Szukaj:Słowo(a): lokale olsztyn lokal olsztyn
Dnia 28-2-05 13:07, Jacek J naskrobał(a):

Jaki lokal (najlepiej Stare Miasto) może ktoś polecić dla 30-35 latków ?



Niestety z miejscem do tańcowania to kojarzą się tylko lokale z mini-barbie
na wyposażeniu ;-((

Jak chcesz sobie posiedzieć to masz np. Bohemę, Po Prostu, Baltazara itd. a
jak chcesz poskakać to możesz spróbować dyskotekę zwaną Euforia w
pomieszczeniach "PO dawnej Bohemie" - tam w każdym razie jest wjazd tylko
powyżej 21 lat. Osobiście nie byłem ....

A hotspot to nie jest przypadkiem za free?? Taka jakaś dziwna myśl mi po
głowie się kołata że to chyba darmowo ale nie jestem pewien - wiem że
napewno w niketórych lokalach np: w Olsztynie jest za free chyba że mi się
usługi pomyliły :)



Na poczatku operatorzy w okresie promocji udostepniali hotspoty za free,
jednak teraz jest to plane - i raczej do tanich uslug nie nalezy. Masz racje
jednak, ze sa niektore lokale, restauracje, same we wlasnym zakresie
stawiaja router wifi i udostepniaja czesto internet za darmo.

Pozdrawiam
Sebastian.

W ubiegłym roku miałem możliwość zorganizowania małej imprezy po mszy na jasnej górze ale nie było chętnych bo kolega miał fajny lokal w Olsztynie koło Czewy (taki olsztyn z zamkiem) . W tym roku nie wiem jak bedzie z tym lokalem bo ma on jakieś kłopoty. Ale ogólnie to oczywiście zapraszam myśle że bliżej terminu coś sie wyklaruje, ja i tak cały czas myśle jakby tu kilku z nas zebrac w jednym miejscu by sie poznać także spoko.

[ Dodano: 05-03-09, 15:38 ]
Już wiem, że na 90% do Częstochowy bede jechał z Piotrkowa większą grupą (przyjade dzien wczesniej do Piotrkowa i z nimi wróce do Czewy). Jeżeli ktoś chce sie podpiąć, myśle że nie bedzie problemu. Należy sie nastawić na normalne prędkości rzędu 120kmh bo to w wiekszości bedą same choppery. No chyba że jedziecie dzień wcześniej to moge wam dać namiar na jakąś agroturystyke w Olsztynie pod Częstochową. W ubiegłym roku spodkałem grupe z Wawy która tak właśnie zrobiła.

[ Dodano: 09-03-09, 00:20 ]
Pojawiła sie szansa na zorganizowanie jakieś małej imprezki po mszy. Póki co chce sie dowiedzieć kto z naszego forum by sie pisal na coś takiego. Myśle że grill i chwila odpoczynku po mszy w miłym motocyklowym gronie, a przed drogą do domu każdemu dobrze zrobi. Spotkanie odbyłoby sie w restauracji u wspomnianego już kolegi, dysponuje on restaurcją z tarasem i grillem oraz placykiem a wszystko to jest ogrodzone. Jest możliwość zamkniecia bramy i lokalu wyłącznie dla nas. Pomysł przedstawie również motocyklistą z Piotrkowa o których też już wspomniałem. Ewentualna składka i to jak to bedzie zorganizowane zależy tylko od tego ile osób bedzie sie na to pisać.
Gościu z Anglii nie wiem w jakim lokalu płaciłeś 10zł za piwo no i chyba nie w Olsztynie.Żadko bywam na starówce ale ostatnio płaciłem tam 5zł za piwo (niektóre lokale po 6zł)Drink oczywiście zależy jaki spokojnie za kilkanaście złotych.Nie chcę tu porównywać wszystkiego bo i tak wiadomo że tam jest łatwiej.Ale jeszcze łatwiej jest w np.w Hiszpanii.Byłem,pracowałem i koszty życia są zbliżone do Polski (oczywiście zależy od miejsca)natomiast zarobki miałem na poziomie 1600-1700euro
Gościu z Anglii nie wiem w jakim lokalu płaciłeś 10zł za piwo no i chyba nie w Olsztynie.Żadko bywam na starówce ale ostatnio płaciłem tam 5zł za piwo (niektóre lokale po 6zł)Drink oczywiście zależy jaki spokojnie za kilkanaście złotych.Nie chcę tu porównywać wszystkiego bo i tak wiadomo że tam jest łatwiej.Ale jeszcze łatwiej jest w np.w Hiszpanii.Byłem,pracowałem i koszty życia są zbliżone do Polski (oczywiście zależy od miejsca)natomiast zarobki miałem na poziomie 1600-1700euro



o jej bylem w Irish Pub i za Guinessa placilem wiecej niz w Londynie w centrum - ok to rozumiem piwo importowane.
Ale dlaczego na placu rybnym siedzac pod parasaolkami za Zywca placilem wiecej niz place w Londynie ?

Sam piszesz, ze jak pracowales w Hiszpani to miales koszty zycia zblizone do Polski ale zarabiales 1600 - 1700 Euro.

Ile Euro zarabiasz w Polsce ( a raczej ile w przeliczeniu na Euro )

Jest to pytanie retoryczne. Nie odpowiadaj.

Ja pamiatem tylko, ze jak skonczylem studia w Olsztynie to jedyna propozyja urzedu pracy dla mnie byl staz absolwencki w Starostwie Powiatowym za cos okolo 470 PLN na miesiac.

NIe rozumiem czemu moje kochane Panstwo postanowilo nie dac mi nawet placy minimalnej.
Dobrze, ze nie przyjalem tej propozycji i wyjechalem.

Ja sie pytamm jeszcze raz co takiego zrobil pOsel Aszkielowicz dla naszego regionu ?

Nie pytam sie ile placi jacjatowi
no wlasnie...
przez pewien okres nie bylo ale teraz sie juz nasza osada torunska rozkreca:D

jeszcze troche to co kawalek beda ogromne imprezy i Trn bedzie miastem imprezowiczów i mega imprez

no to wyobraznia mi sie wlaczyla troszke;)



sorry ale jeśli masz na myśli tylko art cafe to ...bardzo mało..

+ jest dożenie do tego żeby jak najwięcej ludzi zarazić to muzyką...ale lokal jakim jest art cafe napewno nie przyciągnie nowych ludzi.

do roksana: nie byłaś nigdy na imprezach klubowych mniejszych w innych miastach to pewnie niemasz rozeznania...ale np..olsztyn mając bardzo małe lokale jest w stanie sie bawić...całą noc przy dobrych numerach...
No więc ja jestem właśnie po otwarciu swojego lokalu (przy okazji zapraszam - Olsztyn, Wyzwolenia 19, postaram się za jakiś czas napisać coś więcej). Na pytanie nie da się odpowiedzieć precyzyjnie, bo dużo zależy od:
- wielkości lokalu
- zawiłości designu
- wymagań lokalnego sanepidu.
Ja szedłem drogą dość ograniczonego budżetu, urządzając surowy lokal, w którym trzeba było postawić sporo ścian, położyć wszystkie instalacje. Dzięki staraniom wyrobiłem się. Powiem tak: sensowna rozmowa zaczyna się od dobrze ponad 60 tysięcy, przy założeniu, że samemu dołoży się sporych starań. Górnej granicy prawdopodobnie nie ma, więc nawet nie zgaduję, ile kosztują lokale typu Mercer's (moim zdaniem świetny design). Najważniejsze: sprzęt będzie stanowił mniejszą połowę wydatków.
Policjanci Wydziału Kontroli Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie wyjaśniają wszystkie okoliczności zdarzenia, do którego doszło ostatnią w sobotę przed jednym z lokali w Gołdapi. Kontrolerzy sprawdzają udział poszczególnych osób w awanturze oraz przebieg i sposób podjęcia interwencji przez miejscowych funkcjonariuszy.

Do zdarzenia doszło w sobotę około godziny 3.00 przez lokalem przy ul. Lipowej w Gołdapi. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w wyniku awantury pomiędzy kilkoma mężczyznami, w tym funkcjonariuszami będącymi po służbie, pomocy medycznej udzielono 23-letniemu mieszkańcowi Gołdapi oraz jednemu z policjantów.

Komendant Wojewódzki Policji w Olsztynie polecił szczegółowo wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia, udział poszczególnych osób w awanturze oraz decyzje i czynności, jakie zostały podjęte przez oficera dyżurnego i interweniujący na miejscu patrol.



Mnie tylko interesuje, czy rzeczywiście byli to miejscowi funkcjonariusze, czy jednak olsztyniacy. Bo jak olsztyniacy to... W sumie chyba wystarczająco nagrabili już u mieszkańców naszego miasteczka, co nie?
Jeżeli komuś pasuje kupowanie ubrań na rynku prosze bardzo a setki osób jeździ do olsztyna robić zakupy bo tu nie ma gdzie, 4 kurtki na krzyż wiszą w sklepie więc prosze się nie dziwić ze kasa wypływa z lokalnego rynku i ląduje w Olsztynie. To ze nikt u Nas nie kupuje bo nie ma gdzie pieniedzy zostawic nie oznacza ze jest bieda. Druga istotna sprawa to ze juz od kilku lat poszukuje lokalu w Nidzicy do rozkrecenia interesu ale nie ma gdzie. W centrum jest 15 lokali i jak do nich wchodze to czuje sie jak w czasach PRL. Wiec szukam w innym mieście miejsca na swoj biznes, dziwicie sie ze Nidzica umiera? Przyda sie miejsce gdzie bedzie mozna wynajac exclusiv lokal.

galeria usługowo-handlowa? zdecydowanie tak
supermarkiet? nie przeszkadza mi wcale że straci stokrotka lub biedronka, juz dawno przeciez drobni kupcy dostali po du... wiec kto straci tym razem skoro drobni juz bardziej dostac nie moga?

vat? teren?
Jezeli maja powstac nowe lokale miejsca pracy to bez znaczenia dla mnie komu je sprzedadza. Przetarg wiecej pieniedzy i po co? Zeby radni mogli przyznac sobie kolejne podwyzki? heh

Pozdrawiam wszystkich sceptykow, obyscie sie nie obudzili za kilka lat i doszli do wnioskow ze nie ma tu mlodych.
Bo w porownaniu do Mławy, Działdowa, Szczytna jestesmy daleko w tyle. Wole juz tam wychowywac dzieci bo przynajmniej sa jakie perspektywy na przyszlosc, w Nidzicy nie ma już żadnych.

Dalej tak postepujcie. To Wam nie pasuje, tamto Wam nie pasuje, ta fabryka nie bo zanieczyszczenia, tamta nie, W innych miastach jest i ludzie maja prace a tu firmy zamykaja jedna za druga. Wielkie "Państwo się znalazło". najlepiej jak by Wam otworzyć fabryke Porshe i to jeszcze pod samym nosem.
Ile wynosi powierzchnia działki na której stoi Alfa?

Działka ma około 2 hektarów, tak powiedział Tunkiewicz w tvp 3 Olsztyn. 2 hektary to 20 000 m2 po 700 złotych za metr daje 14 milionów.
Jak pamiętam na w/w działce stały też budynki mieszkalne. Mieszkańcy otrzymali od miasta inne lokale. Nie znam dokładnie ilości lokali ale biorąc najniższe ceny za mieszkanie czyli około 100000 tys. Za milion złotych można zakupić 10 mieszkań. Tych mieszkań było na pewno więcej niz 10, a może i 20.
I dalej nie wiadomo czy kwota 14 milionów obejmuje Vat.
Ale umowa jest jawna , tylko nikt jej nie widział...

Małkowski mówi ,że wszystko odbyło sie zgodnie z prawem, a ja jestem pewien ,że nie ma racji.
Podobnie jak to ,że Star turist na Dabrowszczaków jest juz dawno zburzony, a budynek przy Hanki Sawickiej / Jagiellońskiej nie powinien dostac pozwolenia na budowę.
Szukam sali na wesele. Prosze o propozycje lokali. Dla Mnie wazne by sie goscie najedli, wybawili i napili:) Piszcie tez o tych lokalach , ktore odradzacie i dlaczego?Ciezko samemu cos znalesc przy takiej ilosci lokali , w necie trudno cos znalesc, nie wszystkie lokale maja strony internetowe.....a moze wiecie gdzie mozna wynając tylko sale na ślub?Czekam z niecierpliwością pozdrawiam i z góry dziekuje:)
Chyba człowieku lokale pomyliłeś. Byłam w Myśliwskim Zaciszu nie jeden raz, jadłam różne potrawy i każda była równie smaczna jak poprzednia. Uważam ten lokal za jeden z lepszych na terenie Olsztyna, a skoro nie smakuje Panu dziczyzna to może po prostu nie zna się Pan na tym. A każde dzikie mięso kupuje się mrożone. Pozdrawiam i gorąco polecam wszystkim ten lokal ! :):)
Spada jakość obsługi w lokalach gastronomicznych - alarmuje Inspekcja Handlowa w Olsztynie. Klienci oszukiwani są na jedzeniu, drinkach i rachunkach.

Więcej: http://www.wm.pl/index.php?ct=home&id=652837

Zapraszamy do dyskusji...

| ...Ciechanowie.

| Dlaczego? Bo tak!

| Wg mnie wcale to nie jest głupie.

Dokladnie. Jesli firma ogolnopolska, czy tez urzad centralny, nie
jest w niczym zwiazany z konkretna lokalizacja, to jak najbardziej
logiczne jest przeniesienie go do miasta o niskich kosztach biur,
duzym bezrobociu, tanich uslugach itp.



Niby masz racje. Ale - jak w kazdym dzialaniu jest pewne "ALE"

Niegdys postulowalem przeniesienie GUS-u z Warszawy do Radomia (ok 25%
bezrobocia). Lokale ok 4x tansze, wszelkie uslugi wykonywane lokalnie
o wiele tansze (drukowanie, sprzatanie, ochrona itp), a koszt
przenosin i instalacji zwroci sie natychmiast chocby dzieki samej
roznicy w cenie nieruchomosci. Potem w kazdym miesiacu kolosalne
oszczednosci...



A co bys powiedzial, gdyby - w ramach racjonalizacji i oszczednosci
oczywiscie - w Warszawie wszystkie przesylki awizowane byly do odbioru,
powiedzmy, w urzedzie pocztowym we Wlochach? Lokal tanszy, uslugi tansze
itede itepe.

Problem polega na MYSLENIU. Takie dzialy jak windykacja czy egzekucja
wymagaja, niestety, mozliwosci kontaktu z klientem - przynajmniej w tym
wykonaniu, jakie w tej chwili istnieje. Bedziesz kazac emerytowi, ktoremu
wnuczek nastukal 0700, zeby jechal do Ciechanowa i tam zalatwial swoje
sprawy??? Bo w takie cuda, jakie oferuja operatorzy komorkowi w swoich
hotlinach, w wykonaniu naszego narodowego operatora, to ja nie wierze.
Zalatwisz wszystko w lokalnym biurze olewania???

Tego typu przyklady mozna mnozyc w nieskonczonosc (bo nieskonczona
jest polska scentralizowana biurokracja) i w niczym mnie nie dziwi,
ze sluzby centralne TP SA sa przenoszone do miast tanszych, niz
Warszawa. Dodam nawet, ze troche dziwi mnie (moj rodzinny) Krakow,
gdzie akurat nieruchomosci nie sa wiele tansze od warszawskich, ale i
tak nalezy pochwalic TP SA za wzgledna racjonalizacje.



I bardzo prosze. Niech bulingi drukuja sie w Krakowie (byleby dochodzily w
rozsadnych terminach), biuro numerow niech sie miesci w Lodzi, a ksiegowosc
w Olsztynie. _JA_ jako abonent nie musze nigdy w tych miejscach bywac. Ale
jezeli swoj biling bede mogl obejrzec na monitorze w Bialej Podlaskiej
(zamiast na Twardej) , bede sie burzyc.

Pzdr,

M.

Oczy mi prawie wysz?y jak to czyta?em:


Wzd?u? Bart?skiej zamieszka tysi?ce osób

Olsztyn ju? od kilku lat wyra?nie rozbudowuje si? na po?udnie. Tereny wzd?u? ulic Wilczy?skiego i Bart?skiej s? miejscem inwestycji najwi?kszych lokalnych deweloperów. Jedn? z takich inwestycji jest osiedle Belweder.

Osiedle powstaje w pobli?u p?tli autobusowej u zbiegu ulic Hallera i Wilczy?skiego. Pierwsze trzy budynki, po?o?one najbli?ej p?tli, zosta?y ju? oddane do u?ytku. Cztery kolejne stan? w przysz?ym roku.

Ju? na pierwszy rzut oka wida? unikatow?, stylizowan? na tradycyjn? form? budynków oraz ich bogate wyko?czenie zewn?trzne. Projekt jest dzie?em biura projektowego z Kalisza. Inwestor chce te? by jedena?cie domów osiedla Belweder by?o otoczonych jak najwi?ksz? ilo?ci? zieleni.

- Ziele? ma koi? sko?atane nerwy mieszka?ców, pozwoli? im si? wyciszy? po ca?ym dniu pracy - mówi Ireneusz S?owik, w?a?ciciel Ostródzkiego Przedsi?biorstwa Budowlanego, inwestora. I dodaje: - Podobn? funkcj? ma spe?nia? jednolita, stonowana, przyjemna dla oka kolorystyka budynków.

Ireneusz S?owik sprzeda? ju? prawie wszystkie mieszkania na osiedlu Belweder.

- Wydaje mi si?, ?e ludzie kupuj? te mieszkania dla siebie, a nie na podnajem - mówi.

Inwestor obiecuje mieszka?com trzy place zabaw dla dzieci i miejsca do rekreacji dla doros?ych, a w niedalekiej przysz?o?ci budow? dodatkowego parkingu. Nie zamierza za to na razie mno?y? lokali us?ugowych na osiedlu.

- Istniej?ca infrastruktura jest wystarczaj?ca. Przy ulicy Bart?skiej w?a?nie stan?? dyskont Plus, przy Wilczy?skiego jest pasa? handlowy. Nowe lokale pojawi? si? wraz z budow? parkingu - dodaje S?owik.

OPB nie jest jedynym inwestorem na tym terenie. Swoje mieszkania odda nied?ugo Akademicka Spó?dzielnia Mieszkaniowa, dzia?k? kupi?o te? I?awskie Przedsi?biorstwo Budowlane. W budowie jest ju? 800 mieszka?, docelowo ma ich powsta? 1500.

Oprócz wymienionych firm, bloki przy Bart?skiej buduje Masbud i Arbet, a w styczniu trzy budynki odda Spó?dzielnia Mieszkaniowa "Kormoran". Zabudow? wielorodzinn? otoczy te? osiedle domów jednorodzinnych, rozci?gaj?ce si? a? do granic administracyjnych miasta.

Szybkie dzia?ania deweloperów ju? wkrótce sprawi?, ?e teren wzd?u? ulicy Bart?skiej zmieni si? nie do poznania. Oprócz bloków i domów jednorodzinnych powstan? nowe ulice miejskie, mi?dzy innymi ulica ks. Jerzego Popie?uszki. Planowana jest te? budowa ko?cio?a na osiedlu Belweder. Przyjmie on parafian - mieszka?ców nowych osiedli.

Artur Sobiela



http://gazetaolsztynska.w...iace-osob,36071

Nie wiem czy si? smia? czy p?aka?

Radek
W dniach 18 -19 kwietnia 2009 r. stowarzyszenie Rajd Katyński po raz kolejny organizuje Otwarcie Sezonu Motocyklowego 2009 na Jasnej Górze.

http://moto-turystyka.pl/...na-jasnej-gorze

LOKU:
W ubiegłym roku miałem możliwość zorganizowania małej imprezy po mszy na jasnej górze ale nie było chętnych bo kolega miał fajny lokal w Olsztynie koło Czewy (taki olsztyn z zamkiem) . W tym roku nie wiem jak bedzie z tym lokalem bo ma on jakieś kłopoty. Ale ogólnie to oczywiście zapraszam myśle że bliżej terminu coś sie wyklaruje, ja i tak cały czas myśle jakby tu kilku z nas zebrac w jednym miejscu by sie poznać także spoko.

[ Dodano: 05-03-09, 15:38 ]
Już wiem, że na 90% do Częstochowy bede jechał z Piotrkowa większą grupą (przyjade dzien wczesniej do Piotrkowa i z nimi wróce do Czewy). Jeżeli ktoś chce sie podpiąć, myśle że nie bedzie problemu. Należy sie nastawić na normalne prędkości rzędu 120kmh bo to w wiekszości bedą same choppery. No chyba że jedziecie dzień wcześniej to moge wam dać namiar na jakąś agroturystyke w Olsztynie pod Częstochową. W ubiegłym roku spodkałem grupe z Wawy która tak właśnie zrobiła.

[ Dodano: 09-03-09, 00:20 ]
Pojawiła sie szansa na zorganizowanie jakieś małej imprezki po mszy. Póki co chce sie dowiedzieć kto z naszego forum by sie pisal na coś takiego. Myśle że grill i chwila odpoczynku po mszy w miłym motocyklowym gronie, a przed drogą do domu każdemu dobrze zrobi. Spotkanie odbyłoby sie w restauracji u wspomnianego już kolegi, dysponuje on restaurcją z tarasem i grillem oraz placykiem a wszystko to jest ogrodzone. Jest możliwość zamkniecia bramy i lokalu wyłącznie dla nas. Pomysł przedstawie również motocyklistą z Piotrkowa o których też już wspomniałem. Ewentualna składka i to jak to bedzie zorganizowane zależy tylko od tego ile osób bedzie sie na to pisać.
Informacja dla tych ,którzy w przyszłości chcieliby organizować jakąś imprezę w "GEMINI" w Olsztynie a nie daj Boże pójść na imprezę sylwestrową muszą być przygotowani na skandalicznie wysoką cenę usługi a jednocześnie na brak jakiegokolwiek pokrycia poniesionych kosztów w przełożeniu na ofertę serwowaną przez lokal.Bądźcie bardzo uważni na to co podpisujecie z "tym" lokalem.Po krótce...Impreza Sylwestrowa 2008/2009 kosztowała 450 pln od pary. I nic w tym dziwnego gdyby nie fakty ,które po przybyciu na imprezę zaczęły nas mocno zastanawiać !?:Szatnia - 2,00 PLN (Często bywam w lokalach i pierwszy raz widzę żeby ta śmieszna kwota w przypadku imprezy zorganizowanej była gdziekolwiek pobierana - złodziejstwo !!! // Napoje typu coca cola ,która miała być i była to 1 szt. coca coli 0,2l u w a g a na 4 osoby !!!. Po poproszeniu kelnera o więcej...usłyszeliśmy trzeba płacić no i nie mało!!! Za 1l coli kelner "krzyknął" 20 pln!!! .To cena na skalę znacznie szlachetniejszych lokali. Brak żadnych atrakcji związanych z Sylwestrem np.fajerwerki itp... Brak jakiejkolwiek konferansjerki ,wystrój z najtańszych baloników w ilości może 100 szt. z których już na początku imprezy "życie" czyli powietrze uszło (może pozostały z poprzedniego Sylwestra!??? - tak wyglądały!!!!) No i do tego zespół ,który grał musi jeszcze dużo pracować nad tego rodzajem imprez!!!!! (Ale pewnie t a n i !!!) Na czym szefowi knajpy najbardziej zależało i to było widać na każdym kroku !!!! No i oczywiście "MENU" to dla tych informacja ,którzy chcieliby przynajmniej za te pieniądze chociaż się najeść!!! WEŹCIE ZE SOBĄ KANAPKI - bo możecie nie dotrwać do końca imprezy!!! To tyle jeżeli chodzi o ogólną ocenę lokalu Gemini w Olsztynie!!! Zapewniam Was ,że w Olsztynie jest dużo lokali ,które zapewniłyby Wam miłe wspomnienia za 450 pln. W końcu muszę jednak przyznać ,że bawiłem się dobrze bo wspaniałe było towarzystwo i pewnie tak jak mi tak i reszcie okradzionych przez Gemini "MUZYKA W TAŃCU NIE PRZESZKADZA!!!. Pozdrawiam mk.
W związku z poruszanymi tematami typu A.B.K. , lokale gminne czy budynki gminne namawiam mieszkańców aby zamiast od lat narzekać ( szczególnie na forum) w końcu wzięli się za naszego wielkiego/małego Mistrza Administratora budynków komunalnych. Stan wielu lokali i budynków jest fatalny a wręcz karygodny i to wiadomo nie od dziś i za co ktoś przecież ponosi odpowiedzialność a my wiemy przecież kto: Pan Burmistrz i Pan Prezes A.B.K. czasem też lokatorzy którzy nie interesują się lokalami i nieruchomościami w których żyją. Wszyscy zainteresowani od lat wiemy, że nie zawsze usprawiedliwieniem na zaistniały fakt jak twierdzą włodaże i Pan wielki/mały pezes jest brak pieniędzy gdyż wiadomo, że wielokrotnie liche i nieodpowiedzialne ich zarządzanie. Lokatorzy gminni latami nie skarżą się , nie narzekają bo wiedzą że i tak to nie wiele daje. Ale są i tacy co skłądają wieloletnie prośby ustne i pisemne do w/w z mizernym skutkiem co też tylko zniechęca zainteresowanych a władni nic sobie z tego nie robią przyczyniająć się do pogorszenie egzystencji lokatorów a nawet powodując utratę mienia, zdrowia ludzkiego i nie rzadko życia ludzkiego.
Skoro ktoś nie wie jak zarządzać albo lokatorzy nie wiedzą jak wymóc właściwą troskę o budynki lokale jak i właściwą egzystencję lokatorów ( pomijając już tych co olewają sobie wszystko i winni się za to wstydzić), to składajcie skargi pisemne na tych co szkodzą i nie do urzędów czy instytucji Lidzbarskich ( bo rączka rączkę myje), lecz do wojewódzkich urzędów lub instytucji tj. np.: ELBLĄG LUB OLSZTYN ( zaleznie od głównej siedziby danego urzędu lub instytucji związanej z waszym problemem) a w szczególności do nadzorów budowlanych np. w OLSZTYNIE.
Czas już zrobić w tej upadłej dziurze POrządek... Czy i jak szybko on nastąpi ... zależy tylko od mieszkańców którzy zamiast narzekać i oglądać się na innych winni zacząć sami coś robić. Ja tak zrobiłem i choć z oporami dopiełem swego.
A wtedy nie piszcie na forum jak jest źle ale jak z tym czy owym walczyliście, wymieniajcie poglądy, opinie POrady i wspólnie dzięki forum wymieciemy śmieci z tego miasta czyniąc ład i porządek w mieście. Czego chyba już wszyscy od lat jesteśmy spragnieni, tak przynajmniej rozumuję z wielu wypowiedzi na forum których jednak wciąż mało bo powielają się znani piszący a nie nowi. POzdrawiam.
Najdroższe mieszkania są w Sopocie i stolicy

Dorota Kaczyńska 14-09-2008, ostatnia aktualizacja 14-09-2008 07:43

Trudno dziś kupić warszawską kawalerkę o wysokim standardzie, finansując transakcję w całości poprzez sprzedaż równie atrakcyjnego mieszkania w innym mieście niż stolica.

Warszawskie kawalerki kosztują w centrum od 10 do 20 tysięcy złotych za mkw. Są to przeważnie lokale w kamienicach i ekskluzywnych budynkach. Trudno kupić dziś takie lokum, sprzedając podobne w innym mieście. – Wyjątkiem mogą być kawalerki mające wysoki standard, zlokalizowane w Krakowie czy Wrocławiu na starym mieście lub w najbliższych okolicach, jak również nieliczne mieszkania, które są dziś sprzedawane w nowych ekskluzywnych inwestycjach – twierdzi Anna Wrzesień-Berezowska, dyrektor Działu Nieruchomości Mieszkaniowych w Ober-Haus.

Sprzedając najdroższe mieszkania w jednym z miast postrzeganych jako atrakcyjne do zamieszkania, np. we Wrocławiu czy Krakowie, można wprawdzie kupić w stolicy lokal o porównywalnej jakości, standardzie, lokalizacji, lecz o mniejszym metrażu. – Na przykład, sprzedając 90-metrowe mieszkanie na Starym Mieście we Wrocławiu, można nabyć mniejsze, 80-metrowe, o niższym standardzie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie – wyjaśnia Anna Wrzesień-Berezowska.

Podobnie w przypadku samych kawalerek. – Statystyczna kawalerka w Warszawie ma 33 metry kwadratowe, a metr kosztuje 9,1 tys. złotych, czyli nieco ponad 300 tysięcy złotych.

Statystycznej kawalerki warszawskiej nie można kupić za statystyczną kawalerkę w innym mieście, ale oczywiście rzeczywistość jest bardziej różnorodna. Za 260 tysięcy złotych, czyli równowartość kawalerki w Krakowie, można znaleźć oferty w kilku warszawskich dzielnicach, np.: na Targówku, Tarchominie, Bródnie, Pradze-Północ, ale także na Żoliborzu, Ochocie czy Woli, z tym że będą to mieszkania nieco mniejsze od statystycznych 33 metrów.

Można jeszcze pokusić się o próbę znalezienia w Warszawie kawalerki za cenę kawalerki z Wrocławia, czyli za 230 tysięcy złotych. Będzie to zdecydowanie trudniejsze i możemy myśleć tylko o peryferyjnych dzielnicach, takich jak Ursus, Tarchomin, Bielany i Targówek – opowiada Marta Kosińska z portalu Szybko.pl. Dodaje, że w przypadku miast, gdzie ceny kształtują się na niższym poziomie, np. w Łodzi, Katowicach, Olsztynie, Białymstoku, Lublinie czy Toruniu, trudno będzie kupić kawalerkę w Warszawie, nawet po sprzedaży mieszkania trzypokojowego. – Jeśli natomiast chcemy kupić większe lokum w Warszawie, np. dwu-, trzypokojowe, należy wziąć pod uwagę, że jego cena jest równowartością dwóch takich samych lokali w miejscowości znajdującej się poza największymi aglomeracjami – mówi Bartosz Woźniak z Ober-Haus.

Natomiast po sprzedaniu dużych mieszkań w Krakowie i Wrocławiu możemy szukać ich odpowiedników Warszawie, choć bardziej realne jest kupno lokum o jeden pokój mniejszego: np. za pięć pokoi we Wrocławiu – cztery pokoje w Warszawie. – Natomiast inne miasta wypadają już znacznie mniej korzystnie. Na przykład za pięciopokojowe mieszkanie w Gdańsku można kupić zaledwie trzy pokoje w Warszawie – mówi Marta Kosińska.

Statystyczne stawki warszawskie przebija tylko jedno miasto w Polsce – Sopot, gdzie po sprzedaniu apartamentu można taniej kupić podobne lokum w atrakcyjnej lokalizacji w stolicy. Na przykład, jak podaje portal Oferty.net, w Sopocie, w kamienicy zlokalizowanej przy ul. Królowej Jadwigi wystawiono na sprzedaż trzypokojowe lokum za ok. 1,3 mln zł.

Jest to oczywiście stawka ofertowa – cena transakcyjna może być ok. 10 – 15 proc. niższa, a więc może wynieść ok. 1,2 mln zł. Za tyle z powodzeniem znajdziemy apartament w Warszawie – np. w Śródmieściu przy ul. Chmielnej czeka na nowych właścicieli trzypokojowe luksusowe mieszkanie w budynku z 1950 roku. Cena ofertowa tego apartamentu to 1 mln zł.

Bardziej komfortowa sytuacja czeka oczywiście tych, którzy są gotowi sprzedać swoje M w stolicy i kupić lokum w innym mieście. – Sprzedając kawalerkę np. na warszawskim Mokotowie, można sobie pozwolić na zakup nawet nowego domu pod Krakowem lub dwu-, trzypokojowego apartamentu w samym Krakowie, w bardzo dobrej lokalizacji, np. w Krakowskich Kamienicach Herbowych przy ul. Poznańskiej – opowiada Bartosz Woźniak.

W wielu przypadkach sprzedaż kawalerki w stolicy pozwoli kupić znacznie większe mieszkania w innych miastach. Biorąc pod uwagę średni koszt kawalerki na poziomie 300 tys. zł, za tyle możemy szukać np. dwupokojowego lokum w Krakowie, choć, jak zauważa Marta Kosińska, statystycznie dwa pokoje w stolicy Małopolski kosztują ok. 360 tys. zł. – W Gdańsku za taką kwotę bez problemu kupimy dwa pokoje. Podobnie w Poznaniu. Tymczasem w Łodzi i Katowicach możemy kupić za tyle nawet mieszkanie trzypokojowe – mówi Marta Kosińska.

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/8,190730_Najdr ... olicy.html
W wielu miastach mieszkania staniały nawet o 5 proc.Kryzys na światowych rynkach finansowych i droższe kredyty hipoteczne zmusiły deweloperów do obniżenia cen mieszkań, aby mogli utrzymać sprzedaż.

Ceny nowych mieszkań w niektórych miastach spadły nawet o 5 proc. - wynika z raportu Oferty.net. W Gdyni w ciągu miesiąca cena mkw. spadła o 399 zł. Teraz kosztuje nie drożej niż 7034 zł. Natomiast bardziej staniały mieszkania w Sopocie, bo o 469 złotych. Mimo dużych spadków cen mieszkania są tam nadal najdroższe w kraju, bo kosztują około 10 955 zł za mkw. Duże spadki cen zanotowano także w Gdańsku (o 172 zł), Opolu (o 135 zł) oraz Olsztynie (o 110 zł). Najszybciej tanieją mieszkania o niższym standardzie i gorszej lokalizacji. Jak mówi Marcin Drogomirecki z portalu Oferty.net, spadają również ceny lokali, których wyjściowa wartość znacznie odbiegała od podobnych mieszkań w tej samej lokalizacji.

- W dodatku w okresie urlopowym sprawy związane z zakupem mieszkań schodzą na dalszy plan - czytamy w raporcie przygotowanym przez serwis Oferty.net.

Natomiast mimo światowego kryzysu finansowego i drożejących kredytów cena mieszkań rośnie w Rzeszowie. W ciągu 30 dni mkw. zdrożał tam o 228 zł do 5037 zł. O 150 zł za mkw. Zdrożały też mieszkania we Wrocławiu, a o blisko 100 zł w Szczecinie i Warszawie.

Tańsze lokale za droższy kredyt

Nowe lokale oferowane przez deweloperów tanieją, ale za to drożeją kredyty hipoteczne. O ile jeszcze do niedawna nie miało to większego wpływu na spadki cen mieszkań, o tyle obecnie z tego powodu należy spodziewać się korekt na rynku nieruchomości. Emil Szweda z Open Finance przyznaje, że na tę sytuację na rynku mieszkań ma wpływ także wzrost kosztów pieniądza na rynku międzybankowym oraz deklaracja wstąpienia Polski do strefy euro.

Ostrzejsze kryteria

Kryzys finansowy jeszcze nie daje się we znaki tym, którzy już spłacają kredyty. Natomiast zaciągnąć nową pożyczkę na zakup mieszkania jest ostatnio coraz trudniej. Banki podniosły marże, średnio o 0,5 proc. i nie chcą już tak łatwo udzielać kredytów. Niektóre wprowadziły ostrzejszą niż dotąd selekcję kredytobiorców pod względem osiąganych przez nich dochodów.

- Część banków już obecnie odmawia udzielania kredytów na 100 proc. wartości nieruchomości. Osoby bez wkładu własnego mają coraz mniejsze szanse na otrzymanie kredytu hipotecznego. Zmniejszenie popytu na kredyty hipoteczne będzie trwało co najmniej do czasu zakończenia kryzysu finansowego w USA - mówi Emil Szweda.

Konsumenci chcą kupić najtaniej

Dla klientów najważniejsza jest cena mieszkania. Zależy im, żeby była jak najniższa. Dlatego coraz częściej kupujący negocjują rabaty, i to z pozytywnym skutkiem. To, co uda się om utargować, przeznaczają na opłaty związane z zakupem mieszkania na przykład na podatek od czynności cywilnoprawnych, taksę notarialną, wpis do księgi wieczystej itd. 10 -proc. zniżka to łakomy kąsek dla klienta, a dla dewelopera gwarancja sprzedaży. Taki opust nie zawsze jednak udaje się wynegocjować. Jak wynika z analizy serwisu Oferty.net, wśród wystawionych w sierpniu ofert sprzedaży mieszkań w Warszawie mniej niż co setne oferowane było za cenę do 200 tys. zł. Znajdując taką ofertę, potencjalny nabywca musi liczyć się z wydatkiem ok. 13 tys. zł na dodatkowe opłaty.

- O ile w przypadku dużego i drogiego mieszkania mógłby wytargować od sprzedającego opust tego rzędu, o tyle przy mieszkaniach małych, relatywnie tanich i cieszących się zainteresowaniem, o taką obniżkę jest trudniej. Im mniejsze i im tańsze mieszkanie, tym możliwość negocjacji ceny jest mniejsza - przekonuje Marcin Drogomirecki. Największe obniżki zdarzają się przy transakcjach kupna-sprzedaży mieszkań i apartamentów o wysokich cenach za mkw. oraz mieszkań o dużych powierzchniach. Rabat może przekroczyć wtedy nawet 10 proc., co daje oszczędność 40 tys. zł i więcej. Wszystko zależy od umiejętności negocjującego - dodaje Marcin Drogomirecki.

Autor: Marcin Mendelbaum

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-10-24, ostatnia aktualizacja: 2008-10-24 10:17

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/ ... _proc.html
Moim zdaniem powstanie nowego klubu w Olsztynie, to dobra okazja na odbudowanie mocno podupadłej sytuacji w mieście. Ze zdjęć na stronie lokalu, wygląda on całkiem nieźle. Wiem, że jednych potrafi wystarczająco zrazić widok karków za rękę z dmuchanymi lalami, jednak zauważcie, że jaki lokal by nie powstał, to na początku jego publika będzie mocno zróżnicowana. Musi minąć trochę czasu, aby miejsce utworzyło swój własny klimat, ukształtowało profil. Wtedy okaże się dopiero, kto tak naprawdę będzie tam przychodził.
Dzisiaj wpadł mi w ręce biuletyn QSC. Muszę przyznać, że wygląda to całkiem przyzwoicie. Jeżeli wśród tekstu, pojawiają się takie pseudonimy jak Glasse, Easy, Prorok, Rassa itp., to moim zdaniem lokal rokuje całkiem nieźle. Zdaję sobie sprawę, że house to może nie mekka wszystkich klubowiczów, jednak jestem pewien, że tak samo jak ja, tak też większość z was zaczynała właśnie od tego. Myślę, że przy odrobinie zainteresowania i chęci można wprowadzić do muzycznego jadłospisu QSC również inne rytmy, aby każdy mógł tam znaleźć coś dla siebie. Olsztyn w tej chwili wygląda naprawdę ubogo jeżeli chodzi o kluby, imprezy... Myślę, że powinniśmy traktować nowe miejsca bardziej jak perspektywę na przyszłość, niż jako karę. Jeżeli coś już powstało, to może warto się temu bliżej przyjrzeć, poznać, a dopiero potem wygłaszać opinie. Ja tam dobrze życzę dla tego miejsca i mam nadzieję, że nie wypali się tak szybko jak większość olsztyńskich klubów. Miejmy nadzieję, że będą tam organizowane fajne imprezy.
Pzdr.



madrze piszesz ale to musi dzialac w dwie strony... jezeli wlasciciel jest AUTENTYCZNIE otwarty na rozne klimaty i przyciaganie do swojego lokalu roznych ludzi to pozostaje dogadac sie odnosnie konkretnych bibek czy nawet cyklu imprez... popatrzcie jak sie z pestka dramowcy dogadali - po jakims czasie zapowiada sie kolejna zajebista bibka...
brookat i reszta, ktorzy mieli okazje dogadywac sie z lokalem mogliby naskrobac jak wyglada sytuacja w tej kwestii...
grunt to inicjatywa... juz po kilku minutach rozmowy mozna wywnioskowac czy ktos jest zainteresowany czyms nowym czy chce pozostac przy swoim programie...

fakt ze w lokalu odbywaja sie dyskoteki chyba kazdego razi, ale po uplywie jakiegos czasu sam stwierdzilem ze sie przejde i zobacze jak to jest na imprezie organizowanej przez ludzi z moszny w lokalu, w ktorym zazwyczaj odbywaja sie <nazwij>

olsztyn to nie warszawa i nie ma tu klubow w konkretnych klimatach (nawet w m25 odbylo sie kilka imprez o charakterze typowo komercyjnym, a niby to taki hardkorowy adergrand klab), ale podoba mi sie to... mam ogromny szacunek do moszny za to ze funkcjonuje jak piaskownica za malolata - prawie kazdy kazdego zna, w wiekszosci przypadkow podstawa sukcesow jest wpolpraca i chec robienia tego dla satysfakcji a nie pieniedzy, staracie sie nie robic roznych imprez w ciagu jednej nocy zeby nie robic komus konkurencji - to dla mnie cos zajebistego... ehh ale mnie wzielo na sentymenty w skrocie: respekt i dzieki za to, ze od jakiegos czasu moge czuc sie jednym z was mysle ze przykladowa warszawa moze nam pozazdroscic tej "rodzinnej atmosfery"
źródło www.wm.pl

podobny artykuł na:
http://miasta.gazeta.pl/olsztyn pod tytułem:

KANDYDAT NA PREZYDENTA Z TANIMI MIESZKANIAMI

Trzy mieszkania Krukowskiego

Wtorek, 24 lutego 2009.

Przed wyborczym finiszem napięcie rośnie. Jeden z Czytelników przekazał nam materiały, które lepiej obrazują sylwetkę Krzysztofa Krukowskiego, kandydata do tytułu prezydenta Olsztyna. Z informacji Czytelnika wynika, że materiały te zostały przekazane do profesjonalnych mediów, ale żadne tematu nie poruszyły. Postanowiliśmy więc na naszych stronach poruszyć problem omijany przez duże gazety. Nie oznacza to w żaden sposób naszego angażowania się po stronie któregoś z kandydatów. Wychodzimy bowiem z założenia, że dziennikarze obywatelscy nie mogą chować pod dywan informacji ważnych dla wyborców. A chodzi o majątek Krzysztofa Krukowskiego.
Krzysztof Krukowski nie ujawnił w całości swojego majątku. Gazecie Olsztyńskiej powiedział, że jest właścicielem jednego mieszkania (skan obok), dwóch samochodów i działki rolnej. Okazuje się, że Krukowski ma nie jedno mieszkanie. Ma tych mieszkań trzy, wszystkie w zasobach Akademickiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Olsztynie (dawniej spółdzielnia Absolwent). Jedno mieszkanie ma Krukowski przy ul. Iwaszkiewicza i dwa przy ul. Popiełuszki. Dodajmy ważny fakt, że Krukowski od listopada 2005 r. pełni w Akademickiej Spółdzielni Mieszkaniowej funkcję v-ce prezesa zarządu.

Akademicka Spółdzielnia Mieszkaniowa powstała - jak to się mówi - w szczytnym celu. Miała poprawiać sytuację mieszkaniową kadry naukowej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, zwłaszcza mieszkających w akademikach młodych naukowców oraz profesorów, ściągniętych przez uczelnię z innych miast Polski. Uniwersytet bezprzetargowo przekazał spółdzielni grunty budowlane, spółdzielnia zaś miała na zasadzie non profit zaspokajać kadrze uniwersyteckiej potrzeby mieszkaniowe. W ciągu ostatnich lat spółdzielnia zrealizowała tzw. dwa zadania przy ul. Popiełuszki - jeden blok oddano do użytku w 2007 r., drugi w ub. r. Czasy rozdawania mieszkań dawno się skończyły. Mieszkania w spółdzielni akademickiej można było kupić na normalnych zasadach finansowych - z tym, że cena metra kwadratowego w ASM była wyjątkowo atrakcyjna. W 2007 r., gdy ogłoszono zapisy na mieszkania, cena metra kw. wynosiła u akademików 3 tys. zł, natomiast na rynku przekraczała 5 tys. zł. Nic więc dziwnego, że lokale stały się dobrem powszechnego pożądania. Spółdzielnia miała do dyspozycji ponad 140 mieszkań i znacznie więcej podań. - Powiedziano nam, że o rozdziale mieszkań będzie decydować kolejka społeczna - wspomina jeden z pracowników UW-M. - Na początku stycznia 2007 r. stanęliśmy pod siedzibą spółdzielni w kolejce społecznej po mieszkanie, jak kiedyś za komuny. Było zimno, ale wesoło. Około 150 osób stało tak kilka dni i nocy. Nocowało się w samochodach, wynajmowało w rodzinie staczy - klasyczna komuna. Okazało się, że z tych ponad 140 mieszkań zostało coś koło 14 lokali, które otrzymali najbardziej wytrwali z kolejki. Zarząd spółdzielni tłumaczył później, że mieszkania zostały wcześniej rozdysponowane wśród zamiejscowej kadry profesorskiej i osób najbardziej potrzebujących.
-Pisałam w tej sprawie skargi, bo powszechnie wiadomo było, że mieszkania rozdzielono po uważaniu - dodaje inna kandydatka. -Otrzymałam na piśmie odpowiedź, że lokale dostali najbardziej potrzebujący. To jak nazwać mnie, która już od 9 lat po ślubie mieszka z rodziną ciągle u mamy?
- Fikcja, bajka dla naiwnych - dodaje nasz rozmówca. - Prawda była taka, że mieszkania rozdawano po znajomości, także profesorom od dawna mieszkającym w Olsztynie. Mieszkania te jeszcze nie zostały wybudowane, a już były wystawione na sprzedaż na rynku wtórnym. Kto wtedy pospekulował zarobił na nich duże pieniądze.
Dzisiaj trzeba postawić pytania panu Krukowskiemu, pełniącemu w spółdzielni ciągle funkcję v-ce prezesa: Jak to jest możliwe, że spółdzielcze mieszkania, które miały być przeznaczone dla najbardziej potrzebujących, są w posiadaniu profesorów wysoko postawionych w hierarchii uczelni i jak to jest możliwe, że Krzysztof Krukowski ma w tej spółdzielni aż trzy mieszkania…
TRZY MIESZKANIA KRUKOWSKIEGO !!

Wtorek, 24 lutego 2009.

Przed
wyborczym finiszem napięcie rośnie. Jeden z Czytelników przekazał nam
materiały, które lepiej obrazują sylwetkę Krzysztofa Krukowskiego,
kandydata do tytułu prezydenta Olsztyna. Z informacji Czytelnika
wynika, że materiały te zostały przekazane do profesjonalnych mediów,
ale żadne tematu nie poruszyły. Postanowiliśmy więc na naszych stronach
poruszyć problem omijany przez duże gazety. Nie oznacza to w żaden
sposób naszego angażowania się po stronie któregoś z kandydatów.
Wychodzimy bowiem z założenia, że dziennikarze obywatelscy nie mogą
chować pod dywan informacji ważnych dla wyborców. A chodzi o majątek
Krzysztofa Krukowskiego.

Krzysztof Krukowski nie ujawnił w całości swojego majątku. Gazecie
Olsztyńskiej powiedział, że jest właścicielem jednego mieszkania (skan
obok), dwóch samochodów i działki rolnej. Okazuje się, że Krukowski ma
nie jedno mieszkanie. Ma tych mieszkań trzy, wszystkie w zasobach
Akademickiej http://www.uwm.edu.pl/asm/index.htm
Mieszkaniowej w Olsztynie (dawniej spółdzielnia Absolwent). Jedno
mieszkanie ma Krukowski przy ul. Iwaszkiewicza i dwa przy ul.
Popiełuszki. Dodajmy ważny fakt, że Krukowski od listopada 2005 r.
pełni w Akademickiej Spółdzielni Mieszkaniowej funkcję v-ce prezesa
zarządu.

Akademicka Spółdzielnia Mieszkaniowa
powstała - jak to się mówi - w szczytnym celu. Miała poprawiać sytuację
mieszkaniową kadry naukowej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego,
zwłaszcza mieszkających w akademikach młodych naukowców oraz
profesorów, ściągniętych przez uczelnię z innych miast Polski.
Uniwersytet przekazał spółdzielni nieodpłatnie grunty budowlane,
spółdzielnia zaś miała na zasadzie non profit zaspokajać kadrze
uniwersyteckiej potrzeby mieszkaniowe. W ciągu ostatnich lat
spółdzielnia zrealizowała tzw. dwa zadania przy ul. Popiełuszki - jeden
blok oddano do użytku w 2007 r., drugi w ub. r. Czasy rozdawania
mieszkań dawno się skończyły. Mieszkania w spółdzielni akademickiej
można było kupić na normalnych zasadach finansowych - z tym, że cena
metra kwadratowego w ASM była wyjątkowo atrakcyjna. W 2007 r., gdy
ogłoszono zapisy na mieszkania, cena metra kw. wynosiła u akademików 3
tys. zł, natomiast na rynku przekraczała 5 tys. zł. Nic więc dziwnego,
że lokale stały się dobrem powszechnego pożądania. Spółdzielnia miała
do dyspozycji ponad 140 mieszkań i znacznie więcej podań. - Powiedziano
nam, że o rozdziale mieszkań będzie decydować kolejka społeczna -
wspomina jeden z pracowników UW-M. - Na początku stycznia 2007 r.
stanęliśmy pod siedzibą spółdzielni w kolejce społecznej po mieszkanie,
jak kiedyś za komuny. Było zimno, ale wesoło. Około 150 osób stało tak
kilka dni i nocy. Nocowało się w samochodach, wynajmowało w rodzinie
staczy - klasyczna komuna. Okazało się, że z tych ponad 140 mieszkań
zostało coś koło 14 lokali, które otrzymali najbardziej wytrwali
z kolejki. Zarząd spółdzielni tłumaczył później, że mieszkania zostały
wcześniej rozdysponowane wśród zamiejscowej kadry profesorskiej i osób
najbardziej potrzebujących.

-Pisałam w tej sprawie skargi, bo powszechnie wiadomo było, że
mieszkania rozdzielono po uważaniu - dodaje inna kandydatka.
-Otrzymałam na piśmie odpowiedź, że lokale dostali najbardziej
potrzebujący. To jak nazwać mnie, która już od 9 lat po ślubie mieszka
z rodziną ciągle u mamy?

- Fikcja, bajka dla naiwnych - dodaje nasz rozmówca. - Prawda była
taka, że mieszkania rozdawano po znajomości, także profesorom od dawna
mieszkającym w Olsztynie. Mieszkania te jeszcze nie zostały wybudowane,
a już były wystawione na sprzedaż na rynku wtórnym. Kto wtedy
pospekulował zarobił na nich duże pieniądze.

Dzisiaj trzeba postawić pytania panu Krukowskiemu, pełniącemu
w spółdzielni ciągle funkcję v-ce prezesa: Jak to jest możliwe, że
spółdzielcze mieszkania, które miały być przeznaczone dla najbardziej
potrzebujących, są w posiadaniu profesorów wysoko postawionych
w hierarchii uczelni i jak to jest możliwe, że Krzysztof Krukowski ma
w tej spółdzielni aż trzy mieszkania…

TRZY MIESZKANIA KRUKOWSKIEGO !!

Wtorek, 24 lutego 2009.

Przed
wyborczym finiszem napięcie rośnie. Jeden z Czytelników przekazał nam
materiały, które lepiej obrazują sylwetkę Krzysztofa Krukowskiego,
kandydata do tytułu prezydenta Olsztyna. Z informacji Czytelnika
wynika, że materiały te zostały przekazane do profesjonalnych mediów,
ale żadne tematu nie poruszyły. Postanowiliśmy więc na naszych stronach
poruszyć problem omijany przez duże gazety. Nie oznacza to w żaden
sposób naszego angażowania się po stronie któregoś z kandydatów.
Wychodzimy bowiem z założenia, że dziennikarze obywatelscy nie mogą
chować pod dywan informacji ważnych dla wyborców. A chodzi o majątek
Krzysztofa Krukowskiego.

Krzysztof Krukowski nie ujawnił w całości swojego majątku. Gazecie
Olsztyńskiej powiedział, że jest właścicielem jednego mieszkania (skan
obok), dwóch samochodów i działki rolnej. Okazuje się, że Krukowski ma
nie jedno mieszkanie. Ma tych mieszkań trzy, wszystkie w zasobach
Akademickiej http://www.uwm.edu.pl/asm/index.htm
Mieszkaniowej w Olsztynie (dawniej spółdzielnia Absolwent). Jedno
mieszkanie ma Krukowski przy ul. Iwaszkiewicza i dwa przy ul.
Popiełuszki. Dodajmy ważny fakt, że Krukowski od listopada 2005 r.
pełni w Akademickiej Spółdzielni Mieszkaniowej funkcję v-ce prezesa
zarządu.

Akademicka Spółdzielnia Mieszkaniowa
powstała - jak to się mówi - w szczytnym celu. Miała poprawiać sytuację
mieszkaniową kadry naukowej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego,
zwłaszcza mieszkających w akademikach młodych naukowców oraz
profesorów, ściągniętych przez uczelnię z innych miast Polski.
Uniwersytet przekazał spółdzielni nieodpłatnie grunty budowlane,
spółdzielnia zaś miała na zasadzie non profit zaspokajać kadrze
uniwersyteckiej potrzeby mieszkaniowe. W ciągu ostatnich lat
spółdzielnia zrealizowała tzw. dwa zadania przy ul. Popiełuszki - jeden
blok oddano do użytku w 2007 r., drugi w ub. r. Czasy rozdawania
mieszkań dawno się skończyły. Mieszkania w spółdzielni akademickiej
można było kupić na normalnych zasadach finansowych - z tym, że cena
metra kwadratowego w ASM była wyjątkowo atrakcyjna. W 2007 r., gdy
ogłoszono zapisy na mieszkania, cena metra kw. wynosiła u akademików 3
tys. zł, natomiast na rynku przekraczała 5 tys. zł. Nic więc dziwnego,
że lokale stały się dobrem powszechnego pożądania. Spółdzielnia miała
do dyspozycji ponad 140 mieszkań i znacznie więcej podań. - Powiedziano
nam, że o rozdziale mieszkań będzie decydować kolejka społeczna -
wspomina jeden z pracowników UW-M. - Na początku stycznia 2007 r.
stanęliśmy pod siedzibą spółdzielni w kolejce społecznej po mieszkanie,
jak kiedyś za komuny. Było zimno, ale wesoło. Około 150 osób stało tak
kilka dni i nocy. Nocowało się w samochodach, wynajmowało w rodzinie
staczy - klasyczna komuna. Okazało się, że z tych ponad 140 mieszkań
zostało coś koło 14 lokali, które otrzymali najbardziej wytrwali
z kolejki. Zarząd spółdzielni tłumaczył później, że mieszkania zostały
wcześniej rozdysponowane wśród zamiejscowej kadry profesorskiej i osób
najbardziej potrzebujących.

-Pisałam w tej sprawie skargi, bo powszechnie wiadomo było, że
mieszkania rozdzielono po uważaniu - dodaje inna kandydatka.
-Otrzymałam na piśmie odpowiedź, że lokale dostali najbardziej
potrzebujący. To jak nazwać mnie, która już od 9 lat po ślubie mieszka
z rodziną ciągle u mamy?

- Fikcja, bajka dla naiwnych - dodaje nasz rozmówca. - Prawda była
taka, że mieszkania rozdawano po znajomości, także profesorom od dawna
mieszkającym w Olsztynie. Mieszkania te jeszcze nie zostały wybudowane,
a już były wystawione na sprzedaż na rynku wtórnym. Kto wtedy
pospekulował zarobił na nich duże pieniądze.

Dzisiaj trzeba postawić pytania panu Krukowskiemu, pełniącemu
w spółdzielni ciągle funkcję v-ce prezesa: Jak to jest możliwe, że
spółdzielcze mieszkania, które miały być przeznaczone dla najbardziej
potrzebujących, są w posiadaniu profesorów wysoko postawionych
w hierarchii uczelni i jak to jest możliwe, że Krzysztof Krukowski ma
w tej spółdzielni aż trzy mieszkania…



:oh: A w SM Domator nieudolna pani prezes która nic nie buduje i zajmuje się administracją tylko ok, 400-stu mieszkań zarabia 7000 zł. To jest dopiero wyzysk. A w radzie nadzorczej jest osoba ktora nie ma żadnego lokalu w spółdzielni, ale to pupil pani prezes.

Mieszkanie czy Dom?!

Wielu młodych ludzi, próbujących się usamodzielnić i zamieszkać na swoim, staje przed trudnym wyborem: co kupić mieszkanie czy dom? Kiedyś wybór ten był oczywisty. Na wygodny i przestronny dom mogli pozwolić sobie tylko nieliczni, ci najlepiej sytuowani, najbogatsi. Dla przeciętnie zarabiającego Polaka dom był perspektywą jak z bajki, ale własne, nie za duże mieszkanie było w zasięgu jego ręki. Jeszcze kilka lat temu wśród ofert mieszkań dostępnych na rynku można było przebierać. Zastanawiać się tygodniami, a nawet miesiącami, porównywać, kaprysić. Rynek był bardziej przyjazny i otwarty dla kupca.

Dziś decyzja: dom czy mieszkanie nie jest łatwa, gdyż sytuacja na rynku lokalowym w ostatnich latach znacząco się pogorszyła. Pogorszyła się z punktu widzenia nabywcy. Wzrosły gwałtownie ceny mieszkań i nic nie wskazuje na to, żeby ten stan miał się zmienić. Czas na podjęcie decyzji skrócił się do kilku dni, a czasem nawet kilku godzin. Mieszkanie czy dom oto jest pytanie...

RYNEK MIESZKAŃ I DOMÓW - PARAMETRY, PROGNOZY, TENDENCJE, CENY

Zakup mieszkania bądź domu to dla większości z nas decyzja na całe życie. Coraz częściej jednak inwestowanie w nieruchomości jest także formą korzystnej lokaty kapitału. W obu przypadkach — zanim podejmie się decyzję o zakupie nieruchomości, warto dokładnie przeanalizować wszystkie elementy oferty, ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej istotnych dla nas parametrów.

RYNEK PIERWOTNY I WTÓRNY

Rynek pierwotny

Na rynku pierwotnym oferowane są najnowsze, jeszcze niezasiedlone mieszkania i domy. Ogłoszenia firm budujących mieszkania czy domy na sprzedaż można znaleźć w Internecie i prasie lokalnej. Można też zasięgnąć informacji bezpośrednio w siedzibie dewelopera, gdzie do wglądu są projekty i dane techniczne poszczególnych inwestycji. Pamiętajmy, że na rynku pierwotnym transakcja zawierana jest bardzo często na wstępnym etapie procesu inwestycyjnego. Nierzadko podejmując decyzję o zakupie, opieramy się jedynie na wizualizacjach i makietach, kupujemy dane na papierze, a tym, co możemy zobaczyć w terenie, jest plac budowy, z którego szybciej lub wolniej wyłania się nasze M.

Jeżeli jednak stawiamy na nowe lokum i nie zależy nam na natychmiastowym wprowadzeniu się, powinniśmy wgłębić się w ofertę rynku pierwotnego. Znajdziemy w niej nowoczesne lokale z dobrze zaprojektowaną i estetyczną powierzchnią wspólną, w budynkach o interesującej architekturze, ze starannie zaaranżowanym otoczeniem.

Rynek wtórny

Rynek wtórny obejmuje lokale i domy już użytkowane, wśród których mogą być zarówno nieruchomości zupełnie nowe, jak i starsze (czasem nawet przedwojenne), zbudowane w różnych technologiach. Interesujące nas informacje możemy uzyskać w prasie, Internecie, na targach branżowych, w agencjach nieruchomości oraz spółdzielniach mieszkaniowych. Decydując się na zakup mieszkania na rynku wtórnym, warto zwrócić się o pomoc do profesjonalnego pośrednika, który dysponuje bogatą bazą danych i na podstawie naszych wskazówek i wymagań dokona wstępnej selekcji ofert.

Jeśli stawiamy na czas, potrzebujemy mieszkania 'na już", skupmy się na rozpoznaniu rynku wtórnego. Jego zaletą jest bogata oferta mieszkań gotowych do zasiedlenia w różnych, często bardzo atrakcyjnych miejscach. Plusem jest także możliwość obejrzenia lokum i zapoznania się z otoczeniem. Wadą może okazać się słaby stan techniczny budynku i instalacji. Kupione mieszkanie często wymaga remontu i modernizacji.

RYNEK MIESZKAŃ

Od kilku lat na rynku mieszkań obserwujemy zdecydowaną przewagę popytu nad podażą. Choć stale rośnie zapotrzebowanie na mieszkania, rynek cierpi na niedobór nieruchomości. Liczba osób zainteresowanych kupnem mieszkań nie zmniejsza się, a oferta rynku nie powiększa się w znaczący sposób.

Co wpłynęło i nadal wpływa na wzrost popytu na zakup mieszkań:

1) czynniki gospodarcze:
* niskie oprocentowanie i duża dostępność kredytów mieszkaniowych oferowanych przez banki (tzw. uwolnienie źródeł finansowania zakupu, od 2004 r.),
* decyzja Komisji Nadzoru Bankowego o ograniczeniu od 1 lipca 2006 r. dostępności nisko oprocentowanych kredytów mieszkaniowych udzielanych w walutach obcych,
* zapowiadana przez rząd od 2007 r. likwidacja podatkowej ulgi odsetkowej od kredytów mieszkaniowych,
* wprowadzenie w 2007 r. 19-procentowego opodatkowania zysku od sprzedaży nieruchomości.

2) czynniki społeczne:
* wejście w wiek produkcyjny pokolenia wyżu demograficznego,
* obniżenie wieku osób usamodzielniających się,
* stosunkowo stabilny napływ obcokrajowców.

Mała liczba ofert sprzedaży i powiększająca się grupa chętnych do zakupu sprawiają, że ceny mieszkań rosną w zastraszającym tempie. Specjaliści od rynku nieruchomości podają, że w ciągu ostatnich dwóch lat w niektórych rejonach nastąpiło zwiększenie cen mieszkań o 100, a nawet 200 procent.

Coraz powszechniejszą praktyką stosowaną przez właścicieli mieszkań jest wycofywanie ofert z rynku i wprowadzanie ich na nowo w dużo wyższej cenie. Ceny nieruchomości położonych na peryferiach zaczynają też powoli doganiać ceny lokali w centrum. Ze względu na wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów robocizny, a także na skutek niedoborów kadrowych na placach budowy (odpływ fachowców za granicę), inwestorzy sukcesywnie podnoszą ceny nowych mieszkań. Nie odstrasza to jednak nabywców. W większości inwestycji, które są obecnie na ukończeniu, prawie wszystkie mieszkania już dawno sprzedano. Sytuacja na rynku pierwotnym wpływa na rynek wtórny. I tu ceny drastycznie rosną. Obecnie mówi się o średnio ponad 20-procentowym wzroście cen zakupu mieszkań (w raporcie WGN Real Estate czytamy o 26-procentowym wzroście w ciągu trzech kwartałów 2006 r.).

Znalezienie satysfakcjonującej oferty, czyli wymarzonego M w przystępnej cenie, jest bardzo trudne. Rynek wydaje się dość wysuszony pod względem podażowym. Jeśli w ogóle chcemy coś kupić, musimy być elastyczni. Nierzadko rynek wymusza na nas korektę własnych oczekiwań i wymagań. Przede wszystkim nie wolno nam zapomnieć, że czas działa na naszą niekorzyść. Jak podkreślają specjaliści, w 2006 r. czas sprzedaży mieszkań skrócił się średnio z sześciu miesięcy (przed rokiem) do kilkunastu dni (obecnie). Czasem, w przypadku niezwykle atrakcyjnej nieruchomości, zwłaszcza w dużych miastach, podjęcie decyzji jest kwestią kilku godzin.

Tendencje

Charakterystyczne tendencje, jakie wystąpiły od początku 2006 r. na rynku mieszkaniowym w dużych miastach Polski:
* wysoki popyt przy umiarkowanej podaży mieszkań,
* wzrost cen sprzedaży średnio o 26 proc.,
* duże zainteresowanie zakupem mieszkań 2- i 3-pokojowych, przy lekkim spadku popytu na mieszkania 1-pokojowe,
* 2,5-krotny wzrost zainteresowania zakupem mieszkań apartamentowych,
* korzystanie z uzupełniających kredytów mieszkaniowych: ok. 92 proc. kupujących (udział kredytu stanowi przeciętnie 78 proc. ceny mieszkania),
* przedział wiekowy najaktywniejszych kupujących: 26-45 lat.

Dane za: WGN Real Estate.
(Raport udostępniono podczas konferencji prasowej dotyczącej XV Międzynarodowych Targów Inwestycji i Nieruchomości REFE, 7 września 2006 r., Wrocław).

Ceny mieszkań w dużych polskich miastach

O tym, jak kształtują się ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym w miastach wojewódzkich, można się przekonać, klikając na odpowiedni link:

BiałystokBydgoszczGdańskGorzów WielkopolskiKatowiceKielceKrakówLublinŁódźOlsztynOpolePoznańRzeszówSzczecinWarszawaWrocław.

RYNEK DOMÓW

W porównaniu z rynkiem mieszkań rynek domów wydaje się dość stabilny. W związku z dużą liczbą ofert, wahania cenowe na lokalnych rynkach mieszczą się w granicach 3-5 procent. Ceny domów nie rosną gwałtownie, a podaż wciąż przewyższa popyt. Ze względu na tempo wzrostu cen mieszkań kupno bądź budowa domu wydaje się dobrą inwestycją.

Za nabyciem domu przemawia wiele atutów: wygoda, własna zieleń (działka o powierzchni co najmniej 500-600 m kw.), przydomowy garaż, brak sąsiadów za ścianą. Wadą domu może być jego kiepska lokalizacja. Najwięcej domów powstaje na obrzeżach dużych miast. Zła lokalizacja i oddalenie od komunikacji miejskiej sprawiają, że nierzadko dotarcie do centrum zabiera zbyt dużo czasu.

Jak podkreślają specjaliści, dom dobrze usytuowany może być atrakcyjną alternatywą dla coraz droższych mieszkań. Obecnie można kupić dom za miastem, sprzedając 3-pokojowe mieszkanie w dobrym standardzie i atrakcyjnej lokalizacji w mieście.

Najlepszą inwestycją są budynki powstałe po 1990 r., ze względu na dostęp do lepszych jakościowo materiałów budowlanych oraz ciekawsze rozwiązania architektoniczne. Nowoczesne technologie, użyte przy budowie tych obiektów, gwarantują energooszczędność i niskie koszty eksploatacji.
Eksperci rynku ostrzegają: popyt na domy będzie rósł. W związku z tym ich ceny także pójdą w górę.

Tendencje

Charakterystyczne tendencje, jakie wystąpiły od początku 2006 r. na rynku domów w dużych miastach Polski:
* podaż średnio 7,4-krotnie przewyższająca popyt,
* wzrost cen sprzedaży o 3-5 proc.,
* najchętniej kupowane: domy parterowe o powierzchni użytkowej do 200 m kw., z mieszkalnym poddaszem, na działkach 800-1500 m kw., o atrakcyjnej lokalizacji (osiedle miejskie lub okolica podmiejska dobrze skomunikowana z centrum),
* zrównanie w cenach domów położonych do 10 km od granic dużych miast, spełniających warunek dobrej lokalizacji, z domami w miastach,
* wzrost popytu na tanie domy do remontu poza miastem, w odległości nie większej niż 30 km, pod warunkiem dobrego sąsiedztwa (ceny na poziomie 195-260 tys. zł).

Dane za: WGN Real Estate.

Ceny domów w dużych polskich miastach

To, jak kształtują się ceny domów na rynku pierwotnym i wtórnym w miastach wojewódzkich, można sprawdzić, klikając na odpowiedni link:

BiałystokBydgoszczGdańskGorzów WielkopolskiKatowiceKielceKrakówLublinŁódźOlsztynOpolePoznańRzeszówSzczecinWarszawaWrocław.

DOM CZY MIESZKANIE ? CO, GDZIE, ZA ILE?

W poszczególnych miastach wojewódzkich sytuacja na rynku lokalowym jest dość podobna. Ceny mieszkań i domów zależą tu przede wszystkim od lokalizacji (dzielnicy, rejonu, ulicy) i stanu posesji (lokum nowe, do remontu, w stanie deweloperskim itp.). Ze względu na wielość ofert, które pojawiają się w biurach czy agencjach nieruchomości, trudno o dokładne zestawienie. Bądźmy więc świadomi, że prezentowane w artykule dane są wycinkiem większej całości. Poszczególne liczby to wartości średnie — ich bazę stanowi wybrany i zgromadzony przez autorkę materiał.

Co i za ile u deweloperów i inwestorów?

Nowe mieszkania i domy nie są tanie. W dużych miastach cena metra kwadratowego (m kw.) nowego lokum w atrakcyjnym miejscu kształtuje się w granicach 3-8 tys. zł. Choć większość inwestycji pozostaje wciąż w fazie projektu, to lokale i tak są już wyprzedane. Nabywców nie hamują wysokie ceny — za bezpieczeństwo i komfort (np. zamknięte, strzeżone osiedle, zaciszne miejsce, ciekawe rozwiązania architektoniczne) trzeba zapłacić więcej.

Mieszkania

Średnie ceny m kw. nowych mieszkań w wybranych wojewódzkich miastach:
* Warszawa: 7990 zł
* Kraków: 7450 zł
* Wrocław: 6200 zł
* Gdańsk: 4960 zł
* Poznań: 4800 zł
* Łódź: 3800 zł

Dane: na podstawie ofert w krn.pl oraz tabelaofert.pl.[i]

Niektóre inwestycje mogą szokować. Za m kw. mieszkania powstającego w ramach krakowskiego projektu Tarasy Wiślane przyjdzie nam zapłacić 9639 zł. Za m kw. apartamentu w Warszawie-Mokotowie 12 840 zł. Cała inwestycja, czyli mieszkanie wielkości 176 m kw., wyceniona jest na ponad 2 300 000 zł. W Warszawie i Krakowie 8000 czy 9000 zł za m kw. staje się normą. Tendencja ta obejmuje i inne, szybko rozwijające się miasta. Dobrym przykładem jest Wrocław. W śródmieściu można już spotkać ceny porównywalne z krakowskimi czy warszawskimi. Jeżeli natomiast pragniemy stać się posiadaczami komfortowych apartamentów na wrocławskim starym mieście, ceny od 8000 do nawet 15 000 zł za m kw. nie powinny nas dziwić.

Domy

W przypadku domów wiele firm deweloperskich stawia na tereny na obrzeżach miast. Liczba ofert dotyczących nowych wolno stojących domów w samym centrum jest znikoma. Osiedla domków jednorodzinnych, bliźniaków lub szeregowców powstają zwykle w ładnych, ze względu na krajobraz, okolicach (a takich w zagospodarowanych centrach jest niewiele).

Ceny nowych domów (o zbliżonej wielkości powierzchni i działki) w wybranych miastach:

Domy-segmenty:
* Kraków, Podgórze (134 m kw., działka 421 m kw.): 600 413 zł (4484 zł/m kw.)
* Warszawa, Piaseczno (194 m kw., działka 319 m kw.): 672 400 zł (3466 zł/m kw.)
* Wrocław, Osiedle Malownicze (174 m kw., działka 304 m kw.): 487 942 zł (2795 zł/m kw.)

Domy wolno stojące:
* Warszawa, Piaseczno (150,5 m kw., działka 481 m kw.): 815 000 zł (5415 zł/m kw.)
* Gdańsk, Morena (150,3 m kw., działka 538 m kw.): 648 371 zł (4314 zł/m kw.)
* Gorzów Wielkopolski, Osiedle Piaski (136 m kw., działka 600 m kw.): 285 000 zł (2095 zł/m kw.)

Mieszkania i domy z rynku pierwotnego kuszą nowoczesnymi rozwiązaniami budowlanymi. Wysoka cena ma być gwarancją jakości i standardu. Zwykle obejmuje wykończenie lokum, tzw. biały montaż. Miło jest zamieszkać w czystym i ciekawie zaprojektowanym miejscu, pachnącym nowością i świeżością.

Co ciekawe, dom tylko z pozoru okazuje się inwestycją droższą. Przykładowo, za przestronne nowe mieszkanie wielkości ponad 120 m kw. na warszawskim Mokotowie zapłacimy 933 745 zł (7122 zł/m kw.). Bliźniak (155 m kw.) na podwarszawskim Żółwinie będzie nas kosztował 711 608 zł (4591 zł/m kw.). Oprócz w pełni własnego kąta, bez sąsiadów za ścianą, zyskamy sporą działkę (w tym przypadku ponad 1000 m kw.).

Niezależnie od tego, czy zdecydujemy się na nowe mieszkanie, czy nowy dom, nie możemy zapomnieć, że choć od inwestorów otrzymamy lokal pod klucz, to za jego urządzenie przyjdzie nam całkiem niemało zapłacić.

Drogo na rynku pierwotnym? Może więc rynek wtórny?

Ceny na rynku wtórnym w miastach wojewódzkich są bardzo zróżnicowane. Na ich wysokość wpływa m.in. wiek mieszkania lub domu (lokum przedwojenne, powojenne, zbudowane po 1990 r.), jego ogólny stan techniczny (do zamieszkania, do remontu, w stanie surowym itp.) i usytuowanie.

Mieszkania i domy

Jeżeli chcemy kupić mieszkanie w jednym z miast wojewódzkich, musimy liczyć się z dużymi rozbieżnościami w cenach. Wszystko zależy od tego, jaką dzielnicę wybierzemy i na jakie mieszkanie się zdecydujemy. Średnio za m kw. mieszkania w centrum zapłacimy około 3000-4000 zł. Nie jest to jednak regułą. Warszawa, Kraków, Wrocław czy Gdańsk i na rynku wtórnym dyktują własne ceny.

Ile średnio zapłacimy za m kw. w każdym z 16 wojewódzkich miast?
* Warszawa: 7600 zł
* Kraków: 7100 zł
* Wrocław: 5500 zł
* Gdańsk: 4900 zł
* Poznań: 3900 zł
* Olsztyn: 3900 zł
* Opole: 3700 zł
* Szczecin: 3600 zł
* Białystok: 3400 zł
* Rzeszów: 3400 zł
* Bydgoszcz: 3300 zł
* Lublin: 3200 zł
* Kielce: 3100 zł
* Łódź: 2900 zł
* Katowice: 2900 zł
* Gorzów Wielkopolski: 2200 zł

[i]Dane: na podstawie ofert w krn.pl oraz tabelaofert.pl.

A jak wygląda to w praktyce? Za mieszkanie zbudowane po 1990 r., wielkości około 75 m kw., w stanie do zamieszkania, najmniej zapłacimy w Gorzowie Wielkopolskim (141 000 zł). Trochę więcej przyjdzie nam wyłożyć w Szczecinie i Katowicach (ok. 230 000 zł). W Bydgoszczy nabędziemy interesujące nas lokum za 280 000 zł, a w Łodzi i Lublinie dodamy do rachunku jeszcze 20 000 zł. Gdańsk i Olsztyn wymogą na nas wydatek rzędu 360 000-380 000 zł. 600 000 zł zapłacimy w Krakowie, a w stolicy na Mokotowie przyjdzie nam wydać nawet 850 000 zł.

Za tę ostatnią kwotę uda się nam kupić całkiem pokaźny dom. Przykładowo:
* 800 000 zł — Bydgoszcz, Osowa Góra: dom (1999), 250 m kw., działka 750 m kw.
* 730 000 zł — Szczecin, Żelechowa: dom (1995), 250 m kw., działka 560 m kw.
* 680 000 zł — Białystok, Osiedle Bażantarnia: dom (lata 90.), 280 m kw., działka 500 m kw.

Dla 75-metrowego, nawet bardzo ekskluzywnego mieszkania w Warszawie ponad 200 m kw. domu na własnej, dość dużej działce jest atrakcyjną alternatywą. 800 000 zł to niemało! Nawet za 250-280 m kw. własnej przestrzeni i spory grunt do wykorzystania przy domu. Ceny domów w dużych miastach (nie w centrach, raczej na obrzeżach, w peryferyjnych dzielnicach) są bardzo różne.

Za dom o powierzchni 200-250 m kw. na działce wielkości 500-900 m kw. zapłacimy:
* w Rzeszowie (219 m kw., działka 500 m kw.) 400 000 zł,
* w Kielcach (200 m kw., działka 500 m kw.) 500 000 zł,
* w Katowicach (240 m kw., działka 680 m kw.) 590 000 zł,
* w Opolu (252 m kw., działka 700 m kw.) 700 000 zł.

Dla porównania: na Pradze Płd. w Warszawie na dom o zbliżonych wymiarach (210 m kw., działka 890 m kw.) będziemy musieli wydać 1 100 000 zł.

ZAMIAST PODSUMOWANIA

Nie trzeba nikogo przekonywać, że zarówno kupno domu, jak i mieszkania wiąże się z dużym wydatkiem. Niewielu z nas dysponuje kwotą kilkuset tysięcy złotych. Jeśli jednak zapożyczymy się u znajomych krezusów, weźmiemy kredyt lub wygramy w totka i podejmiemy decyzję, by zdobyć swój własny kąt, perspektywa domu w obliczu wysokich i wciąż rosnących cen mieszkań wydaje się coraz bardziej kusząca.
---------------------------------------------------------
Prawie 80 proc. Polaków jest za zakazem palenia
---------------------------------------------------------

PAP 27-04-2006, ostatnia aktualizacja 27-04-2006 19:27

Ponad trzy czwarte Polaków (76,7 proc.) popiera wprowadzenie zakazu palenia we wszystkich miejscach publicznych, m.in. w gmachach publicznych, restauracjach, na przystankach - wynika z ogólnopolskiego badania sondażowego przeprowadzonego przez Polskie Radio we współpracy z Instytutem Badania Opinii i Rynku PENTOR.

Dane te zostały przedstawione w czwartek podczas obrad sejmowej Komisji Zdrowia.

Według badania, pomysł wprowadzenia tego zakazu bardziej popierają kobiety (81 proc.) niż mężczyźni (72 proc.); bardziej podoba się on osobom po 50 r. życia (82 proc.), niż tym w przedziale wiekowym 15-49 lat (73 proc.).

Jeśli chodzi o pomysł wprowadzenia zakazu palenia wykształcenie nie ma większego znaczenia; popiera go 75 proc. ankietowanych z podstawowym wykształceniem i 79 proc. z wyższym.

Jest jednak zdecydowana różnica w poparciu wprowadzenia tego zakazu ze względu na wysokość miesięcznych dochodów. Znacznie częściej (83 proc.) popierają go osoby z małymi zarobkami; osoby z wyższymi dochodami rzadziej (60 proc.).

Badanie to zostało przeprowadzone na 800-osobowej reprezentatywnej losowej próbie dorosłej ludności Polski w dniach 7-8 lutego 2006 roku.

W marcu tego roku w Parlamencie Europejskim przedstawiono raport, z którego wynika, że prawie 80 tys. osób w krajach Europy umiera rocznie w wyniku biernego palenia papierosów.

Autorzy zaznaczają, że większość krajów unijnych wprowadziła przepisy, które ograniczają możliwości swobodnego palenia w miejscach pracy; nakazują np. utworzenie w tym celu specjalnych pomieszczeń.

Informują też, że według badań prawne ograniczenia palenia (np. w barach i restauracjach) nie powodują ubocznych skutków ekonomicznych. Ponadto, według raportu - konieczna jest szersza informacja na temat biernego palenia, ponieważ w wielu krajach świadomość społeczna na ten temat jest nadal niewystarczająca.

Zakaz palenia w miejscach publicznych obowiązuje w wielu krajach świata. Ostatnio w Polsce, w Olsztynie, radni zakazali palenia pod wiatami przystanków autobusowych; taki zakaz obowiązuje też np. w Bielsku-Białej.

Niedawno brytyjska Izba Gmin opowiedziała się za zakazem palenia w pubach i restauracjach. W Irlandii obowiązuje całkowity zakaz palenia w miejscach pracy, a w San Francisco w USA - palić nie można np. w parkach miejskich.

http://wiadomosci.gazeta....00,3311977.html

-----------------
SONDAŻ
Czy palenie w miejscach publicznych powinno być zakazane?

80%
tak (4626)

20%
nie (1145)

Liczba oddanych głosów: 5771

----------------------------------------
• Zakaz palenia w kawiarniach to fikcja
----------------------------------------

Wojciech Staszewski 13-04-2006

W warszawskich kawiarniach ze świecą szukać osobnych sal dla niepalących. A skąd zadymione powietrze ma wiedzieć, gdzie się zaczynają?

Piątek wieczór. Z fotografem Albertem Zawadą wchodzimy do kawiarni Pod Kaktusami przy reprezentacyjnej ul. Chmielnej. Siwy dym.

- Gdzie jest sala dla niepalących?

- Nie ma, obie są dla palących - odpowiada opalona kelnerka. - Kierownika też nie ma. Nie do mnie te pretensje, ja tu tylko pracuję.

Nie ma? To zobaczymy, co warte jest prawo! Zamawiamy dwie herbaty. I dzwonimy po straż miejską. Jest 18.26. Zaczekamy.

---------------------
Palenie - wykroczenie

Art. 5 ustawy antynikotynowej z 1995 r. mówi jasno: "Zabrania się palenia poza pomieszczeniami wyodrębnionymi i odpowiednio przystosowanymi". Nawet gdyby lokal miał jedno pomieszczenie, to musi mieć "wyraźnie wyodrębnione" miejsce, gdzie wolno palić. A jeżeli nie będzie miejsca dla niepalących?

- Odwrotnie: prawo mówi o wyznaczeniu miejsca dla palących. Jeśli takiego nie ma, cały lokal może pan traktować jako objęty zakazem palenia - poucza mnie wróg nikotyny, sędzia NSA w stanie spoczynku Stefan Cebulski.

Gdyby trzymać się dalej litery prawa, to:

* nie jest jasne, czy wszyscy palący w takim lokalu popełniają wykroczenie, skoro na ścianie nie wisi wyraźny zakaz palenia;

* jest jasne, że wykroczenie (zagrożone grzywną do 5 tys. zł) popełnia właściciel lokalu, dopuszczając do niezgodnego z prawem palenia.

----------------------
Nie jaramy, wypraszamy

Wcześniej obejrzeliśmy inne lokale. Sąsiednie Bordo - trzy sale, z czego dwie dla niepalących. Czysta fikcja, bo nie są oddzielone. Pixel vis-a-vis - podobnie.

- Skąd powietrze ma wiedzieć, gdzie się zatrzymać? - pytam sympatycznego kelnera.

- Pod koniec dnia jest rzeczywiście zmieszane - przyznaje. - Może pan ma propozycję, co z tym zrobić?

Pub Marcinek na Starówce. Kelnerka: - U nas nie ma zakazu palenia.

- Ale ustawa mówi, że musi być.

- To na górze jest sala dla niepalących.

- Ale tam stoją popielniczki.

- Stoją, bo ludzie palą.

- Palą? To nie będą!

W Marcinku nie dajemy za wygraną. Wymuszamy na kelnerce, żeby wyprosiła palaczy z jednego z dwóch (sic!) stolików dla niepalących i siadamy na colę. Oczywiście we wszechobecnym dymie.

--------------------------
Pomieszczenie a zadymienie

Bądźmy szczerzy: przecież ten zakaz palenia to fikcja. Co to znaczy "pomieszczenie wyodrębnione i odpowiednio przystosowane"?

- Rzeczywiście, rozporządzenia wykonawcze do ustawy w tym punkcie nie istnieją - przyznaje dyr. Elżbieta Łata z podlegającego resortowi zdrowia Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

- Sale oddzielone tylko powietrzem to bez sensu - mówi Sławomir Weremiuk z KG Policji. - Prawo musi być jasno sprecyzowane. Żeby nie było, że niby wszystko jest w porządku, a w sali, gdzie nie można palić, czuje się dym.

- Interwencje w tej sprawie należą do rzadkości - twierdzi rzecznik warszawskiej straży miejskiej Adam Godlewski. - Nie widzimy takiego problemu społecznego ze względu na wezwania.

Tak? To zobaczycie!

Straż miała przyjechać Pod Kaktusy w ciągu pół godziny. Po 45 minutach dzwonimy znów. Była zmiana służby, za pół godziny ma się zjawić patrol.

- Tak zadymionego miejsca jeszcze nie widziałem - mówi mężczyzna do kobiety.

Całkiem jakbym sobie ich wymyślił. Ale naprawdę: weszli jednym wejściem, przeszli przez lokal i wyszli drugim.

-----------------------
Zakażemy, bo tak chcemy

Fundacja Promocja Zdrowia badała zadymienie w miejscach publicznych w Polsce. Na tydzień wieszano filtry, po czym zmierzono zawartość nikotyny. Najlepiej jest w prywatnych firmach - 0,8 mikrograma na metr sześcienny i urzędach miejskich - 1,1. W restauracjach - 2,1, a w mieszkaniach (choć to nie miejsce publiczne) - 6. Natomiast w pubach i dyskotekach - aż 36!

W lutym Pentor podał szokujące wyniki sondażu: 76 proc. Polaków jest za całkowitym zakazem palenia w miejscach publicznych.

Anna Jassem z Europejskiej Komisji Zdrowia mówi, że unijne badania pokazały, iż groźba zachorowania na raka płuc wśród kelnerów i barmanów jest dwa razy większa od średniej ogólnej. Unia chce rekomendować państwom członkowskim wprowadzenie całkowitego zakazu palenia w lokalach. Zwolennicy zaostrzenia prawa odwołują się do troski o pracowników lokali. - W kraju, w którym panuje prawo i sprawiedliwość, ludzie nie mogą być zmuszani do pracy w dymie tytoniowym. To substancja rakotwórcza klasy A - mówi prof. Witold Zatoński z fundacji Promocja Zdrowia.

Na razie w Europie zdecydowały się na to Irlandia, Włochy, Malta, Szwecja, Hiszpania (ale tylko w lokalach powyżej 100 m kw.) oraz Norwegia. W ciągu roku zakaz wprowadzą Szkocja, Belgia i Irlandia Płn. - Polska nie powinna być ostatnia. W krajach, które wprowadziły zakaz, ludzie wcale nie przestają chodzić do lokali. Wzrasta za to sprzedaż środków antytytoniowych i już po kilku miesiącach zmniejsza się liczba palaczy - mówi prof. Jacek Jassem, onkolog z gdańskiej Akademii Medycznej. - W Pomorskiem mamy najwięcej nowotworów w Polsce. Chcę namówić posłów z naszego województwa do inicjatywy wprowadzenia w Polsce zakazu palenia w miejscach publicznych.

Kiedy? Profesor nie powie. Boi się kontrataku lobby tytoniowego.

---------------------
Uczulenie na życzenie

Pod Kaktusy przyjeżdża wreszcie patrol. Wkraczają jak komandosi, goście milkną, a Albert wyjmuje aparat fotograficzny. Podchodzę i wyjaśniam, w czym problem.

- Mnie się wydaje, że skoro właściciel pozwala palić, to można - mówi dowódca patrolu Krzysztof Kobyłecki.

- To źle się panu wydaje, bo art. 5 ustawy antynikotynowej z 1995 r. mówi inaczej - ripostuję.

Podchodzimy do kelnerki. Albert z ukrycia fotografuje akcję. - Dlaczego ma pan do nas pretensje? - kelnerka ma pretensje do mnie. - Niech pan da spokój! Chcemy tu spokojnie pracować 12 godzin co drugi dzień. Przecież my nie jesteśmy niczemu winne. Ja też mam kaszel przez ten dym. Kierownik będzie w poniedziałek, proszę wtedy przyjść.

- Ja mam przychodzić!? Tu jest łamane prawo! Co panowie na to? - pytam strażników, którzy z boku przysłuchują się rozmowie.

- My tu przyślemy obszarowego w poniedziałek i będzie ten temat z właścicielem załatwiał - odpowiada dowódca.

W środę dzwonię Pod Kaktusy.

- Dlaczego w pana lokalu łamane jest prawo?

- Takie są wymagania klientów - odpowiada kierownik kawiarni Waldemar Lipiński. - Gdybyśmy zrobili jedną salę dla niepalących, tobyśmy upadli, bo byłaby zupełnie pusta. Niestety, będziemy musieli to zrobić. Po remoncie, bo zmieniamy teraz wystrój. Może jak będziemy bardziej atrakcyjni, to przyciągniemy też klientów niepalących.

Dopiero następnego dnia Pod Kaktusy dotarł obszarowy ze straży miejskiej. Stwierdził, że jedna z sal jest już przeznaczona dla niepalących i oznaczona wywieszkami. Ukarał kogoś za sobotę? Skądże, uczulił! W służbowym raporcie obszarowy wyznał: "Uczuliłem obecną w lokalu właścicielkę na konieczność bezwzględnego przestrzegania przepisów dotyczących używania tytoniu".

------------------
Z ostatniej chwili

W ostatni weekend otwarto Kaktusy po remoncie. Są dwie sale, żadnych wywieszek. W jednej nikt nie pali. Przynajmniej w południe.

Wojciech Staszewski
http://serwisy.gazeta.pl/...86,3281393.html
Sto kilometrów od Pałacu Kultury
link: http://www.rnw.com.pl/use...?articleId=3961

Ożywienie na rynku mieszkaniowym nie ogranicza się tylko Warszawy, zaczynają je odczuwać również mieszkańcy mniejszych miast. Postanowiliśmy więc przyjrzeć się rynkom budowlanym w wybranych miastach Polski, położonych w promieniu 100 km od stolicy

Radom, na skrzyżowaniu biznesowych arterii

Po latach zastoju, liczące ponad dwieście tysięcy mieszkańców, miasto Radom stało się atrakcyjnym miejscem dla spółek deweloperskich, co owocuje większą liczbą budów i bogatszą ofertą nowych mieszkań. Radom jest atrakcyjnym miejscem do inwestowania - przede wszystkim leży na skrzyżowaniu trzech arterii drogowych: międzynarodowych tras E7 Gdańsk-Warszawa-Kraków-Czechy (przyszła droga ekspresowa S7) i E371 Radom-Rzeszów-Słowacja oraz trasy nr 12 leżącej na szlaku Berlin-Kijów (przyszła droga ekspresowa S12). Dodatkowo miasto posiada lotnisko o dobrych parametrach technicznych, gdzie planuje się uruchomienie regularnej komunikacji pasażerskiej oraz terminala Cargo.

Tylko w ubiegłym roku stawki za metr kwadratowy w Radomiu poszły w górę o ok. 1000 zł, obecnie deweloperzy czy spółdzielnie mieszkaniowe żądają za nowe lokale po 2400-3500 zł. Jednak na spadek cen nie ma co liczyć. Jedna z radomskich gazet donosi, że „w agencjach nieruchomości nie zamykają się drzwi. Kto żyw, kupuje, bo wszyscy spodziewają się, że będzie jeszcze drożej...” . Co prawda stawki są trzykrotnie niższe niż na warszawskim rynku, ale jeśli spełnią się zapowiedzi pośredników, ten dystans wkrótce powinien się zmniejszyć. Tym bardziej, że chętnych do kupowania nie brakuje.

– Potrzeby mieszkaniowe w Radomiu są na tyle duże, że wybudowanie kilku osiedli takich, jakie teraz budujemy, nie pokryje obecnego popytu – mówi Krzysztof Wall, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Merkury. Niewykluczone, że w przyszłym roku o tej porze ceny będą rozpoczynać się od 3500 zł za metr kwadratowy.

Spółdzielnia Mieszkaniowa Łucznik, która buduje blok mieszkalny przy ul. Paderewskiego, ma już nabywców na wszystkie lokale, a kilkadziesiąt osób zapisało się na listę rezerwową. Kolejne budynki powstają dopiero na deskach kreślarskich i są już niemalże wszystkie sprzedane (podobnie tutaj została utworzona lista rezerwowa).

Firma PeWel niedawno sprzedała ostanie mieszkanie w budynku mieszkalnym przy ulicy Batorego. Teraz przyjmuje zapisy na mieszkania w apartamentowcu "Leśniczówka” przy ulicy Młynarskiej, który jeszcze nie wyszedł z ziemi. Choć cena metra kwadratowego jest wysoka jak na radomskie warunki, bo 3500-4500 zł, to chętnych nie brakuje. Porównywalne ceny proponuje firma deweloperska Intersol, budująca bloki mieszkalne przy ul. Paderewskiego. I tutaj niemal wszystkie mieszkania mają już swoich właścicieli. Ten sam deweloper buduje również na uboczu miasta osiedle domów jednorodzinnych w zabudowie szeregowej, gdzie ostatnie cztery domy czekają na przyszłych mieszkańców - ceny kształtują się w granicach 380 000-410 000 zł.

Firma deweloperska ProDom koncentruje się na budowie obiektów o charakterze mieszkaniowo-komercyjnym usytuowanych w ścisłym centrum Radomia.

– Obecnie prowadzimy prace wykończeniowe budynku przy ul. Malczewskiego, gdzie na parterze mieści się kilka lokali handlowych, na pierwszym piętrze lokale biurowe, pozostałe to mieszkania. Budynek zostanie oddany na przełomie sierpnia-września tego roku. – mówi Robert Gędaj, współwłaściciel firmy. Tutaj również wszystkie mieszkania mają już swoich najemców. – W najbliższym czasie rozpoczniemy przygotowania do kolejnej inwestycji, także w ścisłym centrum, gdzie powstanie obiekt mieszkalno-usługowy o wysokim standardzie. Jednakże nie rozpoczęliśmy jeszcze sprzedaży, ani tzw. „rezerwacji” mieszkań – zapowiedział Robert Gędaj.

Niewątpliwie największym przedsięwzięciem inwestycyjnym w samym sercu miasta będzie budowa Słonecznego Centrum, którego inwestorem jest amerykańska firma deweloperska AIG Lincoln. Koncepcja zakłada stworzenie budynków wielorodzinnych liczących od 4 do 8 kondygnacji, aquaparku z lodowiskiem i amfiteatrem, parku rekreacyjnego oraz galerii handlowo-usługowo-rozrywkowej. Prawdopodobnie prace budowlane ruszą w październiku 2007 r. Wiadomo już, że inwestycja będzie podzielona na kilka etapów. Jej realizacja potrwa cztery lata.

Płock, nadwiślańska perła Mazowsza

Współczesny, liczący blisko 130 tysięcy mieszkańców Płock to potężny ośrodek gospodarczy z dużym potencjałem przemysłowym, wykwalifikowaną kadrą i rozwiniętym rynkiem biznesowym,. Niezwykle korzystne warunki rozwoju dla miasta stwarza obecność największej korporacji w Europie Środkowej przemysłu naftowego PKN Orlen, który tu ma swoją główną siedzibę. Niewątpliwie Płock jest miastem o dobrych perspektywach rozwojowych. Z myślą o mieszkańcach i inwestorach systematycznie rozbudowywana jest infrastruktura oraz tworzone są plany zagospodarowania przestrzennego. Wydatki inwestycyjne miasta, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, należą do najwyższych w Polsce, a średni dochód na jednego mieszkańca wynosi powyżej 3000 zł.

Jeśli idzie o położenie miasta, płocczanie mówią, że „stąd jest wszędzie blisko”, ponieważ leży w samym sercu Polski, a w pobliżu przebiegają ważne szlaki komunikacyjne (miasto leży w pobliżu dróg krajowych, głównego węzła kolejowego w Kutnie oraz lotnisk).

Podobnie jak w innych miastach, mimo systematycznie rosnących cen, boom mieszkaniowy trwa. Spółdzielnie mieszkaniowe, deweloperzy, agencje nieruchomości nie narzekają na brak zainteresowania. Skutkiem mieszkaniowego głodu jest niemalże stuprocentowy brak wolnych lokali, Obecnie sprzedawane są mieszkania, których budowa zakończy się w 2008 r. Chętni na kupno własnych czterech kątów muszą się liczyć z kosztami rzędu 2600-4000 zł za metr kwadratowy.

Klient zainteresowany kupnem własnego lokum może skierować kroki do prężnie działających spółdzielni mieszkaniowych (m.in. Mazowiecka SM, Chemik SM, SM Budowlani) bądź do lokalnych deweloperów, jakimi są PIK czy Amabud.

– Odczuwalny jest dość spory ruch na rynku mieszkaniowym. Na chwilę obecną zostało jedynie kilka lokali w drugim budynku, który stawiamy przy ul. Strzeleckiej; zostanie on oddany do użytku w 2009 r. Pierwszy budynek został już w całości sprzedany, a mieszkańcy będą mogli się wprowadzić w połowie 2008 r. – mówi inżynier Danuta Patora z firmy PIK. Obecnie firma posiada w swej ofercie mieszkania w budynku przy ul. Jachowicza – tutaj z kolei przyszli lokatorzy będą mogli wprowadzić się pod koniec przyszłego roku.

Drugi deweloper, Amabud, może zaoferować klientom mieszkania, które będą oddane do użytku w 2008 r., natomiast te, których budowa zostanie zakończona w tym roku, mają już swoich nabywców.

– W płockiej dzielnicy Podolszyce, gdzie realizujemy inwestycję, na którą składają się dwa obiekty mieszkalne, pozostały tylko cztery mieszkania dwupoziomowe z budynku przy ul. Armii Krajowej 76 o powierzchni powyżej 100 m kw. Ponadto trwają prace budowlane na osiedlu Wyszogrodzka, gdzie powstaną domy w zabudowie szeregowej;– mówi Eugeniusz Adamiak, wiceprezes firmy.

Graczem na płockim rynku mieszkaniowym jest również Miejski Zakład Gospodarki Mieszkaniowej TBS, lecz niestety spółka nie posiada obecnie wolnych mieszkań. Istnieją plany dotyczące budowy bloku przy ul. Kochanowskiego w centrum miasta oraz osiedla apartamentowców na Podolszycach Pd. Jednakże ceny nie są jeszcze ustalone w związku z tym nie ma możliwości rezerwacji lokali.

Siedlce, na trakcie z Paryża do Moskwy

We wschodniej części województwa mazowieckiego, na międzynarodowym szlaku biegnącym z Paryża, przez Berlin, Warszawę do Moskwy, w odległości 90 km od stolicy leżą liczące ponad siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców Siedlce. Wśród zalet gospodarki miasta najważniejsze to duże zróżnicowanie firm pod względem wielkości i branż, wysoki odsetek przedsiębiorstw prywatnych i ich elastyczność w dostosowywaniu się do wymagań rynku. Rozwój infrastruktury technicznej stymuluje rozwój ekonomiczny. Wybudowanie autostrady Świecko-Terespol, która ma biec przez południowy fragment miasta, będzie kolejnym impulsem dla jego rozwoju. „Szybka kolej”, która będzie przebiegała przez Siedlce otworzy nowe perspektywy dla podejmowania działalności gospodarczej. Położenie w pobliżu przecięcia dwóch planowanych autostrad (północ-południe i wschód-zachód) stwarza dogodne warunki dla utworzenia w mieście centrum logistycznego dla wschodniej części kraju.

Siedlce dołączają do szerokiego grona miast opanowanych gorączką inwestycyjną. Na terenie miasta funkcjonują jedynie trzy firmy deweloperskie i wręcz nie nadążają za wygłodniałymi klientami, pukającymi każdego dnia do ich drzwi. Mieszkańcy mówią, że ceny oszalały, ale i to nie staje się żadną poprzeczką. – Mieszkania rzeczywiście sprzedają się bardzo szybko – przyznaje Zdzisław Skorupka, właściciel Przedsiębiorstwa Budownictwa Mieszkaniowego M3. – Możemy mówić o prawdziwym boomie mieszkaniowym. Przykładowo, liczące 32 domy osiedle przy ul. Leśnej sprzedaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem budowy. Podobnie jest z bieżącą inwestycją, Nowy Świat na ul. Żytniej... Budowa rozpocznie się w lipcu tego roku, a oddanie obiektów do użytku nastąpi latem 2009 roku. Tutaj dwa pierwsze budynki są już sprzedane, natomiast sprzedaż kolejnego rozpocznie się jesienią tego roku. Zainteresowanie jest ogromne, o czym świadczy liczba zapisów na tzw. listę „rezerwacyjną” - 70 osób. – mówi Zdzisław Skorupka. Metr kwadratowy tamtejszych mieszkań kosztuje w granicach 3200-3800 zł.

Drugą firmą deweloperską, działającą równie prężnie na terenie miasta, jest Konstanty Strus. Ceny kształtują się podobnie (3300-3800/m. kw.), a inwestycje, które zostaną oddane do użytku jeszcze roku, mają już swoich właścicieli. Planowana jest budowa budynku mieszkalnego przy ul. Wyszyńskiego, tutaj każdy z lokali jest już zarezerwowany. Obecnie w sprzedaży są mieszkania z Osiedla Rynkowego, obiekt zostanie oddany do użytku w trzecim kwartale 2009 r.

Ponadto siedlczanie mogą skorzystać z oferty lokalnej firmy Budomatex, która posiada w mieszkania w bloku przy ul. Wyszyńskiego. Zakończenie inwestycji przewiduje się na trzeci kwartał 2008 r.

Ostrołęka, na skraju Puszczy Zielonej

Ostrołęka leży w północno-wschodniej Polsce. Graniczy z południa z obszarem aglomeracji warszawskiej, dla której jest naturalnym zapleczem. Miasto mieści się w zbliżonej odległości od najważniejszych miast sąsiednich regionów; do Warszawy, Olsztyna, Białegostoku jest ok. 120 km. Miasto liczy ponad 50 tys. mieszkańców. Warto wiedzieć, że Ostrołęka wraz z całym regionem jest jednym z najlepiej zachowanych środowiskiem naturalnym w Polsce.

Rynek mieszkaniowy w Ostrołęce był przez wiele lat niemal martwy. Gorączka budowlana ta dotarła dopiero teraz. Potrzeby mieszkaniowe starają się zaspokoić dwaj deweloperzy - z Rzekunia oraz z Łomży. Ten pierwszy - Agromasz - zaczął budowę mieszkań przy obwodnicy – docelowo ma ich powstać ok. 150 a cena za metr kwadratowy wynosi 2800-3300 zł. 60-70 mieszkań w 2-3 blokach zamierza wybudować firma deweloperska z Łomży, Inwestbud. Budynki mają powstać przy ul. Steyera. Inwestor zapewnia, że nowi mieszkańcy będą mogli wprowadzić się w połowie 2009 r. Ze względu na panujące cenowe materiałów budowlanych i niewielkie perspektywy, że tendencja wzrostu cen się nie zatrzyma, inwestor nie podaje jeszcze cen metra kwadratowego. Wiosną, przyszłego roku, równocześnie z rozpoczęciem budowy, rozpoczną się poszukiwania klientów. Bloki z mieszkaniami pod wynajem stawia w Al. Jana Pawła II Ostrołęckie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Mieszkańcy, płacąc 2100 zł za metr kwadratowy, będą mogli odebrać klucze od swych mieszkań w sierpniu 2008 r. Spółka informuje, że trwają prace przygotowawcze do kolejnej inwestycji, której budowa miałby rozpocząć się pod koniec przyszłego roku bądź na początku roku 2009.

Kozienice, emerytura na letnisku

W znacznie mniejszych miastach typu Skierniewice, Ciechanów, Pułtusk, Białobrzegi Kozienice czy Węgrów, nowe inwestycje i deweloperzy pojawiają się rzadko. Ciekawa jest sytuacja w Kozienicach, gdzie na ul. Akacjowej powstaje już inwestycja stołecznej firmy Dolcan, ( 9 tys. p.u.m , ceny w granicach 5 tys zł m. kw.). Stosunkowo niewielka odległość do stolicy (ok. 100 km) znakomite położenie wśród lasów puszczy kozienickiej, w bliskości wielu atrakcyjnych miejscowości letniskowych sprawia, że ta lokalizacja - zdaniem inwestora - może zainteresować również mieszkańców Warszawy, których nie stać na mieszkania w cenie 8 czy 10 tys. za metr kw. Tu mogą kupić mieszkanie o połowę tańsze i spędzać czas na emeryturze w ekologicznej, spokojnej okolicy i przyjaznym mieście. W ten sposób myśli o swojej przyszłości coraz więcej starszych warszawiaków.

Brak oferty nowego budownictwa mieszkaniowego we wspomnianych wyżej miejscowościach rekompensuje rynek wtórny. Zainteresowanie, przy ciągłym wzroście cen, jest ogromne, a ofert często brakuje. Praktycznie każdy lokal o przyzwoitym standardzie - w nowym budownictwie, czy to w starej wielkiej płycie - kupowany jest natychmiast. Najbardziej poszukiwane są kawalerki (35 m kw.) oraz mieszkania do 50 m kw. Ceny kształtują się na poziomie 3- 4 tys., a wśród mieszkańców tych ciągle aktualne jest hasło: „Kupujmy mieszkania, jutro będzie drożej.”

Autor: Elżbieta Lachowicz
Źródło:Rynek Nieruchomości Warszawskich
NOWE PRAWO Jeśli przepisy wejdą w życie, może zabraknąć pieniędzy na remonty bloków

Wielu budynkom grozi śmierć techniczna

Mieszkania na własność, ale w rozpadających się budynkach? Konieczność rozbiórki bloków z powodu ich technicznego zużycia? Władze spółdzielni biją na alarm: nowe przepisy, zezwalające na zwolnienie części mieszkańców z opłat na remonty, mogą doprowadzić do katastrofy.

Znowelizowane przez Sejm przepisy ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych zakładają, że lokatorzy spółdzielczych mieszkań będą mogli je wykupić za symboliczną złotówkę. Ci zaś, którzy prawo własności kupowali wcześniej (ustawa za graniczny uznaje 2001 rok) za dużo większe pieniądze, będą mogli to sobie zrekompensować poprzez zwolnienie z opłat na fundusz remontowy (na co musi wyrazić zgodę walne zgromadzenie). Władze warszawskich spółdzielni, z którymi rozmawialiśmy, na ustawie nie zostawiają suchej nitki.

Rozdali cudzą własność

W zasobach spółdzielni WSM Ochota jest około 9,2 tys. mieszkań.

- 83 procent jest już wykupionych, część za 100 procent wartości - informuje prezes spółdzielni Kazimierz Mackiewicz. - Na razie nie podejmujemy wiążących decyzji na temat remontów, bo czekamy na ostateczną wersję ustawy, która, notabene, poddawana była ciągłym poprawkom. Mogę jednak powiedzieć, że uszczuplenie funduszu remontowego będzie dla spółdzielni ogromnym problemem - przyznaje.

Kazimierz Mackiewicz dodaje, że od 2001 roku spółdzielnia na przekształceniach praw do lokalu zarobiła ok. 6,5 mln zł.

- Te pieniądze musielibyśmy niejako "oddać", nie pobierając pieniędzy na remonty od tych, którzy wykupili mieszkania przed uchwaleniem nowych przepisów - przyznaje prezes WSM Ochota, dodając, że rocznie do kasy spółdzielni wpływało z tytułu przekształcenia mieszkań z lokatorskich na własnościowe ok. 1,5 mln zł.

Teraz, jeśli prezydent RP ustawę podpisze, na takie pieniądze spółdzielnia nie będzie mogła już liczyć. - Z całą pewnością trudno byłoby nam podnieść opłaty, żeby zrekompensować sobie straty. 50 procent naszych mieszkańców to emeryci i renciści. Nie będą w stanie tego udźwignąć. Spółdzielnia nie będzie też mogła postawić na inwestowanie, bo po prostu nie ma gdzie budować. Będziemy więc zmuszeni ograniczyć remonty. Trudno znaleźć inne rozwiązanie - zastanawia się prezes Mackiewicz.

Andrzej Cholewa, prezes Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej Wolska Żelazna Brama, informuje, że w zasobach spółdzielni jest 4045 mieszkań, z tego niewykupionych tylko 121. - W myśl nowych przepisów większość osób mogłaby zostać masowo zwolniona z opłat na fundusz remontowy. Ta ustawa jest po prostu zabójcza, stworzona przez osoby, które niewiele na temat spółdzielczości wiedzą - oceniają władze spółdzielni. - Sejm postanowił rozdawać cudzą własność, o którą spółdzielcy dbali, angażując własne pieniądze. Może mam im teraz dać po kawałku dachu, który wyremontowaliśmy? A może po kawałku nowej rury? - pyta Andrzej Cholewa.

Podkreśla, że każdy remont został zrobiony z pieniędzy spółdzielców, czyli z ich prywatnego majątku.

- Rocznie nasza spółdzielnia przeznaczała na remonty ok. 5 mln zł. Fundusz remontowy był zasilanyz tytułu przekształceń praw do lokalu, w zależności od roku, kwotami od 200 do 600 tys. zł. Teraz pieniędzy może zabraknąć. Więc remonty staną w miejscu - dodaje.

Konieczna wymiana instalacji

Prezes Andrzej Cholewa zauważa, że rezygnacja z remontów grozi śmiercią techniczną budynków, zwłaszcza tym starym, mającym po kilkadziesiąt lat. A takie są mieszkania Za Żelazną Bramą.

- Pamiętajmy, że w budynkach niezbędna jest chociażby wymiana elektryczności. Bez odpowiednich certyfikatów obiekt nie będzie mógł być użytkowany. Oznacza to, że nowa ustawa to taka bomba z zapłonem - ocenia prezes spółdzielni Za Żelazną Bramą. - Można sobie zadawać pytania, czy komuś nie chodziło po prostu o rozniesienie spółdzielni w pył. To naprawdę nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Jeśli państwo chce rozdawać mieszkania, to niech jednocześnie da nam pieniądze na remonty. Co z tego, że wszyscy będą właścicielami mieszkań, skoro zaczną się one rozsypywać?

Z tymi opiniami zgadza się Janusz Niciński, prezes spółdzielni Osiedle Wilanów.

- Mieszkania w naszej spółdzielni wykupiła ogromna część mieszkańców. Z dwóch tysięcy lokali niewykupionych pozostało ok. 10 procent. Od 2001 roku zarząd zawarł 72 umowy przekształcenia lokatorskiego prawa do lokalu na własnościowe prawo do lokalu po uzupełnieniu wkładu budowlanego - informuje prezes Janusz Niciński. - Podzielam pogląd przedstawicieli innych spółdzielni, że nowe przepisy nie są sprawiedliwe. Ktoś kiedyś kupował drożej, z czegoś rezygnując, żeby mieć mieszkanie na własność. A teraz okazuje się, że można je mieć za grosze. Czy są spółdzielcy lepsi i gorsi?

Prezes Niciński przyznaje, że i jego spółdzielnię mogą dotknąć problemy z remontami. - Trudno dziś powiedzieć, jak z tego wybrniemy. O tym zdecyduje walne zgromadzenie. Na razie postanowiliśmy sprzedawać części wspólne w budynkach, które można zaadaptować na mieszkanie lub dołączyć do mieszkań. Dochód przeznaczymy na potrzeby remontowe danego budynku - mówi. Spółdzielnia Starówka ma w zasobach ok. 4 tys. mieszkań. - Lokale wykupiło ok. 700 osób, z czego mniej więcej połowa po 2001 roku - informuje Małgorzata Gierwazik, rzecznik Starówki. - Już dziś, chociaż ustawa czeka na podpis prezydenta, ludzie dopytują, kiedy będą mogli stać się właścicielami mieszkań. Wcześniej, żeby lokal wykupić, część lokatorów musiała zaciągać kredyty. Dziś, żeby mieć prawo własności, wystarczy kilkadziesiąt złotych. Trudno się dziwić, że spółdzielcy się tym interesują - ocenia Małgorzata Gierwazik.

Podkreśla, że spółdzielnia już dziś zastanawia się, jak rozwiązać nieuniknione problemy z remontami. Na razie wiążąca decyzja nie zapadła.

Aneta Gawrońska

Zdaniem prezesów spółdzielni spoza Warszawy

Zarządy spółdzielni mieszkaniowych w całej Polsce negatywnie oceniają przyjętą przez Sejm nowelizację ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Obawiają się, że zabraknie pieniędzy na remonty. Niepokoi ich też nowy sposób podejmowania decyzji na walnych zgromadzeniach, liczących kilka, a czasem kilkanaście tysięcy osób.

Józef Karbowniczyn prezes SM Dąb w Szczecinie
- Ustawa to czyste kuriozum. Posłowie zapomnieli o orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, który kwestionował już ingerowanie w prywatną własność spółdzielczą. Tworzenie prawa w oderwaniu od istniejącego orzecznictwa nie może wróżyć nic dobrego. Nasza spółdzielnia jest w o tyle komfortowej sytuacji, że niemalże zakończyła docieplanie budynków, a wpływy na fundusz remontowy z tytułu działalności komercyjnej, głównie dzierżaw, sięgają 20 proc. Nie wiem jednak, jak mają sobie poradzić spółdzielnie, które nie wynajmują wielu lokali, a 80 proc. mieszkańców skorzysta ze zwolnienia z opłat z tytułu rekompensat. Natomiast walne zgromadzenia 16 tys. osób spowodują paraliż decyzyjny spółdzielni.

Józef Śnieżek, spółdzielnia Wrocław-Południe
- Przyjęta ustawa to absurdalne rozwiązanie. W posiadaniu naszej spółdzielni znajduje się ponad 10 tys. mieszkań; ok. 12 - 15 proc. mieszkańców posiada lokatorskie prawo do lokalu. Do tej pory spółdzielnia uzyskała kilkanaście milionów zł ze sprzedaży mieszkań, co stanowi ok. czterokrotną wartość funduszu remontowego. Nie rozumiem, w jaki sposób spółdzielnia miałaby zwrócić część z tych pieniędzy i pokryć niższe wpływy na fundusz remontowy. Oczywiście remonty muszą być prowadzone. Przynajmniej w zakresie bezpieczeństwa i kwestiach określonych warunkami prawa. Jeśli zapadnie decyzja o odliczeniu wydatków poniesionych po 2001 r. na wykup mieszkania z funduszu remontowego, to będziemy musieli podnieść stawki wszystkim. Ale jak wytłumaczyć mieszkańcom, szczególnie tym biedniejszym, że mają płacić za pozostałych?

Wacław Strzelec, prezes Puławskiej SM
- W ustawie nie ma spójności między przepisami. Nieokreślony jest status mieszkań budowanych w latach 90. za pomocą kredytów państwowych, gdzie umorzono 70 proc. odsetek. Nie wiadomo też, jak traktować lokale odkupione przez spółdzielnię od innych podmiotów. No i jak zorganizować walne zgromadzenie, nawet w częściach, gdy jest 10 tys. członków? Ustawa nie przyczynia się do usprawnianiu działalności spółdzielni. U nas 30 proc. mieszkań nie zostało jeszcze wykupionych, ale 15 proc. i tak nie ma na to szans. Są zadłużone, a w wielu wypadkach stan prawny gruntów jest nieuregulowany. W sprawie remontów nie widzę innego rozwiązania niż podniesienie stawek. Inaczej budynki popadną w ruinę i będą wyglądały jak komunalne.

Roman Przedwojski prezes SM Jaroty w Olsztynie
- W naszym przypadku nowe przepisy będą dotyczyć ok. 2,3 tys. z 16 tys. mieszkań. Od ukazania się w prasie informacji o zmianach w prawie spółdzielczym zgłoszono kilkadziesiąt wniosków z zaznaczeniem, by rozpatrywać je zgodnie ze znowelizowaną ustawą. Ustawa oznacza dla spółdzielczości zmiany na gorsze.

Michał Malinowski prezes SM Przyszłość w Kluczborku
- Nowe przepisy trudno nazwać inaczej niż nieuczciwymi. Zaskarżona do Trybunału powinna być choćby sprzedaż mieszkań z tak dużą zniżką. Dlaczego ma ona dotyczyć, jak w naszym przypadku, tylko 300 z 3 tys. członków. Inni wykupili je na starych warunkach. Próba wyrównania tej niesprawiedliwości przez zwolnienia z wpłat na fundusz remontowy zniszczy spółdzielnię.

Zbigniew Buczek prezes Mieleckiej SM
- Wystarczy zajrzeć do stenogramów z posiedzeń Sejmu, żeby zobaczyć, że ta ustawa ma za zadanie zniszczyć spółdzielczość mieszkaniową. Nie wyobrażam sobie, jak ma przebiegać finansowanie remontów według nowych przepisów. Dotychczas podstawą spółdzielczości było to, że z małych środków zbiera się w dłuższym okresie suma, która pozwala stopniowo przeprowadzać większe prace remontowe. Wbrew pozorom największym problemem nie będzie to, że wpłaty na fundusz remontowy będą mniejsze, ale to, że spółdzielnie będą musiały rozliczać koszty i przychody dla poszczególnych nieruchomości. Jak teraz zebrać kwotę wystarczającą na docieplenie wielopiętrowego budynku?

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... _a_24.html

>