i czesto rozmawiam przez telefon.
Mieszkam w hrabstwie Hampshire, 50 mil od Londynu, siedziba
County Council jest male miasteczko Winchester na polnocy hrabstwa.
Wiele osob od nas dojezdza do pracy do Londynu, ale likwidacja hrabstw
i utworzenie wielkich regionow bylaby ciosem dla demokracji lokalnej.
Nikt czegos takiego nawet nie pomysli.

Tomasz J Kazmierski


Rok temu dostałam zakaz wjazdu do Niemiec, za nielegalną pracę, na trzy
lata. Nie byłam deportowana. Podobno zakaz ten obowiązuje też w Austrii. Jak
to jest? A jak w innych państwach EU?



Tak. Misiu bo tak nazywa sie ten stempelek obowiazuje we wszystkich krajach
ktore podpisaly uklad z Schoengen czy jak to sie pisze. Wynika to z faktu ze
granice wewnetrzne miedzy czlonkami ukladu praktycznie nie istnieje. Zobacz, ze
jak jedziesz np. z Polski do UK, to masz kontrole na granicy polsko-niemieckiej,
a potem jedziesz az do eurotunelu (albo przystani promowej) i dopiero tam masz
kontrole angielska. Jadac noca nawet nie zauwazasz ze minelas pare granic.

Czy np. mogę polecieć samolotem do Nowego Jorku przez Londyn, czy na Heathrow
mogą mnie nie wpuścić na lotnisko?



Mozesz, pod warunkiem ze nie wyjdziesz poza teren odpraw. To jest ta strefa gdy
jestes juz po odprawie paszportowej gdy odlatujesz i przed odprawa gdy
przylatujesz. Swoja droga to ciekawe zagadnienie - fizycznie jestes ciagle w
kraju, prawnie juz nie. Zatem mozesz dokonac przesiadki, niemniej nie mozesz
opuscic lotniska by np. przespac sie w hotelu. Aha, Heathrow nie jest dobrym
przykladem, bo UK nie podpisalo porozumienia z Schoengen. Ale biorac pod uwage
ich wyczulenie na sprawe pracy na czarno masz marne szanse ze wpuszcza Ci do
siebie jak masz misia.

Kyniu

**********************************************
*  _  __         _                           *
* | |/ /  _ _ _ (_)_  _    WWW - wkrotce     *

*      |__/                                  *
**********************************************

| Anglicy aby zapobiec zniszczeniu np Londynu nie broniliby go przed
| Luftwaffe i ew. inwazja na wyspy. Amerykanie polozyliby lache

To bylo stawianie oporu juz po upadku, wiec mylisz porownania do innych
sytuacji. Powstanscy doporowadzili do poteznych strat kulturalnych i
zasobow
ludzkich. Chora ambicja kilku przywodcow i naiwnosc walczacych.



komunistyczna szkółkę się kończyło? a historyk był pierwszym sekretarzem?
według ciebie:
1. nie warto było walczyć we wrześniu 39 bo przecież ty wiesz i Wy wiecie,
że wynik był przesądzony
w samej Warszawie zginęło przecież 10 tys ludzi a 50 tys było rannych a
2. nie warto było na ziemiach wschodnich przez setki lat pracować bo i tak
je zabrali Sowieci i co mogli z tej pracy zniszczyli i jeszcze wywieźli na
zesłanie a przecież można było nic nie robić,
3, nie warto było zawiązywać jakiejś tam AK bo polowali na nich i ci z
Gestapo i ci NKWD a przecież handelek, wódeczka, dziewczynki /chłopcy też?/
a ci łapacze od Sowietów to polowali na tych z AK nawet jak już nie było AK,
4. nie warto było mieszkać w Warszawie bo tu zgromadzono do wymordowania 411
tys Żydów - jakieś Powstanie  w Getcie? a po co?
a i kto mógł to tę Warszawę bombardował nawet Sowieci 23/24 czerwiec 1941,
20/21 sierpień 41, 11 wrzesień 42, 12/13 maj 43 o Niemcach nie wspomnę bo
tego w twojej szkółce chyba uczyli, a tak na marginesie to zanim wybuchło
Powstanie Warszawskie to 23 tysiące ludzi wywieziono do obozów
koncentracyjnych / z Warszawy/ 32 tysiące rozstrzelano, 86 tysięcy
wywieziono na roboty - kogo obarczysz odpowiedzialności i jaką poradę
miąłbyś dla nich?
czyli Powstanie nie wybuchło a już Warszawa straciła prawie 500 tysięcy
ludzi, weszli by do Warszawy Niemcy gdyby nie bratnia dłoń Sowietów?
5. nie warto było przez tyle granic się przedzierać walczyć we Francji,
Anglii bo to ani do Polski nie było bezpiecznie wrócić ani studiów skończyć,
ani zdobyć stanowiska odpowiedniego do wiedzy i doświadczenia bo akurat
obowiązywało czym większy matoł tym więcej miał do powiedzenia,
6,  straty we wrześniu 39 to 10 % zabudowy po obu stronach Wisły,
Getto to 12-15 % strat  miasta,
Powstanie Warszawskie to 25 %
straty po Powstaniu 30%
 i trudne do oceny straty po 45 na skutek błędnych decyzji co do wyburzania
murów które można było odbudować

Mam nadzieję , że nie zajmujesz nie będzie zajmował, żadnego ważnego
stanowiska w Polsce
SJS

Witam ponownie,

Jako, ze kilka osob pytalo sie na priva wysylam kilka uwag na liste bo jakos
niesczegolnie chce mi sie pisac to samo po kilka razy.

Glownie radzilbym wszystkim by w miare mozliwosci nie starali sie wjezdzac
do Anglii 'na glupa' - tzn, ze niby na wycieczke albo odwiedzic znajomych,
ktorych zaproszenia jednak nie posiadamy etc.. Czasem sie to udaje, ale
generalnie na granicy panowie i panie emigration officers maja tendencje do
czepiania sie i srednio 4-7 osob na autobus jest zawracanych z granicy a to
nie jest najmilsze doswiadczenie podejrzewam.

Najlepiej chyba wjechac wykupujac jakas ze szkol jezykowych w Londynie
(najbardziej popularna wsrod Polakow to Evendine College). Kosztuje toto ok
500 funtow za 6 mc-y - troche duzo, ale przynajmniej nie mamy problemow na
granicy i dostajemy wize studencka dajaca nam prawo do pracy (chyba 22 godz
/tyg z tego co pamietam). Z taka wiza o wiele latwiej znalezc pozniej prace
a na limit 22g i tak nikt nie patrzy.

Oczywiscie mozna tez bez szkoly probowac wjechac, jezeli ktos sie uprze, ale
to troche ryzykowne jezeli nie ma sie zaproszenia od jakiegos angielskiego
znajomego. W takim wypadku proponowalbym nie jechac przez Dover bo tamtedy
wszystkie autobusy jezdza z Polakami i niezbyt nas tam lubia (czemu trudno
sie zreszta dziwic czasem). Mozna pojechac przez jakies inne przejscie
promowe, gdzie ponoc nie sa tak wrazliwi na punkcie odsiewania potencjalnych
imigrantow.

Ostatnia opcja to (ale sam tego nie sprawdzilem) wjazd przez Irlandie
(samolotem) - tam nie musimy miec wiz - i stamtad pociagiem juz gdzie chcemy
bo kontroli nie ma granicznej.

Ogolnie jezeli ktos wybiera sie za praca to radzilbym pojechac wczesniej  -
tzn jakos w kwietniu bo pozniej juz przed czerwcem mnostwo mlodych ludzi z
calej Europy sie zjezdza i prace znalezc jest o wiele trudniej. No chyba, ze
jedzie sie na zbiernie warzyw i owocow, ale jak dla mnie jezeli juz jechac
to do Londynu - niesamowite miejsce, w ktorym naprawde nie mozna sie nie
zakochac . No i cale nite life z ktorym ponoc rownac sie moze tylko New York
i Los Angeles ...Eech wspomnienia :)

Pozdrownienia i milych wojazy..
Grzesiek

Zainspirowana postem masco ośmielam się przysłać anegdotki krążące po
Londynie, gdzie teoretycznie mieszkam na stałe, chociaż naprawdę spędzam tam
niecałe trzy miesiące w roku. Anegdotki są o człowieku, którego mi
przedstawiono, ale nie wiem, czy to prawda, czy czyjaś twórczość
artystyczna. Otóż ten facet jest tam już od bardzo dawna, oczywiscie na
czarno, bez wizy, trochę pracuje dorywczo, co zarobi, to przepije, i do tej
pory nie załapał podstaw angielskiego.
1. Wsiadał z moim kolegą do autobusu 53, jadącego do Willesden Bus Garage.
Granica między drugą, a trzecią strefą jest przy Willesden Library. Facet
wsiada do autobusu i mówi do kierowcy (murzyna) "Biblioteka raz."

2. Podobno ten facet dosyć długo nie mógł się zorientować, gdzie w
angielskich autobusach są kasowniki, bo zawsze wsiadał jak w Polsce, tylnymi
drzwiami. (Ale w to, to juz nie bardzo wierzę. To byłoby mozliwe chyba tylko
w ogromnym tłoku).

3. Na stacji metra Earls Court jest tablica świetlna, ktora podaje numery
peronów, z których odchodzą pociągi w poszczególnych kierunkach - a jest to
stacja węzłowa i tych kierunków jest kilka. Przy numerze peronu, na którym
ten facet stał z moim znajomym, świecił się napis "STOPS HERE." Pociąg
wjechał. Wszyscy wysiedli. Facet ciągnie mojego znajomego do tego pociągu i
mówi: "Chodź, wsiadamy." A zachwilę pyta: "Słuchaj, gdzie właściwie jest to
Stops here?

A ponadto dowcip z Polski, stuprocentowo autentyczny. Otóź od tego roku
każdy cudzoziemiec przyjeżdżający do nas do pracy ma wizę ważną trzy
miesiące. Potem musi ubiegać się w Wydziale Paszportów o przedłużenie o
kolejne trzy miesiące, a następnie o kartę czasowego pobytu. Żeby było
taniej, może w drodze wyjątku od razu ubiegać sie o tę kartę. Po złożeniu
wniosku Wydział Paszportów zawiadamia lokalny posterunek policji i
dzielnicowy musi aplikanta sprawdzić. Na nasz uniwersytet przyjechała pani
profesor z Australii. Otóż zadzwonił do niej taki dzielnicowy i rozmawiał z
nią PO POLSKU, jakby myślał, że w trzecim miesiącu pobytu w naszym kraju ona
już będzie tak dobrze znała język, żeby z nim rozmawiać. Ona tu przyjechała
uczyć studentów, a nie się, i do Studium Języka Polskiego nie uczęszcza. Nie
zrozumiała więc nawet, kto do niej dzwonił. Na szczęście zrozumiała słowo
wiza, więc udało mi się ustalić jej rozmowcę po wysilonej pracy mózgowej i
uzyskaniu zaprzeczenia od Wydziału Paszportów, że to nie oni dzwonili.  A on
jeszcze podał jej swoj numer telefonu i myslał, że ona go zrozumie i
zapisze!


Poszukuje ludzi z Wrocka wybierajacych sie w tym roku do Londynu w
celu nauki jezyka polaczonego z praca. Sam mam zamiar wyjechac pod
koniec maja i pomyslalem sobie, ze wymiana informacji odnosnie
szkoly, srodka transportu, potrzebnych dokumentow na granicy itd.
nikomu nie zaszkodzi.



Posłużę Ci informacją na temat, ile się tam zarabia. Minimalna
stawka to około 5 funtów za godzinę brutto (i to jest standard
dla Polaka, chociaż podobno czasami jest tak kiepsko z pracą,
że niektórzy godzą się na 3 funty!), więc teoretycznie zarobisz
100 funtów w tydzień (pracując zgodnie z przepisami 20 godzin
tygodniowo).
Wynajęcie pokoju bardzo zależy od dzielnicy i innych warunków
i kosztuje od 200 (chociaż może i za mniej też się da, ale pewnie
nie warto) do nawet 800 funtów (np. na Trafalgar Square). Znajomy
wynajmuje całkiem przyzwoity pokój w domku nad samą Tamizą tuż przy
mojej ulubionej linii kolejki (stacja Island Gardens, chyba jakoś
3 przystanki za Canary Wharf) i płaci 450 funtów miesięcznie
(tylko że on zarabia około 2000 funtów :)).
Jedzenie jest nieco droższe niż w Polsce, ale niektóre rzeczy są
dużo droższe (np. piersi z kurczaka - jakoś trzykrotnie). Ziemniaki
też są drogie. Red Bull kosztuje funciaka, więc tyle co u nas ;).

Wstęp do ulubionej dyskoteki mojego kumpla - "Heaven" - kosztował
11 funtów więc sobie darowaliśmy, zwłaszcza że dawali techniawkę
(on lubi a ja i moja kumpela nie :)). Podobnie kosztują wstępy
do różnych muzeów, ale warto, bo jest co oglądać.

W ogóle dużo jeszcze mogłabym pisać o Londynie, bo to moje ukochane
miasto (oczywiście zaraz po Wrocławiu ;)).

Mińsk, 28.12.2005 r.
Kochany Zdzisiu!

mamusi wszystko po staremu. Co prawda mój dom się ostatnio zawalił, bo wobec
braku właściciela nie było komu go wyremontować ale lato jest u nas upalne w
tym roku wiec co najmniej do zimy dotrwam. Na szczęście działka pod domem
jest moja, więc jest gdzie rozstawić namiot. Mam też trochę kłopotów
finansowych... Pamiętasz może jak przez kilka lat pracowałam we Francji?
Okazało się, że ten okres nie wlicza się do mojej emerytury, bo Białoruś nie
ma takich umów z UE :-(
Do tego ta kolejna reforma finansów publicznych - dlaczego zawsze oszczędza
się na emerytach?
Ale nic to... Ja tez kupiłam sobie kolorowy telewizor! Nasz, rodzimy!
Białoruski! Niestety działał tylko dwa dni. Ale i tak było fajnie...
Próbowałam zareklamować ale podobno fabryka już padła (wykończył ją napływ
taniej, chińskiej elektroniki).
U taty wszystko w porządku. Trochę się złości na konieczność wykupywania
wizy za każdym razem gdy jedzie na piwo do Słowacji ale już się
przyzwyczaił. Martwi mnie jego wątroba. Niestety Białoruski Fundusz Zdrowia
nie jest w stanie pokryć kosztów jego operacji. Ktoś mi powiedział, że gdyby
była konkurencja w ramach tzw. unijnego przepływu towarów i usług to może
ceny operacji poszły by w dół. Ale ja myślę, że to unijna propaganda.
Romuś, Twój brat :-) , próbował znaleźć pracę w Anglii. Nagrał sobie jakąś
robotę w Londynie ale cofnęli go z granicy, bo podobno nie był obywatelem
UE. Faszyści. A u nas bezrobocie wciąż rośnie...
Z tą eutanazją i aborcją to mnie przeraziłeś. Ale też o tym słyszałam.
Podobno mają wprowadzić przepis, że po 60 roku eutanazja w UE będzie
obowiązkowa! Dzięki naszej prawicy aborcja i eutanazja nam nie grozi. Co
prawda trochę szkoda mi tych dzieci wyrzucanych na śmietnik ale mimo
wszystko to lepsza śmierć niż na skutek aborcji.
Kończę synku, bo komornik puka do drzwi (wiesz, elektrownia ostatnio
podniosła koszty prądu - podobno to na skutek braku jakichś mechanizmów
wolnorynkowych czy czegoś takiego). Muszę go wpuścić.
Pozdrawiam,
Twoja Mamusia.
[joemonster]



pozdro


Witam.

Mam przyjemność pisać prace magisterską o J. Becku. Mam w związku z tym
prośbę o parę sugestii i ew. wskazówek. Dokładny temat pracy to : Polska
polityka zagraniczna realizowana przez J. Becka w latach 1932  - 1939.

Pierwszy rozdział to młodość Becka i jego rola u boku Piłsudzkiego do roku
1932. Rozdział ten został już zakończony, co prawda nie jest on obszerny (
zaledwie 12 stron ) ale chodziło mi raczej o zarys postaci Becka oraz o
wprowadzenie do tematu. Dodam także iż literatura dotycząca tych lat jest
dosyć uboga, 99% dotyczy ( tak naprawdę istotnego czasu ) lat 1932 - 1939.

W drogim rozdziale pragnę zająć się latami, w których Beck był ministrem
spraw zagranicznych. Jednak natłok informacji i ilość materiałów
przyswojonych już przez moja osobę stworzył mi w głowie swojego rodzaju "
artystyczny " nieład. Wiadome są główne zagadnienia pracy, musi tu być :
Moskwa , Berlin, Londyn, Paryż, Praga. Moje dylematy związane są z pomysłem
na szkielet tego rozdziału. Czy powinienem zająć się polityką Becka
chronologicznie czy bardziej " tematycznie ".

Czy powinienem opisać najpierw całość stosunków z poszczególnym państwem
czy
wplatać je między siebie ( wiadomo iż pewna nić zawsze musi być wpleciona
aby całość zachowała swój sens ale zastanawiam się czy ograniczyć to do
minimum i rozwijać wątek w dalszej części pracy )  ?

 Może ktoś pokusiłby się o zarysowanie bardzo ogólnikowego ( bądź nie )
szkieletu tego rozdziału.

Uprzejmie proszę o wskazówki.



Może trochę NTG, ale pod adresem

http://www.rumburak.website.pl/artykuly/obluda/polska_pius.html

znalazłem taką wypowiedź Becka, dość zaskakującą:

// -----
Po upadku Polski, która doświadczyła okupacji niemieckiej i rosyjskiej,
zbiegły za granicę długoletni polski minister spraw zagranicznych, Beck,
oświadczył: &#8222;Do głównych sprawców tragedii mego kraju należy też Watykan.
Zbyt późno pojąłem, że nasza polityka zagraniczna służyła interesom Kościola
katolickiego" [32].
// -----


| Głupi, głupszy ,Olszewski ...................skiba :):)
| I co lepiej ci teraz? Co tak napinasz codziennie?
| Nie widzisz ogromnego wplywu mediow na wybory?
| Donek nawet nie jest dobrze wyedukowany,z naszych ostatnich premierow
| jest
| przecietny,najslabszy.Ot,taki bedzie i sterowany .Obserwuj pilniej!!!!!
| MG

Jak to jest, że PiSdowaty pacholek co otworzy ryj, to kłamie?

Tusk:

W 1980 ukończył studia historyczne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu
Gdańskiego. Jego praca magisterska dotyczyła kształtowania się legendy
Józefa Piłsudskiego w przedwojennych czasopismach.

Miller:

Trudne warunki życiowe sprawiły, że po ukończeniu szkoły zawodowej 17-letni
Leszek rozpoczął pracę w Zakładach Przemysłu Lniarskiego w Żyrardowie -
naukę kontynuował wieczorowo w Technikum Elektroenergetycznym. Wkrótce potem
odbył służbę wojskową na okręcie podwodnym ORP Bielik.

Mazowiecki:

Wykształcenie średnie ogólnokształcące - ukończył Liceum Ogólnokształcące
im. Marszałka Stanisława Małachowskiego w Płocku, rocznik 1946, a następnie
rozpoczął (nieukończone) studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim.

Pawlak:

Absolwent Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej.

Marcinkiewicz:

Z wykształcenia jest fizykiem - studia na Wydziale
Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Wrocławskiego ukończył w 1984.
W 1992 ukończył studia podyplomowe w zakresie administracji na Wydziale
Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Ukończył również szkolenia w Studium Fundacji Boscha (struktura i
funkcjonowanie szkolnictwa wyższego w Niemczech) oraz Centrum Ośrodka
Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie.

Mayko



no fakt
jest wykształcony
niech mu tam bedzie
przypomne jednak ze tusek na debacie z któryms tam konkurentem, sie
chwalił jak to w czasie studiów pracował w londynie.
no no no
taki był....

pamiętajacy pamietaja kto mógł wyjeżdżac na praktyki za granice.
do demoludow
a londyn to juz wyzsza pólka

ja tam w teczki nie patrze,tylko tak sobie dumam.
dla kilkudziesieciu roczników ostatnich to sie nazywa pracowitość.
ale wówczas to inaczej na takich sie patrzyło

mam 2 telefony do firm które w londynie pomagają załatwić bussiness wizę,
podobno solidne ale nie gwarantuję, jak chcesz to poszukam

pozdrowienia
Pawel


| Witam,
| Mam pytanie do grupowiczów (grupowiczek) dot. otwarcia firmy w
| Londynie. Od pewnego czasu zastanawiam się nad możliwością otwarcia w
| stolicy Anglii sklepu-galerii z polskimi produktami. Jestem ciekawy
| jak wygląda sprawa od strony formalnej (prawo, przepisy), technicznej
| (np. lokal) no i oczywiście finansowej. Jeżeli ktokolwiek mógłby mi
| udzielić informacji - będę b. wdzięczny.
| T. Dąbrowski

Ostatnio rowniez interesuje sie tym tematem ale ilosc informacji b. skapa.
W
ramach podpisanych porozumien Polak moze otworzyc swoja dzial. gosp. bez
przeszkod nie tylko w Anglii. W tym akurat przypadku otrzyma wize
biznesowa.
Jest to praktycznie najlepszy sposob na zalegalizowanie pobytu i pracy za
granica. Zeby dostac pozwolenie na prace robia milion problemow - gdy
zalozysz wlasna DG i pracujesz na siebie jest znacznie lepiej. Jak sie to
zalatwia niestety nie wiem. Rodacy na forach polonijnych milcza :(
Z tego co wiem w Twoim przypadku moze byc klopot gdyz uslugi
koncesjonowane i
handel detaliczny sa wylaczone z tej procedury.
Jakie formy dzialalnosci mozna tam otworzyc (spolka, nasza KPiR, ryczalt,
karta) niestety nie wiem. W Niemczech ponoc bardzo trudno otworzyc
cokolwiek
innego niz odpowiednik sp.z o.o. - do tego potrzeba kapitalu zal. ok. 20
tys.
Euro.
Z innych zrodel wiem, ze posrednicy w PL za pomoc w zalatwieniu
formalnosci w
Anglii kasuja ponad 1000 funtow.

Powodzenia.
Janusz

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -



http://www.gazeta.pl/usenet/

Pałucził ja sjewodnia ten biling wraz z rachulcem od IDEALnej sieci i się
nadziwić nie mogę, jak tanie mogą być rozmowy w krajach dość odległych.
(W bilingu oglądam zaległe roamingi)

Chodzi mnie tu konkretnie o Cypryjskiego operatora CyTa
(www.cytanet.com.cy), który wedle tabel PTK winien kasować dobrze ponad
trójaka za minutę a tymczasem minuta gadki do Polski kosztuje wedle bilingu
JEDEN złoty, 34 grosze (bez narzutu i VAT).

Krótszy czas połączenia nie wchodzi w rachubę, bo pamiętam ów telefon i
trwał on na styk minutę, tak coś circa 57 sekund.

Ceny połączeń w szczycie z Izraelskiego Partner'a tysz są ciut, ciut niższe
od podawanych w tabelach. Diferencik, tak koło czterech groszy per minuta.

W Egipcie równiacha kasują za połączenia do PL choć cena minuty też groszowo
różni się od tabelowych stawek.
Jednakże oscyluje to w granicach dychy za minutę.
SMS po niespełna 50 groszy z narzutem Ideii + VAT.

Wysłanie takowego SMSa z Ziemi Świętej, to już podpadka na prawie złoty
osiemdziesiąt.
3 minuty gadki z Izreala do Polski to jest ~ 30 zeta.

Dalej:

Brytolska Ziemia Królewska (czyli Zjednoczone Kurestwo Wściekłych Krów):

Po chamsku naciągane stawki dla gości na połączenia lokalne (aglomeracja
Londyn i Manchaster).
Minuta gadki z abonentem stacjonarnym kilka mil dalej, to 2.30 zeta za
minutę chudziej.
Słowem stawka złodziejska jak za połączenie lokalne.
Wyciągnięta rodem z polskiego pre-paida.

Nie wiem tylko, która to sieć jest tak "przyjazna", gdyż druga za coś
takiego policzyła mnie już tylko na 60 groszy.
Ha! To jest dopiero dobra cena!

Generalnie pięć minut gadki z Polską to wydatek w granicach 12-13 złotych.

To na tyle. Dziękuję za uwagę.

Upszejmie doniósł:

Starszy Roamingowiec Sztabowy
Rico.

               TP S.A.
          1992 - 2001
Dziewięć lat błędów, pomyłek i wypaczeń.

Tak po prostu jest - Ja mam kartę Austriackiego operatora i minuta rozmowy w
Polsce popzez roamingh kosztuje mnie 33 grosze za minutę do każdego do kogo
tu dzwonię (komórka i stacjonarne) - po porstu na zachodzie są o wiele
nizsze ceny...




Pałucził ja sjewodnia ten biling wraz z rachulcem od IDEALnej sieci i się
nadziwić nie mogę, jak tanie mogą być rozmowy w krajach dość odległych.
(W bilingu oglądam zaległe roamingi)

Chodzi mnie tu konkretnie o Cypryjskiego operatora CyTa
(www.cytanet.com.cy), który wedle tabel PTK winien kasować dobrze ponad
trójaka za minutę a tymczasem minuta gadki do Polski kosztuje wedle
bilingu
JEDEN złoty, 34 grosze (bez narzutu i VAT).

Krótszy czas połączenia nie wchodzi w rachubę, bo pamiętam ów telefon i
trwał on na styk minutę, tak coś circa 57 sekund.

Ceny połączeń w szczycie z Izraelskiego Partner'a tysz są ciut, ciut
niższe
od podawanych w tabelach. Diferencik, tak koło czterech groszy per minuta.

W Egipcie równiacha kasują za połączenia do PL choć cena minuty też
groszowo
różni się od tabelowych stawek.
Jednakże oscyluje to w granicach dychy za minutę.
SMS po niespełna 50 groszy z narzutem Ideii + VAT.

Wysłanie takowego SMSa z Ziemi Świętej, to już podpadka na prawie złoty
osiemdziesiąt.
3 minuty gadki z Izreala do Polski to jest ~ 30 zeta.

Dalej:

Brytolska Ziemia Królewska (czyli Zjednoczone Kurestwo Wściekłych Krów):

Po chamsku naciągane stawki dla gości na połączenia lokalne (aglomeracja
Londyn i Manchaster).
Minuta gadki z abonentem stacjonarnym kilka mil dalej, to 2.30 zeta za
minutę chudziej.
Słowem stawka złodziejska jak za połączenie lokalne.
Wyciągnięta rodem z polskiego pre-paida.

Nie wiem tylko, która to sieć jest tak "przyjazna", gdyż druga za coś
takiego policzyła mnie już tylko na 60 groszy.
Ha! To jest dopiero dobra cena!

Generalnie pięć minut gadki z Polską to wydatek w granicach 12-13 złotych.

To na tyle. Dziękuję za uwagę.

Upszejmie doniósł:

Starszy Roamingowiec Sztabowy
Rico.

               TP S.A.
          1992 - 2001
Dziewięć lat błędów, pomyłek i wypaczeń.




(...)
| byles w Berlinie?



Nie. Ale niewiele brakowało.

| prosciej: byles za granica?



Byłem.

| jeszcze prosciej: byles gdzies poza waw?



Raczej - gdzie nie byłem.

| jak pojezdzisz po swiecie, pogadamy.



Fru, przelotem i następne? A przeszedłeś całe Niemcy wszerz i wzdłuż?
_Piechotą_?
Londyn - zaliczyłeś każdy most, każdą dzielnicę?

Wiesz - ja Ci odpowiem. Tak, tak, tak, tak. Rozmawiam,
choć rzadko.

| przestan udawac madrale, bedac NIKIM - swiata nie widziales, nic nie
| osiagnoles.



Owszem, osiągnĄłem. Prawdopodobnie pokonam na ortografie każdego tu
piszącego.

Nie wolno mu mieć własnego zdania? W końcu mowa o Warszawie



To raczek kopanie słabszego.

i jej zamkniętych osiedlach. BTW - wiesz, że krzyki na newsach
są w złym tonie?



To akurat najmniejszy tutaj problem.

| szczytem kariery byl dla ciebie stolek kolesia na centrali TP oder
| kasjera w Tesco.

To mam rozumieć podnosi wartość merytoryczną Twoich wypowiedzi? :)



Bo ja wiem? Ja przynajmniej lubiłęm swoją prace na centrali, więc po co
ją zmieniać?
Kasjer... Heh, nie tylko w Tesco. Przynajmniej byłem uczciwy wobec
klientów. I jak jednemu gościowi wydałem o 4 grosze za mało, o czym
zorientowałem się, gdy już poszedł, to miesiąc czekałem, by mu te 4
grosze oddać.
Poza tym - hehe, narzekacze - zginiecie bez kasjerów, bo nie będzie miał
kto przyjąć pieniędzy i wydać reszty, tym samym nie będzie możliwe
nabycie towaru. Co...? Kasy automatyczne? LMFAO!!!:DDD Ile ich jest?
Jeszcze są ci, co dostarczają towar i go rozkładają :P

PS. Wspomniane tu podróże po świecie to nie moje, uczciwie przyznam. Ale
tak opowiedziane, jakbym tam był.


z moich obserwacji wynika, że jest to schyłkowa epoka wielkich centrów
handlowych w obecnym kształcie.



Jeszcze nie ale za pewnie czas tak. Stąd też wiele hipermarketów to
blaszane hangary, które łatwo można zwinąć i zmienić przeznaczenie gruntu.

Pewnie dlatego teraz w Polsce największe budują ;-)



Arkadia prędko nie upadnie. Raczej za jakiś czas zostanie rozbudowana o
coś, co będzie umożliwiać nowe, modne spędzenie czasu. Nie wiem, co to
będzie, to się wówczas okaże. Zadecyduje o tym KLIENTELA a nie
socjal-regulator-moraliści. Taką mam nadzieję.   :)

A'propos zamiłowania do siłowej ochrony krajowych firm, to mam też inny
przykład, z gatunku otwarte niebo.
Pewien cheap-carrier zadzwonił ostatnio do mnie i zaproponował darmowy

No mówię Wam, skandal! Skandal! Państwo nie broni monopolu krajowego
przewoźnika! Przecież to leżało w głęboko pojętej polskiej racji stanu, gdy
za bilet do Londynu przed laty płaciłem 1600 złotych a teraz w obie strony
lecę za 600 z groszami. Powinni tego zabronić, przecież przeze mnie Panowie
Stasio, Józio i Polmos, zatrudnieni w PLL LOT stracą pracę. Klienci
przechodzą do tanich linii, tak nie może być! Przecież takie linie to
wytransferują cały zysk za granicę, menedżerowie będą przepijali cash w
gronie kompanów, kupowali futra kochankom i wypłacą akcjonariuszom a
Panowie Stasio, Józio i Polmos przeznaczali pensję na utrzymanie siebie i
rodzin. Tak nie może być! Trzeba chronić interes Polski, Polaków i dać się
wzbogacić naszym a nie obcym. Polak ma wydawać pieniądze w Polsce, kupując
polskie produkty, w polskim sklepie! Przecież nacjonalistyczne regulacje
muszą być!


Uwierz mi, że przynajmniej połowa jeżdżących samochodami zapłaciłaby i kilka
razy więcej za komunikację zbiorową pod warunkiem, że:

To coś (tramwaj, kolejka, szynobus, autobus, maglev, cokolwiek)
    jest nie dalej niż paręset metrów od miejsca zamieszkania i pracy
    jest punktualne/przewidywalne
    jeździ w sensownych porach dnia z sensowną częstotliwością
    jest bezpieczne
    nie jest nieludzko zatłoczone
    nie jest usyfione brudem
    nie śmierdzi (dotyczy też współpasażerów)
    nie jest zimne zimą z warstwą breji na podłodze i rozgrzane i cuchnące
latem
    dojeżdża w więcej niż jedno miejsce i tworzy jakąś sensowną sieć
docierającą w główne punkty miasta.



Chyba ci sie komunikacja miejska w Warszawie pomylila z prywatnym busem
do Pcimia Dolnego sprzed 15. lat.

Gdy jestem w Paryżu, Londynie, Madrycie, Pradze lub (tu wstaw pewnie dowolne
cywilizowane miasto) z przyjemnością korzystam z komunikacji miejskiej bo
działa. W W-wie w ciągu ostatnich 15 lat jechałem tramwajem z 5 razy (dla
przygody). A tak na codzień po W-wie jeżdżę samochodem, siedzę sobie w
swojej przestrzeni, słucham swojej muzyki, nie boję się że dostanę w ryja bo
ktoś się połakomi na telefon lub laptopa.



No prosze, a ja od jakis 20 lat jezdze praktycznie codziennie i jakos
nikt mi w tramwaju nie dal, ze zacytuje twoj tekst: "w ryja", nikt mi
nie zabral telefonu. Co wiecej jakos nie notuje spoznien wykraczajacych
poza oficjalnie przyjete granice tolerancji, czyli +3 i -2 minuty. Zeby
nie bylo watpliwosci mialem okazji korzystac z komunikacji miejskiej w
roznych miastach Europy, wiec porownanie mam bardzo dobre.
Tak na marginesie: Wczoraj jeden taki milosnik "swojej przestrzeni"
postawil swoje pudlo na srodku ul. Pieknej niemal blokujac dostep na
podworka domow miedzy Wilcza a Koszykowa. Nie chce wiedziec, co by sie
stalo gdyby tak byla konieczna interwencja strazy, lub pogotowia...

Krzysztof

39. Czy planowane są jakieś zmiany w funkcjonowaniu PUP, który ma nieaktualne i mało atrakcyjne oferty pracy dla bezrobotnych i absolwentów, a także jest mało przyjazny dla zakładających działalność gospodarczą.

40.Czy miasto wspiera jakoś różnego rodzaju stowarzyszenia i organizację pozarządowe, działające na pożytek mieszkańców miasta i regionu?

41. Co robi miasto by zatrzymać młodych wykształconych ludzi którzy wyjeżdżają do Anglii, Irlandii czy większych miast w Polsce jak Wrocław, czy Kraków. Czy stwarza odpowiednie warunki mieszkaniowe, miejsca pracy, ulgi dla zakładających działalność gospodarczą?

Takie byly pytania....odciaze UM i na najsmieszniejsze sam odpowiem

39. Oferty sa malo atyrakcyjne bo miejsc pracy atrakcyjnych u nas brak , bezrobotni sa leniwi , absolwenci , o ile ukonczyli dobra uczelnie , niestety zmykaja stad , ci co pokonczyli byle co, np. Humanitas , maja duzy problem.

40.A jak by miasto mialo wspierac takie organizacje? Górski ma im odpalac kase to one wtedy łaskawie zaczną dzialac , czy tez moze ma wspierac od drugiej strony , duchowo , ma sluzyc dobra rada wsparciem , poklepac po plecach gdy ktorys z dzialaczy ma zły nastrój?

41. Mam pomysł żeby nasi do Londynu nie wyjeżdzali. Niech UM ogłosi przez aklamację , że od jutra Sosnowiec jest centrum gospodarczym Europy ,wtedy nie wyjada.

Padło jeszcze potem pytanie co zrobic z placem papieskim. Proponuje na srodku zrobic ogromny klomb z czerwonymi goździkami zaś w wśrodku ułożyc napis KOHANEMU PAPIERZOWI , RODACY.



Ale jesteś dowciapny.
Dla mnie te pytania takie zabawne nie są. PUP funkcjonuję fatalnie, stowarzyszenia mają ogromny problem aby pozyskać jakąś pomoc z UM, co do wyjazdu młodych na zachód to pytanie jest ogólne ale sam widzisz jak jest. Niektóre miasta w Polsce robią z większym lub mniejszym skutkiem różne akcje w celu zatrzymania lub ściągniącia Młodych wykształconych ludzi, którzy wyjechali za granicę zarabiac pieniądze.

Sądze, że długo Cię nie było w Sosnowcu, bo raczej chyba kiepsko znasz realia naszego miasta.
obozy pracy są właściwie wszędzia (no może za wyjątkiem szwajcarii), tylko czemu się ciągle słyszy że pracują w nich polacy, psia kość.


No nie tylko... Chinczycy, Koreanczycy, Malezyjczycy, Meksykanie, Portorykanczycy, Filipinczycy i wiele innych narodowosci tez tyra za grosze.
Wydaje mi sie ze jesli chodzi o Polakow, to problem tkwi w naiwnosci - ludzik bierze gazete i widzi ogloszenie typu:
Praca we Wloszech, Super warunki mieszkaniowe, nawet 10k Euro/miesiac.

I taki "prosty" czlowieczek - nikomu nie uwlaczajac - wierzy w to, co przeczytal (lub ktos mu przeczytal).
Zabiera plecaczek z kilkoma ciuchami (bo reszte kupi sobie za pierwsza pensje) i jedzie, w ciemno wierzac, ze "wygral los na loterii". Zal mi tych ludzi, ale tyle sie o tym mowi a dalej znajdzie sie wiele osob, ktore ryzykuja czasem zycie jadac do "latwej i dobrze platnej pracy".
Oczywiscie niektorym sie udaje i znajduja prace, lecz jest to najczesciej farma, dom starcow itp... maja prace, zarabiaja calkiem niezle pieniazki (po przeliczeniu na Pln'y), ale to kosztem ciezkiej pracy w dosc kiepskich warunkach. Plusem duzym jest to ze zarabiaja te pieniadze uczciwie (choc i z tym roznie bywa) - lepiej niz siedziec w PL pod budka z piwskiem i chlac na umor.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze w 90% przypadkow to RODACY mieszkajacy za granica, "zachecaja" nieswiadomych ziomali do przyjazdu do "latwiej pracy"...a potem ich "sprzedaja" mafii.

Wystarczy popatrzec na Zydow, "ciapatych", Chinczykow - jak oni sie razem trzymaja i sobie pomagaja (np. rozkrecac nowe biznesy itd.) - przyklad:
"ciapaci" w Londynie - zamieszkuja cale dzielnice i wspolnie otwieraja rozne sklepy (najwiecej maja tego ze sprzetem AGD, telefonami komorkowymi i artykulami spozywczymi). Jakos potrafia wspolnie zyc i kazdemu sie biznes kreci Pomagaja innym przyjechac do UK i na poczatek cale rodziny mieszkajace juz od kilku lat w UK skladaja sie na to by nowoprzyjezdni mogli wynajac dom i zalozyc wlasny interes...pozniej go splaca z malym procentem.
Zydzi w USA ... to samo. Trzymaja sie razem i zle im z tym napewno nie jest.
Ktos powie polacy na "Jackowie" tez... oczywiscie - tyle ze kazdy tylko zaglada co sasiad ma lepszego i robi wszystko by sie mu tak dobrze nie powodzilo, bo dlaczego inni maja miec skoro "ja" nie mam
Ale zeby u nas sie zmienilo na lepsze to musi pewnie minac kilka pokolen

PS.
sorrrrrrry za ten ... MALY OT .... sie ropisalem troche
Zamek Książ (niem. Fürstenstein) znajdujący się w granicach Wałbrzycha na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego na Szlaku Zamków Piastowskich.
Jest to trzeci co do wielkości zamek w Polsce Malborku i Wawelu).
Wybudował go Książę świdnicko - jaworski Bolko I Surowy (1288-1292). Do 1392r był własnością Piastów, następnie należał do monarchów czeskich. Od początku XVI w do konfiskaty przez władze hitlerowskie należał do rodziny Hochbergów.

1705 - 1742 Konrad Ernest Maksymilian von Hochberg przebudował go -powstało reprezentacyjne, barokowe skrzydło, dziedziniec honorowy oraz zabudowania przedzamcza (oficyny, łaźnia i budynek bramny - miejsce dla straży zamkowej i biblioteki), Pawilon Letni na Topolowym Wzgórzu, który w II połowie XIX w. stał się rodzinnym mauzoleum.
1789 - 1833 Jan Henryk VI zagospodarował okolice zamku. Wg projektu Christiana Wilhelma Tischbeina powstały budowle na terenie parku zamkowego oraz sztuczna ruina na średniowiecznych fundamentach - tzw. Stary Książ.
Ostatnią, największą rozbudowę zamku przeprowadził w latach 1907 - 1938 Jan Henryk XV. - powstały dwa renesansowe skrzydła - zachodnie i północne, Wieżę podwyższono do 47 m i nakryto kopulastym hełmem z latarnią, przebudowano tarasy zamkowe. 8 grudnia 1891 r. Jan Henryk XV poślubia w Londynie Marię Teresę Oliwię Cornwallis West - Księżnę Daisy, jedną z najbardziej malowniczych postaci w dziejach zamku.

W 1941 r. zamek zostaje skonfiskowany przez władze hitlerowskie. W 1943 r. wkroczyła tu paramilitarna organizacja "Todt" i prowadzone były intensywne prace, prawdopodobnie przygotowujące jedną z głównych kwater Hitlera. W tym czasie powstają podziemne tunele na terenie podzamcza o długości ok. 1 km. Po wojnie do sierpnia 1946 r. stacjonowały w zamku wojska radzieckie. Potem niszczał, od 1956r zabezpieczył go Wojewódzki Konserwator Zabytków z Wrocławia, a od 1974 r. rozpoczęto kompleksowe prace remontowe.
Od 1991 r właścicielem Zamku staje się Gmina Wałbrzych, która do zarządzania obiektem powołuje Przedsiębiorstwo "Zamek Książ" sp. z o.o.

Oferta spółki obejmuje zwiedzanie kompleksu zamkowo - parkowego dla turystów indywidualnych i grup zorganizowanych. Organizowane są imprezy targowe, sympozja, konferencje naukowe, bale. Z usług przedsiębiorstwa korzystają często ekipy filmowe, wykorzystując tutejsze znakomite plenery. W strukturze spółki działa ważne instytucja: Centrum Europejskie, która zajmuje się inicjowaniem projektów naukowych, publikacją wydawnictw naukowo - badawczych, organizacją konferencji w zakresie problematyki europejskiej oraz rozwijaniem współpracy międzynarodowej.

Więcej o Zamku

>